Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Pomocna dłoń Rooneya

Ze sportowego punktu widzenia był to dla Wayne'a Rooneya stracony rok. Nie szkodzi: ostatnie decyzje Louisa van Gaala pozwalają przedłużyć karierę kapitana Manchesteru United o kolejnych kilka lat - pisze Michał Okoński, dziennikarz ?Tygodnika Powszechnego? i komentator Sport.pl.
Dla niektórych najważniejszy w podsumowywaniu ostatnich dwunastu miesięcy Wayne'a Rooneya będzie aspekt biznesowy, pisaliśmy o nim zresztą, kiedy przedłużył kontrakt z MU, stając się najlepiej opłacanym piłkarzem w Anglii (więcej czytaj tutaj). Dla innych najistotniejsze będzie jednak to, że zarówno w ataku (Costa, Aguero), jak w drugiej linii (Fabregas, Hazard, Schneiderlin, Sanchez, Matić...), łatwo byłoby znaleźć w Premier League piłkarzy, dla których te miesiące były lepsze. Zmarnowany rok? W poprzednim sezonie był wprawdzie najlepszym strzelcem swojego klubu i miał najwięcej asyst, ale sam klub - jak na standardy z ostatniego ćwierćwiecza - wypadł katastrofalnie, zajmując dopiero siódme miejsce w rozgrywkach. Mundial, choć przy trzecim podejściu udało mu się wreszcie strzelić bramkę w jego trakcie, również skończył się rozczarowaniem i powrotem do domu natychmiast po fazie grupowej.

Z drugiej strony jednak: mówimy o kapitanie reprezentacji Anglii i jednego z najważniejszych klubów świata; o człowieku, który w 2014 roku zagrał setny i sto pierwszy mecz oraz strzelił czterdziestą szóstą bramkę w reprezentacji Anglii, co czyni go dziewiątym co do liczby występów i trzecim co do liczby goli zawodnikiem w historii kraju; oba rekordy powinien pobić, a ten Bobby'ego Charltona (49 goli) pęknie zapewne już w 2015 roku. Dla Manchesteru United zdobył 226 bramek; Dennisa Lawa (237) doścignie w ciągu najbliższych miesięcy, a Bobby'ego Charltona (249) - z pewnością przed końcem kariery.

Nie jak Owen

Wszyscy wiedzą, że pobicie rekordów Charltona mocno Wayne'a Rooneya inspiruje, stąd próby oddalenia go od bramki rywala - przeniesienia na skrzydło czy do środka pomocy - wydawały się dotąd skazane na niepowodzenie. Jako ostatni próbował sir Alex Ferguson po przyjściu do klubu Robina van Persiego. Sparzył się: między trenerem a piłkarzem dochodziło do napięć, Anglik otwarcie mówił, że chce grać w ataku i zaczął nawet przebąkiwać o odejściu. Od tamtej pory minęły jednak dwa lata, w trakcie których Rooney nie tylko dojrzał, ale też spotkał szkoleniowca, który zdołał go przekonać do swoich koncepcji.

Jakie to koncepcje, widzieliśmy w ciągu listopadowo-grudniowej serii dziewięciu meczów bez porażki (w tym siedmiu zwycięstw), które pozwoliły Czerwonym Diabłom umocnić się na trzecim miejscu w tabeli Premier League. Louis van Gaal wrócił w jej trakcie do gry trójką obrońców i cofniętymi skrzydłowymi, a nade wszystko: ustawił Rooneya i Matę w środku pomocy, co pozwoliło wystawiać z przodu van Persiego i Falcao.

Zabójczy efekt przyniosło to zwłaszcza tuż przed świętami, w trakcie meczu z Newcastle, kiedy atakujący z głębi pola kapitan MU zdobył dwie bramki, a dodatkowo asystował przy trafieniu van Persiego (w sumie osiągnął 90-procentową skuteczność podań, wykreował kolegom dwie sytuacje, miał dwa wślizgi i jeden przechwyt). Z ośmiu strzelonych przez Rooneya w tym sezonie bramek już pięć padło zza pola karnego.

Oczywiście przesunięcie Anglika do drugiej linii zbiegło się także z kontuzjami di Marii, Herrery czy Fellainiego, ale wiele wskazuje na to, że nie jest to tylko rozwiązanie doraźne. Wciąż niespożyta energia i pracowitość, precyzja podań (także tych dłuższych niż kilkumetrowe), przegląd sytuacji, rajdy między polami karnymi, a także chęć do walki o odbiór piłki - oto powody, dla których coraz więcej ekspertów (ostatnio nawet Fabio Capello z dalekiej Rosji) spodziewa się, że Rooney zagości w środku pola na dłużej.

Zwłaszcza że sam zawodnik dostrzega już, jak bardzo zmiana mu służy. W ostatnim czasie opowiadał m.in. o przepracowanej lekcji dawnego kolegi z klubu i reprezentacji, Michaela Owena, który trapiony kontuzjami przestał grać w piłkę w wieku 33 lat. "Był jednym z najlepszych piłkarzy świata, ale nie był gotów do myślenia o zmianie pozycji, więc kiedy z kontuzjami odeszła szybkość, oznaczało to koniec" - mówił kapitan MU. I dodawał, że w jego przypadku cofnięcie do drugiej linii pozwoli grać o kilka lat dłużej na najwyższym poziomie, a potem zaprocentuje, gdy zacznie myśleć o karierze trenerskiej.

Jak Scholes

W rozlicznych tekstach, analizujących nowe miejsce Rooneya na boisku, pada oczywiste porównanie do innej legendy Manchesteru United: Paula Scholesa. Kapitan drużyny również mówi o tym wprost, wspominając, jak słynny rudzielec, gdy tylko dostrzegał piłkę pod nogami któregoś ze skrzydłowych, wypatrywał wolnej przestrzeni przed polem karnym rywala, wbiegał tam, a następnie uderzał odegraną mu futbolówkę. Jest w tym pewien chichot historii, bo tuż przed mundialem Scholes sugerował w angielskich mediach, że Rooney jest wypalony, najlepsze lata ma za sobą i w niedługim czasie może w ogóle przestać grać w piłkę.

Gra w piłkę tak długo, że czasem zapominamy, iż Wayne Rooney ma wciąż zaledwie 29 lat. "Nie jestem już tym piłkarzem, którym byłem do niedawna - mówi. - Czuję, że się rozwinąłem. Że więcej potrafię. Że nie biegam już za dużo, tylko w sam raz, jestem bardziej cierpliwy i potrafię dzięki temu znaleźć się we właściwym miejscu o właściwym czasie".

Co do tego, czy Rooney pobije rekordy Charltona, wciąż nie mamy wątpliwości. Czekamy natomiast, aż Scholes będzie potrafił przyznać się do błędu.

Fabiański, Boruc, Dudek... Największe wpadki polskich bramkarzy na wyspach