Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

David de Gea: Gdyby Ferguson nie zaopiekował się mną jak ojciec, różnie mogłoby być

- Będę opowiadał wnukom, że miałem zaszczyt pracować z Alexem Fergusonem, który uchronił mnie przed klęską na Old Trafford - mówi David De Gea bramkarz Manchesteru United.
DAVID RUIZ* : Co czuje 23-letni David de Gea - bohater jesieni w swoim klubie - gdy dziesiątki tysięcy fanów w piłkarskim Teatrze Marzeń skandują jego imię?

DAVID DE GEA: Zawsze dostaję gęsiej skórki, a włosy stają mi na głowie. Nie do opisania słowami, ale też nie do zapomnienia.

Początki miał pan jednak trudne. To prawda, że myślał nawet o ucieczce z Manchesteru?

- Tak. Gdyby Alex Ferguson nie zaopiekował się mną jak ojciec, gdyby nie powtarzał, że we mnie wierzy, różnie mogłoby być. Słyszałem gwizdy kibiców i czytałem negatywne opinie prasy - w tym rodzaju, że ten młody Hiszpan nigdy nie będzie bramkarzem kalibru odpowiedniego dla United. Cierpiała także moja rodzina. Ale Ferguson to człowiek tak fanatycznie kochany i uwielbiany na Old Trafford, że jeśli on ręczy, iż ktoś się nadaje, to reszta milknie. Dostałem od niego czas, by pracować w spokoju, dorastać do rozmiaru wymaganego od gracza w takim klubie. Uchodzi za człowieka z wyjątkowo ciężką i twardą ręką, ale w rzeczywistości jest dla piłkarzy jak ktoś z rodziny.

Jakieś zasługi może pan przypisać także sobie?

- Bramkarz to niewdzięczna pozycja, jego błędy dostrzega się najłatwiej, jest pierwszym kandydatem na kozła ofiarnego. To pozycja dla wyjątkowo odpornych. Jeśli czymś mogę się pochwalić, to tym, że po fali krytyki szedłem nazajutrz na trening z jeszcze mocniej zaciśniętymi zębami. A trening jest dla mnie frajdą, uwielbiam się w nim pogrążyć, zamiast rozpamiętywać każdą interwencję z minionego meczu. To pomogło mi przetrwać.

Podobno jest pan nawet wdzięczny krytykom?

- Żalu do nich nie mam, zmotywowali mnie do ciężkiej pracy, dziś jestem znacznie lepszym bramkarzem niż wtedy, gdy przybywałem z Madrytu. Krytyka kształtuje charakter, dlatego lepiej traktować ją poważnie i pozytywnie.

Jedna interwencja pewnie zapadła panu w pamięć. W meczu z Evertonem obronił pan karnego wykonywanego przez mistrza jedenastek Leightona Bainesa. W ogóle to był pana wielki mecz.

- Być może najlepszy w United. Podszedł do mnie po nim Tim Howard i powiedział: "zagrałeś fantastycznie", sprawiając mi wielką frajdę. Taką jak komplementy Petera Schmeichela, najwybitniejszego bramkarza w historii klubu. Petr Cech z Chelsea to też jeden z tych rywali, którzy potrafią docenić innych, po prostu facet z klasą. Pochwały takich ludzi są rekompensatą za trud i pracę.

Ponoć przed strzałem Bainesa powiedział pan sędziemu, że karnego nie było, ale żeby się nie martwił błędem, bo pan i tak obroni.

- Powiedzmy, że to była taka zagrywka. Baines strzelał karne 14 razy, zawsze zmieniając róg bramki. Zaryzykowałem i wygrałem, ale liczyło się tylko zwycięstwo drużyny. Bez niego wszystko, co zrobiłem tamtego wieczoru, nie miałoby sensu. Mecz był przełomowy, zaczęliśmy się piąć w tabeli.

Właśnie. Transfery pochłonęły dziesiątki milionów, a drużyna wystartowała słabiusieńko.

- Słaby start był czymś absolutnie logicznym. Do klubu przyszło wielu nowych ludzi, musieli się poznać, zrozumieć, zrozumieć koncepcje nowego trenera Louisa van Gaala. To wymaga czasu. Budowa nowej drużyny, która dorosłaby do poprzednich, a przynajmniej do wymagań takich kibiców, to projekt na dłuższą metę. Czwarte [teraz już trzecie] miejsce w tabeli to sygnał, że idziemy we właściwym kierunku. Mamy obowiązek piąć się na szczyt. Cel numer jeden to wrócić do Ligi Mistrzów, potem pomyślimy o trofeach. W takim klubie nie można inaczej.

Ángel Di Mar~a i Radamel Falcao długo się aklimatyzują...

- Ja miałem do tego prawo, mają inni, łącznie z graczami tak wybitnymi. Mam pewność, że Di Mar~a zdobędzie dla United jeszcze więcej goli niż dla Realu, a Falcao więcej niż dla Atlético i Monaco. Ich klasy nie da się podważyć.

Mata, Ander Herrera, Di Mar~a, Falcao, Rojo, Valencia, de Gea - w szatni United mówi się teraz po hiszpańsku czy angielsku?

- Częściej po hiszpańsku, angielski jest w odwrocie (śmiech). Język nie ma jednak znaczenia, liczy się porozumienie, co prowadzi do jedności. W szatni jest ono coraz większe. Nikt z nas nie jest wolny od wielkiej presji, ale wiemy, że tylko razem możemy sprostać wymaganiom takiego klubu. W piłce nikt nie przegrywa sam, przegrywają wszyscy.

Słyszał pan pogłoski o zainteresowaniu panem Realu Madryt?

- Dobrze, że użył pan słowa "pogłoski". Nie chcę żyć pogłoskami ani przyszłością, tylko faktami i teraźniejszością. Nie ma dla mnie innej teraźniejszości niż jak najlepsza gra w United.

Rywalizację z Ikerem Casillasem zaczął pan już w reprezentacji Hiszpanii. Jak pan odbierał krytykę, która spadła na tak legendarnego piłkarza?

- Na tym poziomie nie ma piłkarzy wolnych od presji. Kiedy jesteś wysoko, jak Casillas, nikt nie daruje ci błędów. A przecież popełniamy je wszyscy. Ikera wyróżnia jedna rzecz: doświadczenie. Ma charakter z żelaza, łatwo złamać się nie pozwoli. Zareagował jak każdy z nas - spuścił głowę, wziął się do pracy, by przetrwać złe chwile. I dziś znów jest w wielkiej formie, nikt z nas w jego odrodzenie nie miał prawa wątpić.

Ale wierzy pan, że w bramce na Euro 2016 stanie David de Gea?

- To pytanie do Vicente del Bosque. Mnie obowiązuje szacunek dla Ikera; już niejeden próbował wygryźć go z kadry i jakoś nikomu się dotąd nie udało. Na pewno jednak jestem gotowy do wyzwania, bo presja w United jest porównywalna, a nawet większa niż w drużynie narodowej.

Czy wy, młodzi, nie zazdrościcie starszym złotej ery hiszpańskiej piłki? Dwóch tytułów mistrzów Europy i mistrzostwa świata?

- Zazdrościmy, ale dzięki tej fantastycznej generacji wszyscy przeżyliśmy wiele radości. Być może to się już nie powtórzy; wątpię, bym miał szczęście przeżyć z kadrą to co Casillas. Nasze kluby postawiły na szkolenie i zebraliśmy tego owoce, najwspanialsze w historii. Każde pokolenie nie może być jednak tak wybitne jak to, które biło wszystkich od 2008 r. do mundialu w Brazylii.

Poza piłką kocha pan...

- Tenis i koszykówkę najbardziej. Rafaela Nadala wręcz ubóstwiam, to najwybitniejsza jednostka w historii naszego sportu. Jak on walczy, jak biega, do jakich piłek dochodzi, przekraczając granice ludzkich możliwości. Innym moim idolem jest Usain Bolt, który przesunął granicę mistrzostwa.

*David Ruiz pracował przez 20 lat w dzienniku "Marca"

Najlepsi piłkarze 2014 r. wg FM 2015 [TOP10]


Zdjęcie ADIDAS RĘKAWICE BRAMKARSKIE PREDATOR YOUNG PRO Z19141 Zdjęcie Spokey Piłka nożna ACTIVE Zdjęcie Turfy NIKE MERCURIAL VORTEX II TF JR 651644 800
ADIDAS RĘKAWICE BRAMKARSKIE... Spokey Piłka nożna ACTIVE Turfy NIKE MERCURIAL VORTEX...
Sprawdź ceny » Sprawdź ceny » Sprawdź ceny »
źródło: Okazje.info


Więcej o:
Komentarze (6)
David de Gea: Gdyby Ferguson nie zaopiekował się mną jak ojciec, różnie mogłoby być
Zaloguj się
  • Krzysiek Kurowski

    Oceniono 85 razy 79

    Nie rozumiem czemu w ogólnym zachwycie nad bramkarzami wymienia sie jedynie Kurtuła i Nojera. De Gea to jedyny powód dla którego United zakończyło poprzednią kompanie na 7 a nie 14 miejscu w tabeli i jedyny powód dla którego obecnie są trzeci.Wyczynia w bramce cuda,niewidy!

  • timbwolf3

    Oceniono 21 razy 19

    Tym bardziej szokujaca decyzja bylo postawienie na Casillasa na mistrzostwach w Brazyli i tzymanie go w bramce nawet po blamazu na tym turnieju

  • Oceniono 17 razy 11

    Nie jestem kibicem united i cieszyły mnie jego błędy, gdy dołączył do czerwonych diabłów. Jednak progres, który zrobil w ciągu 3 lat jest olbrzymi. Szacun.

  • nf123

    Oceniono 11 razy 9

    podpis pod zdjęciem - "Za to David De Gea wydaje się bardzo zaabsorbowany boiskowymi wydarzeniami."

    ZA CO DZIENNIKARZYŃSKIE TŁUMOKI?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX