Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Co myśli piłkarz? - dla Sport.pl odpowiada Dan Abrahams

Czy piłkarze są leniwi? Czy na boisku po prostu powinni biegać? Czy piłka ich dekoncentruje? O tym i o mentalnej stronie najpopularniejszej dyscypliny sportu na świecie opowiada Sport.pl jeden z najlepszych psychologów sportu w świecie piłki nożnej Dan Abrahams.
Dan Abrahams, według jego własnych słów, był kiepskim golfistą. Gdy zdał sobie z tego sprawę, zainteresował się bardziej tym, jak myślą sportowcy - a zwłaszcza piłkarze. Jako psycholog odkrywa ich problemy, stara się im pomagać oraz sprawić, że będą lepiej grali. Carlton Cole, obecnie piłkarz West Hamu United z angielskiej Premier League, mówi wprost, że Abrahams "uratował jego karierę". Oprócz niego współpracują z nim m.in. Yannick Bolasie z Crystal Palace, Anthony Stokes z Celtiku, Junior Stanislas z Bournemouth czy Scott Parker z Fulham, najlepszy zawodnik Premier League w sezonie 2010/2011 według angielskich dziennikarzy.

Na "Lech Conference", która odbyła się w Poznaniu, opowiadał o tym, jak ważne jest skupienie piłkarza na boisku, jak trenerzy powinni rozpoznawać i wpływać na swoich podopiecznych, by nie "wyłączali" się w trakcie gry. Jego prelekcja była jednym z najciekawszych punktów programu, także przez wzgląd na to, ile przykładów oraz prostych technik zdołał pokazać w niecałą godzinę wykładu. Dla Sport.pl tłumaczy, jak ważna jest mentalna strona w futbolu oraz dlaczego piłka - jako przedmiot - najbardziej dekoncentruje zawodników na boisku. Abrahams, który współpracuje także z Queens Park Rangers, West Hamem United i Fulham, jest autorem dwóch książek: "Soccer Tough" (przeznaczonej dla piłkarzy) oraz "Soccer Brain" (która ma pomagać trenerom).

Michał Zachodny: Mówi się, że rzuty karne strzela się "głową". Dlatego muszę zacząć od czegoś, co nieustannie mnie dręczy od jakiegoś czasu, od mojego piłkarskiego koszmaru. Nie tak dawno temu grałem w meczu lokalnego pucharu - był remis, więc kończyliśmy rzutami karnymi. Czułem, że to był mój dobry występ, byłem pewny siebie, więc zgłosiłem się do "jedenastki". I wtedy przypomniał mi się rzut karny Andrei Pirlo z ćwierćfinału Euro 2012 przeciwko Anglii i to, jak "podcinką" pomógł całej swojej drużynie. Postanowiłem powtórzyć to zagranie. Czułem się dobrze, pewnie, ale uderzyłem piłkę nad poprzeczką, przegraliśmy i odpadliśmy z pucharu. Dręczy mnie to do dziś. Może ekspert powie mi, co zrobiłem źle?

Dan Abrahams: A jak już postawiłeś piłkę na wapnie, to na pewno byłeś wyluzowany i spokojny?

Od momentu podejścia do karnego z połowy boiska do postawienia jej w punkcie - tak.

Co się zmieniło?

Gdy już miałem strzelać, poczułem przypływ energii i chyba dlatego zbyt mocno uderzyłem piłkę. A bramkarz poleciał w prawy róg bramki...

Właśnie. I w tym ważnym momencie, w takich ważnych momentach, poziom adrenaliny i testosteronu skacze do maksimum. Ale... możesz też zrzucić winę na to, że próbowałeś naprawdę skomplikowanego zagrania. Jeśli zdecydowałbyś się na normalne rozwiązanie, strzał w prawy czy lewy róg, to byłoby ono łatwiejsze i ten wzrost testosteronu, adrenaliny nie miałby takiego znaczenia. Jeśli mamy do czynienia z czymś, co w psychologii określamy jako "fine motor skill" (skoordynowanie małych ruchów mięśni - przyp. red.) i to łatwe zagranie starasz się skomplikować, to adrenalina zmienia ciśnienie krwi, mięśnie się zwierają i powstaje dodatkowa energia, którą ty poczułeś. To poszło nie tak. Jeśli jesteś Pirlo i masz naturalny talent, to nawet adrenalina czy testosteron na twoje zagranie nie wpłyną. Z całym szacunkiem, gdybyś miał takie umiejętności jak on... Widzisz, to jest moment, w którym psychologia sportu bardzo łączy się z tym elementem taktycznym, dotyczącym podejmowania decyzji. Czy z twoimi umiejętnościami to naprawdę była dobra decyzja, by próbować takiego strzału? Może warto było najpierw to przećwiczyć - nie tylko samo uderzenie, ale mowę ciała, uspokajanie organizmu, wybieranie celu, wyobrażenie sobie go w głowie, ale pamiętając, by odpowiadał on potencjałowi technicznemu. Jeśli bramkarz obroni - OK, wyczuł ciebie i tyle. Ale nie powinieneś sam sobie robić dodatkowych problemów.

To tyczy się nie tylko konkretnie rzutów karnych, ale też innych akcji na boisku - byle nie przekombinować.

Graj prosto. Myślę, że taka gra oraz instynkt, który pozwala wyczuć momenty na podejmowanie ryzyka, to piłkarska inteligencja. To już nie psychologia, ale taktyka, kwestia trenerów i ćwiczenia, pomagania im w wybieraniu tych chwil. Ale to interesujące, że psychologia pozwala ci egzekwować takie zagrania techniczne pod presją.

W trakcie swojego wykładu przedstawiłeś trzech różnych piłkarzy, z którymi współpracowałeś i którzy mają trzy konkretne zadania wyznaczone na każdy mecz. Czy to jeden schemat dla każdej pozycji, czy może kwestia ich charakterów?

Nie zawsze jest to samo. W tym momencie współpracuję z trzema bramkarzami z trzech najlepszych lig w Anglii i każdy z nich ma inny scenariusz, dotyczący ich osobowości, atutów, które może chcą wzmocnić, lub wad, które chcą ukryć lub podnieść na wyższy poziom.

Czy piłkarz, np. z ligi polskiej, może wyznaczyć sobie trzy takie cele samemu, czy potrzebuje jednak pomocy specjalisty?

Zawsze uważam, że zacząć należy od pomocy specjalisty. Niektórzy mogą patrzeć na to inaczej, ale ja absolutnie nie jestem trenerem piłkarskim. Jednak ja mogę zadać zawodnikowi odpowiednie pytanie, które zmuszą go do myślenia, co robi źle, co powinien robić inaczej. Ale ja też chcę pomagać trenerom, by to oni dostrzegali, co idzie nie tak, mogli usiąść z piłkarzem i porozmawiać, zadać te odpowiednie pytania i znaleźć ich rozwiązanie.

Ostatnio w Polsce miała miejsce interesująca sytuacja - właściciel Zawiszy Bydgoszcz, obecnie najgorszej drużyny ekstraklasy, skrytykował zawodników w oficjalnym oświadczeniu, nazywając ich "pseudopiłkarzami". Co w takim wypadku powinien zrobić trener, ale też zespół, by poradzić sobie z presją kiepskich wyników i taką krytyką?

Ciężko odnieść się do tego konkretnego przypadku, ale ogólnie właściciele klubów, wkładający własne pieniądze, mają wysokie wymagania odnośnie do wyników. To właśnie im bym poradził, by starali się stworzyć mocną więź, atmosferę zaufania, zdrowej rywalizacji. Nazywam to kulturą spójności - czasem, gdy ze struktur klubowych ludzie z góry otwarcie krytykują podwładnych, to myślą, że przyniesie to pozytywną reakcję, zmotywuje ich. Jednak to tylko pokazuje brak wspólnoty, planu, że wewnątrz są podziały i znacznie lepiej, by właściciele czy prezesi krytykowali bezpośrednio zawodników, ale w trakcie spotkań z nimi. Oczywiście powinni od nich wymagać, stawiać wyzwania, ale wyciąganie takich spraw publicznie przynosi wyłącznie straty. Gdy drużynie nie idzie do tego stopnia, to są one jeszcze większe, ale piłkarze muszą patrzeć na to, co robią dobrze, trener powinien wskazywać na "małe sukcesy", razem pozostając otwartymi na nowe możliwe rozwiązania kryzysu. Równie istotne jest analizowanie błędów i ciężka praca nad ich poprawianiem.

Sam pracowałeś w Queens Park Rangers, klubie, którego nie można nazwać ani trochę stabilnym. W ostatnich latach wielokrotnie zmieniali się właściciele, trenerzy, ale też piłkarze. Jak zawodnicy radzą sobie z takim środowiskiem i presją?

Akurat w tym czasie pracowałem bardziej z akademią i drużyną rezerw w QPR, ale to i tak dobre pytanie. Zwykle radzę piłkarzom, by doskonalili samych siebie. Tym, z którymi pracuję, mówię: tak, chodzi o klub, o drużynę, ale to znacznie bardziej indywidualny sport, niż się ludziom wydaje. Niech codziennie będą jak najlepszymi - piłkarzami, kolegami... Niezależnie od ich wieku czy sytuacji, mówiąc o doskonaleniu, przekonuję ich do ciężkiej pracy nad własnymi umiejętnościami. Idąc na trening, niech wyznaczają sobie cele, przed meczem przygotowują sobie scenariusz tego, co będą robić na boisku. Niech skupiają się na sobie, a te wszystkie zewnętrzne sprawy rozwiązują się same. Oni muszą wiedzieć, że jak najlepsze wykonywanie swojej pracy to jedyne, co mogą i powinni kontrolować.

Mówiłeś, że pracujesz też z młodzieżą. Gdzie więc to wszystko powinno się zaczynać, kształtowanie mózgu piłkarza, od jakiego wieku?

Mimo wszystko większość tego, co robię, dotyczy profesjonalnych piłkarzy, ale uwielbiam przekazywać swoją wiedzę i rozmawiać z trenerami akademii. Uważam, że jednym z priorytetów działania każdego planu szkoleniowego powinno być doskonalenie trenerów tam pracujących. I tak naprawdę psychologia zaczyna się już od prowadzenia drużyny sześciolatków. Młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają rozumieć otaczający ich świat, tych oczekiwań ludzi ich obserwujących, konsekwencje dobrych i złych występów. Jednak nie oznacza to, że psychologia sportu powinna dotyczyć tych adeptów. To kwestia trenerów, ich zachowań i sposobu pracy. Od wieku dwunastu lat - tak, jak najbardziej, delikatne wprowadzenie do psychologii sportu może być korzystne. Taki specjalista może więcej zdziałać, skuteczniej interweniować, ale obowiązkiem klubu jest stworzenie jak najlepszej kultury trenowania, bo to najbardziej efektywna droga naprzód.

Oczywiście ta rywalizacja w Premier League jest niesamowita, podobnie jak presja wyników. Pokazuje to przykład piłkarza, z którym współpracowałeś, Carltona Cole'a, który został odesłany do rezerw, by następnie w osiemnaście miesięcy wrócić i trafić do reprezentacji kraju. Problem Polaków jest tak naprawdę podobny - w młodym wieku jadą za granicę do niezłych klubów, ale później tam grzęzną w drugiej drużynie i nie potrafią się podnieść, wracają do kraju po kilku latach. Co w wieku siedemnastu, osiemnastu lat powinni robić?

Co ciekawe, o podobnych obawach mówili mi trenerzy z Belgii, którzy są w podobnej sytuacji, bo kluby z mocniejszych lig wykupują ich najlepszych piłkarzy. Ciężko ich zatrzymać, bo oczywiście wykładane są za nich olbrzymie sumy pieniędzy, a to ich przyciąga, jest atrakcyjną wizją. Natomiast ja bym zachęcał ich, by zostali dłużej w Polsce, uczyli się swojego zawodu, stawali się jak najlepszymi piłkarzami. Widzę, że tacy młodzieżowcy trafiają do Anglii - kraju, który jest dla nich "cmentarzyskiem", bo jest ogromna rywalizacja. Nagle nie są najlepszymi z całej akademii, ale jednymi z wielu. To istny tygiel talentów, ale też narodowości. Przez to mogą łatwo stracić wiarę we własne umiejętności. Owszem, mają coraz więcej pieniędzy, ale ryzykują własną karierę. Patrzą na pierwszy zespół, tych wszystkich piłkarzy i myślą: "Kogo ja mam tam zastąpić? Przecież mogą kupić jakiegoś Holendra z kilkuset występami w seniorach, a nie zaryzykują wystawienia mnie, osiemnastolatka". Starałbym się uczyć tych młodych zawodników i ich rodziców cierpliwości, niech szersza perspektywa nie zostanie przesłonięta przez tę węższą. Niech trenują codziennie, ciężko pracując nad każdą z umiejętności, poprawiają swoje podejście i myślenie, a po dwóch, trzech latach, po zdobyciu doświadczenia w np. lidze polskiej, podejmują decyzję o wyjeździe. To ryzyko - możesz nie dostać tak szybko zastrzyku finansowego...

...albo nie rozwiniesz się tak szybko, jak w lepszej akademii u lepszych, zagranicznych trenerów?

Tak, ale też nie zagubisz się pośród innych talentów. Takich przykładów jest mnóstwo. Jak wielu utalentowanych Anglików przebija się przez tamtejsze akademie? Nikły procent. To bym pokazał młodym polskim piłkarzom, to bym im tłumaczył. Jeśli ktoś zarzuci, że tworzy się piłkarzy na sprzedaż, odpowiedziałbym: co z tego? Holendrzy tak robią, Belgowie, Francuzi w przeszłości. Bądźcie najlepszymi trenerami na świecie, przygotowujcie najlepszych polskich zawodników do wyjazdu.

Wierzysz, że wpływ treningu mentalnego da się wyliczyć? Wskazać, o ile procent może on podnieść potencjał zawodnika?

To niemożliwe. Słyszałem już wiele idiotycznych prób, a nawet jakichś specjalistycznych wyliczeń mówiących o kilkunastu czy kilkudziesięciu procentach... To oczywiście zależy od zawodnika i od czasu, przez jaki się z nim pracuje. Przykładowo, mając szesnastolatka, który ma niespotykaną zdolność mentalną, odpowiednie podejście na swój wiek, ale gdy jest nieco starszy, chce zrobić kolejny krok w piłkarską dorosłość i brakuje mu wiary w siebie, za bardzo angażuje się emocjonalnie, choć daje z siebie wszystko... Wtedy to wpływa w pięćdziesięciu, sześćdziesięciu procentach na jego grę, gdy w młodszym wieku było to ledwie pięć. Może zajść też sytuacja odwrotna - oto jest piętnastolatek, który nie ma wykształconego podejścia psychologicznego, ale ma niesamowity talent. I trzeba go tego wszystkiego nauczyć. Ten zmieniający się "krajobraz" jest niesamowicie ciekawy, tak samo gdy zawodnik zostaje dwudziestolatkiem, a później trzydziestolatkiem. Wszystko się zmienia - sytuacja w klubie, w rodzinie, cokolwiek innego. Dzwonią do mnie piłkarze, którzy mówią, że mają jeszcze sześć lat gry przed sobą: "chcę jeszcze wykorzystać swoje zdolności do maksimum, jestem coraz wolniejszy, dlatego muszę lepiej myśleć na boisku". To, ile psychologia znaczy na boisku, zależy od wieku, od specyficznych zadań, jakie ma przed sobą zawodnik.

Ostatnio czytałem wywiad z Thierrym Henrym, w którym twierdził, że nawet w dojrzałym wieku miał problem po zmarnowanej sytuacji. Wyłączał się z meczu na dziesięć minut, myśląc, że lepszej już nie będzie, że powinien zachować się inaczej. Czy to akurat problem? Bo mowa o wybitnym piłkarzu. Czy pomimo takich problemów talent może zaprowadzić innego zawodnika daleko? Czy Henry mógłby być lepszy?

Z tego co mówił Henry wynika, że wyłączał się na dziesięć minut z gry, że mógł w tym czasie strzelić kolejnego gola, mógł stworzyć sytuację, pomóc, zablokować atak rywala. Tak, w tym czasie nie był świetną osobowością na boisku. Gdyby w odpowiednim czasie miał okazję nad tym pracować, to pewnie by to poprawił. Trochę o tym mówiłem na Lech Conference, o tym, jak tłumaczę piłkarzom, że muszą użyć swojej "mowy ciała", zachowania, by wrócić do meczu. Ustanawia się pewne reguły, scenariusz, techniki zachowania, które przywracają im koncentrację. Nawet mają mówić do siebie: "wyłączyłem się, muszę wrócić do meczu, patrz co się dzieje, skup się, ruszaj się po boisku, bądź czujny". To fascynujące, co powiedział Henry. Może to pokaże ludziom, którzy myślą, że tacy piłkarze nie mają problemów. Cholera, właśnie dokładnie tacy mają. To przez takie rzeczy drużyny przegrywają mecze, wstrzymują ich przed byciem najlepszymi, przez to trenerzy tracą pracę. Nieważne kim jesteś, jaką cieszysz się reputacją, jak dobrze grasz - możesz to robić lepiej.

Na konferencji mówiłeś również, że w trakcie meczu to piłka jest najbardziej destruktywnym i dekoncentrującym piłkarza przedmiotem na boisku. Rozwiń tę myśl, bo wielu może to opacznie zrozumieć.

To moja teoria, która powstała przez rozmowy z ludźmi będącymi w grze od wielu, wielu lat, także grając profesjonalnie setki spotkań na najwyższym poziomie. Trzeba myśleć o tym, co w trakcie meczu myślą zawodnicy, jak i na czym się skupiają. A to przecież też normalny aspekt procesu ewolucyjnego, który można hipotetycznie wytłumaczyć. Widzimy coś kątem oka i nas to niepokoi, zwracamy na to uwagę, "co to jest?", bo zabiera naszą uwagę od tej najistotniejszej rzeczy, a odwracając wzrok czujemy się z tym niekomfortowo. A czym jest ona w piłce nożnej? Jak sama nazwa wskazuje - piłką. Wszyscy o tym mówią, co się z nią dzieje, gdzie jest i tak dalej. Tymczasem jeśli spojrzy się na charakterystykę tej gry, to dostrzeże się, że każdy piłkarz ma ją przy nodze przez kilka minut w meczu - i to w najlepszym wypadku! Większość tego, co robią, to zadania bez piłki, chociaż to, gdzie ona się znajduje, znacznie na ich działania wpływa. Wracając do tego neurologicznego fenomenu - piłka jest tym, co przyciąga naszą uwagę. Dla mnie to wpływa na problemy - piłkarze zbytnio się na nią gapią, tracąc koncentrację. Trenerzy muszą na to zwracać uwagę. Nasz mózg naturalnie ściąga na nią nasz wzrok. Jednak pamiętajmy, że równie istotna jest obserwacja tego, co dzieje się wokół nas na boisku, przecież trzeba "czytać grę". Trzeba myśleć o tym, jak biegają rywale, jak ruszają się nasi koledzy, co się dzieje za plecami. Nie ma w tym tajemnicy, że najlepsi piłkarze na świecie są na szczycie, bo cały czas patrzą przez ramię, mają w głowie obraz tego, co się dzieje, są tego świadomi. To jednak jest sprzeczne z tym, co mówi nam mózg, by koncentrować wzrok na piłce. Trenerzy, którzy są tego świadomi, myślą właściwie, zdając sobie sprawę, że np. przy stałych fragmentach gry zawodnik broniący musi mieć na uwadze, gdzie jest piłka i rywal, którego pilnuje. Wierzę, że zwłaszcza młodzi trenerzy mogą mieć problem, jeśli tego nie zrozumieją. Trzeba im to komunikować. Zbyt często widzę juniorów, którzy zbytnio koncentrują się na piłce, a nie na grze. Nie dostarczam gotowych odpowiedzi, ale pytam - czy można stworzyć taki schemat trenowania, który pomógłby im wytrenować tę zdolność i pokonać niedoskonałości naszego mózgu.

Wspomniałeś również o mowie ciała. Czy kibice obserwujący z trybun są w stanie odczytać cokolwiek, obserwując gesty zawodnika? Bo przecież wielokrotnie słyszymy, że tylko na podstawie zachowania na boisku ocenia się piłkarza, że jest leniwy, wściekły, rozkojarzony...

Pierwsza zasada w psychologii jest taka, by niczego nie zakładać z góry, przed rozmową, przed poznaniem osoby, jej problemów i myśli.

Dobrym przykładem jest Mario Balotelli, napastnik Liverpoolu. Zawsze wygląda na pewnego siebie, cichego, ale wszyscy mówią, że jest leniwy.

Tak. Pierwsza zasada mówi, by niczego nie zakładać, jednakże są pewne podstawy, które przy bliższej obserwacji pokazują sygnały świadczące o tym, że piłkarz traci koncentrację. Wyłącza się. Moja praca polega na tym, by przez większość czasu nie obserwować piłki, ale konkretnego zawodnika. Dzięki temu tworzysz jego obraz, przyswajasz jego zachowania, wiesz, kiedy nie jest gotowy, kiedy się wyłącza z meczu, kiedy nie czeka na podanie, kiedy jest spóźniony... Nawet to, czy nie skacze wystarczająco wysoko, nie angażuje się za bardzo w pojedynki da się odczytać z ruchu całego ciała. Do pewnego stopnia - tak, da się ocenić podejście piłkarza, ale wymaga to niezwykle dokładnej obserwacji. Nie można niczego zakładać. Balotelli jest bardzo ciekawy, ponieważ trzeba rozgraniczyć to, co robi naprawdę dobry piłkarz od tego, co myślą o nim kibice. Zawodnicy nie mogą po prostu bezsensownie biegać po boisku. Czasem brak ruchu może okazać się ważniejszy niż bycie w ciągłym sprincie. Wyjaśnijmy sobie coś - kibice mogą uważać, że piłkarz jest leniwy, ale jego ruchy tak naprawdę mogą być przemyślane, inteligentne. Porusza się, gdy naprawdę musi. Czasem problemem jest to, że zawodnicy wyglądają naturalnie na znudzonych, gdy nie są, lub na "wyłączonych", gdy nie są. Może starają się grać inteligentnie? Trzeba być bardzo ostrożnym. Trenerzy mają znacznie większą wiedzę, dzięki codziennej pracy z nimi, kiedy są w najwyższej formie i jaką wtedy mają mowę ciała. Trzeba podkreślić, że nie wymaga się od nich bezsensownego biegania po całym boisku, oni muszą się poruszać mądrze. Większa część mojego treningu, chociaż może brzmieć to jako oczywistość, polega na wyćwiczeniu właśnie tego aspektu. Nieważne, kim jest ta osoba. Piłkarze muszą być gotowi cały czas. Żywi, skupieni, przygotowani. Każdy wygląda wtedy inaczej.

Masz konkretne przykłady najlepszych zawodników, które pokazujesz piłkarzom, z którymi współpracujesz, że tak powinni się zachowywać?

Nagrywanie ich na treningu jest bardzo pomocne, bo większość meczów i tak jest transmitowana. I dzięki temu można pokazać im te obrazki, wskazać problemy, zachowania. Przecież ludzie nie są świadomi tego, jak wyglądają w telewizji. Czy wyglądają jakby byli w letargu, czy są zdekoncentrowani? Takie nagrania są pomocne nie tylko dzięki taktyce, ale także dla udokumentowania mowy ciała zawodnika, jak zachowuje się, grając dobrze lub źle. To świetne narzędzie.

Pracując z piłkarzami masz szansę ich poznać, ale stereotyp piłkarza coraz bardziej opiera się na wyobrażeniu osoby... pustej. Myślącej tylko o dwóch godzinach treningu, zakupach, imprezowaniu, zarabianiu pieniędzy. Czy uważasz, że kibice powinni być bardziej świadomi tej psychologicznej strony gry? Czy piłkarze są źle traktowani?

Przede wszystkim - piłkarze to także normalni ludzie. Czasem zapomina się, że naprawdę niewielu gra na takim poziomie, który pozwala im zarabiać wielkie pieniądze, o których wszędzie się mówi, czy czasem nawet krytykuje. Z punktu etycznego czy nawet ekonomicznego to różnie wygląda, mogę mieć opinię, ale nie o to chodzi. Ich biurem jest murawa boiska. Jak w każdym miejscu pracy znajdziesz tam różnych ludzi, różne charaktery. Są tam osoby, którym nie chce się tak ciężko pracować, wolą chodzić na imprezy, a do "biura" przychodzą z podkrążonymi oczami. Jednak trzeba też pamiętać, że uprawiają oni sport profesjonalnie, na najwyższym poziomie, który wymaga od nich pewnego stylu życia. Wymagania są takie, że nie można sobie pozwolić na niezdrowy tryb funkcjonowania, chociaż mają do tego pieniądze. Kibice muszą zrozumieć, że to naprawdę wyjątkowe, odosobnione przypadki, gdy piłkarze nie wychodzą na murawę zainteresowani zwycięstwem. W Anglii, a słyszałem z różnych rozmów, że również w Polsce, wszystko rozbija się o to, by grać z pasją, być silnym, szybkim... Cóż, to nie do końca piłka nożna, prawda? To tylko mała część gry - ciężka, ciągła praca. Jeśli piłkarze nie trenują ciężko, to może brakuje im pewności siebie? Ale to też problem w innych zawodach - gdy ktoś przystępuje do rozmowy o pracę, nie będąc pewnym siebie. Gdyby futbol polegał wyłącznie na ciągłym bieganiu, to wszyscy bylibyśmy zdolni to robić na wysokim poziomie. To jednak bardziej subtelna, wymagająca gra. To gra świadomości, podejmowania decyzji, wyczekiwania, przewidywania wydarzeń, inteligencji... Pamiętajmy o tym: piłkarz to też człowiek.

Do którego skoczka narciarskiego jesteś najbardziej podobny? [PSYCHOTEST]