Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jak zrozumieć Luisa Suáreza

Dr Jekyll to ulubieniec kibiców, kumpel, stachanowiec na treningach. Pan Hyde gryzie, oszukuje, obraża, wymusza transfery. I gra najlepiej w Premier League, jesienią skuteczniej od faworytów do Złotej Piłki.
- Gdyby Arsenal kupił latem Suáreza, walka o mistrzostwo byłaby rozstrzygnięta jeszcze przed świętami - wzdychał niedawno Martin Keown, były obrońca londyńczyków. Jeśli przesadził, to niewiele. 26-letni napastnik Liverpoolu gra ostatnio na poziomie Ronaldo i Messiego.

W sobotę z Cardiff strzelił dwa gole i miał asystę. Został pierwszym w historii graczem Premier League (czyli od 1992 r.), który zdobywał co najmniej dwie bramki w czterech kolejkach z rzędu. W grudniu trafił już dziesięć razy. To też rekord, a do końca miesiąca Liverpool zagra jeszcze dwa mecze. Gdyby Urugwajczyk utrzymał skuteczność do końca sezonu, pobiłby powojenny rekord ligi legendarnego snajpera Chelsea Jimmy'ego Greavesa, który sezon 1960/61 skończył z 41 golami.

Nadzieję na sprowadzenie supergwiazdy Arsenal stracił w piątek, gdy Suárez przedłużył kontrakt do 2018 r. W nowej umowie Liverpool zagwarantował sobie, że może odrzucić każdą ofertę od rywala z Premier League (z zespołami zagranicznymi jest inaczej, o tym za chwilę). Urugwajczyk do czerwca będzie zarabiał 170 tys. funtów tygodniowo, później jego pensja wzrośnie do 200 tys. To najwyższa tygodniówka w historii klubu.

Nieźle jak na zawodnika latem opowiadającego, że chce odejść, odsuniętego przez trenera od treningów za "lekceważenie klubu".

Wszystko zaczęło się oczywiście od występku pana Hyde'a. W kwietniu Suárez próbował ugryźć Branislava Ivanovicia z Chelsea, został zdyskwalifikowany na dziesięć meczów. Gdy latem pojechał do ojczyzny, opowiadał, że angielskie media się na niego uwzięły. - Wszystko bierze się z tego, że pochodzę z Ameryki Południowej. Kiedy zostałem nominowany do nagrody dla piłkarza roku, odpowiedziałem, że w ogóle mnie to nie podnieca, bo w Anglii żadnej ważnej nagrody nie dostanę. Media nigdy nie rozliczały mnie z tego, jak gram, ale z tego, jak się zachowuję. Dla nich byłem tym, który udaje faul w polu karnym, obraża i jest rasistą. Bez żadnych dowodów zdyskwalifikowali mnie na dziesięć meczów - żalił się.

To jego wersja, a prawda jest taka, że faktycznie próbował oszukiwać sędziów, kibicom Fulham pokazał środkowy palec, a Patrice'a Evrę z Manchesteru United nazwał "Negro", za co został zdyskwalifikowany na osiem meczów.

Latem uznał, że rozwiązaniem problemów będzie transfer. Gdy klub odrzucił wartą 40 mln funtów ofertę Arsenalu, oskarżał władze o złamanie obietnicy. Według niego przyrzekły, że pozwolą mu odejść, jeśli Liverpool nie zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów. To wtedy zdenerwowany wypowiedziami Brendan Rodgers odsunął go od treningów.

Jak przeprowadzka do Londynu miała pomóc w ucieczce od angielskich mediów, Suárez nie wyjawił, to zresztą nieważne. W jego zachowaniu często trudno znaleźć logikę. Po kilku dniach samotnych treningów niespodziewanie przeprosił kolegów oraz trenera i ogłosił, że zostaje.

Na Anfield wrócił dr Jekyll. Oddajmy głos trenerowi Arsenalu Arsene'owi Wengerowi, który przed złożeniem oferty dokładnie Suáreza prześwietlił. - Z tego, co wiem, codzienna praca z Luisem to łatwizna. Ma dużo szacunku do szkoleniowców, kocha trenować. Jest aniołem. W demona zamienia się na boisku - mówił Francuz. Były obrońca Liverpoolu Alan Hansen, powołując się na rozmowy z piłkarzami, opowiada, że Suárez jest jednym z najbardziej lubianych graczy w szatni "The Reds".

Teoretycznie popularność Urugwajczyka wyjaśnić łatwo - najlepsi piłkarze zazwyczaj są lubiani, bo dzięki nim reszta gra w lepszej drużynie i ma szansę na trofea. Ale to chyba nie ten przypadek.

W Groningen, do którego przybył jako nastolatek, początek miał niełatwy. Trudno było się z nim dogadać, bo mówił tylko po hiszpańsku. Aby nauczył się europejskiego futbolu, zesłano go do rezerw. A tam koledzy i trener szybko zobaczyli, z jaką pasją trenuje, ile pracy wkłada w naukę niderlandzkiego. I szybko pokochali.

Kolega Suáreza z klubu, z treningu, z gierki towarzyskiej, nie obcuje z gwiazdorem, któremu zdarza się tracić rozum, tylko z ogarniętym zwierzęcą wolą wygrywania profesjonalistą angażującym się w treningi tak jak w mecze. Kiedyś w zajęciach pierwszej drużyny wzięła udział kapitan żeńskiego zespołu Liverpoolu. Suárez nie miał litości, odbierał jej piłkę agresywnymi wślizgami. W zwykłej treningowej gierce bez znaczenia.

Angielscy dziennikarze źródeł problemów Suáreza szukają w dzieciństwie. Rodzice rozwiedli się, gdy miał 12 lat, w domu zawsze brakowało pieniędzy. Nawet na buty dla małego Luisa. - On miał naprawdę ciężkie życie. Gdy zaczął do nas przychodzić na treningi, nie był mentalnie gotowy, by zostać piłkarzem. Ale trudne dzieciństwo wywołało w nim głód sukcesu - mówi Wilson Pirez, który odkrył gwiazdę na ulicy Montevideo.

W pana Hyde'a Suárez zamienia się też, gdy chce zmienić klub. Z urugwajskiego Nacionalu uciekł do Groningen, bo chciał być bliżej dziewczyny, która dostała się na studia w Barcelonie. Po roku przechodził do Ajaxu w atmosferze skandalu. Gdy władze odrzuciły pierwszą ofertę ekipy z Amsterdamu, piłkarz poskarżył się federacji. Ta uznała, że Suárez nie ma racji, Groningen zgodziło się na transfer dopiero, gdy Ajax podwoił ofertę.

Liverpool też spokojny być nie może. Owszem, Pere Guardiola, brat trenera Bayernu i agent Suáreza, zgodził się na zapis pozwalający zablokować transfer do drużyny Premier League. Ale są jeszcze kluby z kontynentu, na przykład Real Madryt, który od miesięcy interesuje się Urugwajczykiem. Zdaniem "Daily Telegraph", gdyby Liverpoolowi znów nie udało się awansować do LM, zgodzi się na kwotę graniczącą z rekordem świata (95 mln funtów za Cristiano Ronaldo). A nikt tak bardzo nie lubi bić rekordów jak prezes Realu Florentino Pérez.

Gdyby Suarez utrzymał skuteczność

...do końca sezonu, pobiłby powojenny rekord ligi Jimmy'ego Greavesa z Chelsea, który sezon 1960/61 skończył z 41 golami

Co ile minut strzelają gole*

Suárez (Liverpool) 56,7
Costa (Atlético) 75
Ronaldo (Real) 78
Agüero (Man City) 87
Messi (Barcelona) 96
...

Lewandowski (Borussia) 133
*mecze ligowe w sezonie 2013/14