Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Premier League. Niemal miliard funtów wydane w 10 lat. Dekada Abramowicza w Chelsea

Trwająca dziś w najlepsze ekspansja miliarderów z Bliskiego Wschodu, którzy inwestując ogromne pieniądze w futbol, chcą wypromować swoje nazwiska i firmy, umownie rozpoczęła się dziesięć lat temu. 1 lipca 2003 roku właścicielem Chelsea Londyn został Roman Abramowicz, który od tamtego czasu zainwestował w działalność klubu 942 miliony funtów. Nikt wtedy nie przypuszczał, jak wielki wpływ na piłkę nożną, nie tylko tę angielską, będzie miało to wydarzenie.
- Klub został powierzony człowiekowi, o którym w zasadzie nic nie wiemy. Trzeba sprawdzić, czy to właściwa osoba, by kierować takim klubem jak Chelsea - Tak o inwestycji Abramowicza w londyński klub wypowiadał się ówczesny minister sportu Tony Banks. Przed przyjściem Abramowicza "The Blues" byli solidnym klubem, który znajdował się w ligowej czołówce, jednak nie wystarczało im sił i umiejętności, by rywalizować z potentatami pokroju Arsenalu i Manchesteru United. Zakupy, jakie za pieniądze rosyjskiego miliardera miał przeprowadzić klub w kolejnych miesiącach, sprawiły, że z czasem to inne kluby musiały uporczywie szukać sposobu na to, jak zatrzymać Chelsea.

Sprzedawał gumowe kaczki, teraz kupuje plaże nudystów

Roman Abramowicz jako jeden z najbogatszych ludzi na świecie przetarł szlaki dla szejków z Bliskiego Wschodu, którzy teraz z zamiłowaniem inwestują wielkie pieniądze w Manchester City czy PSG. W przeciwieństwie do nich on jednak swojej fortuny dorobił się sam. A trzeba podkreślić, że od samego początku nikt mu niczego nie ułatwiał. Był sierotą wychowywaną przez wujka i babcię. Jako dziecko handlował gumowymi kaczkami. Po latach dzięki konsekwentnej pracy i wyrabianiu sobie znajomości udało mu się wraz z Borysem Bierezowskim, po promocyjnej cenie oczywiście, kupić spókę Sibneft, której rzeczywista wartość oscylowała w okolicach 5 mld dolarów. Dwójka Rosjan musiała zapłacić jednak ledwie 1/50 tej ceny.

Dziś o Abramowiczu jest już głośno nie tylko w pismach branżowych czy sportowych, ale jego nazwisko za sprawą piłki stało się tak głośne, że nawet tabloidy interesują się działalnością rosyjskiego oligarchy. W tego typu pismach często możemy przeczytać o jego romansach, nowych jachtach czy nawet... plaży nudystów, którą Abramowicz kupił za 61 milionów euro.

700 milionów funtów na same transfery

Ledwie 2,5 mln euro mniej Chelsea zapłaciła za najdroższego piłkarza w erze Abramowicza - Fernando Torresa. Hiszpan na Stamford Bridge nie spełnia jednak pokładanych w nim oczekiwań. W ciągu 2,5 sezonu, jakie spędził w ekipie "The Blues", w samych meczach ligowych strzelił tylko 15 goli. Większość transferów finansowanych przez Abramowicza okazywało się jednak po czasie trafnymi inwestycjami, a tacy piłkarze jak Didier Drogba, Michael Essien czy Ricardo Carvalho długo jeszcze będą wspominani przez kibiców Chelsea.

Na same transfery Rosjanin wydał ponad 700 milionów funtów. Skutek? Trzy mistrzostwa Anglii, zwycięstwo w Lidze Europy i kilka innych pomniejszych pucharów krajowych. Najważniejszym dla Abramowicza od początku było jednak zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Droga do tego sukcesu okazała się być wybitnie wyboista, a do sukcesu w 2012 roku ostatecznie doprowadził Chelsea człowiek, który jako pierwszy trener pracował dopiero od czterech miesięcy.

Pościg za Ligą Mistrzów

Tak jak 700 milionów wydane na piłkarzy powinno robić niesamowite wrażenie, tak 75 milionów, które Abramowicz wydał na znalezienie szkoleniowca, który sprowadzi na Stamford Bridge upragnione trofeum za zwycięstwo w Lidze Mistrzów, powinno budzić raczej przerażenie. Jose Mourinho, który w 2004 roku w spektakularnym stylu doprowadził FC Porto do sensacyjnego zwycięstwa w Lidze Mistrzów niemal od razu został sprowadzony do Chelsea w oczywistym celu - powtórzyć ten sukces w Londynie.

Już na pierwszej konferencji prasowej w roli trenera "The Blues" Portugalczyk określił się jako "The Special One". Jak się później okazało, w Chelsea dla dwóch tak wyjątkowych ludzi jak Abramowicz i Mourinho nie był miejsca, pod wodzą Mourinho ekipa ze Stamford Bridge odnosiła duże sukcesy, wygrywając między innymi Premier League dwukrotnie. Abramowicz wciąż jednak czekał na zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Tego, jak się okazało, Portugalczyk nie potrafił zapewnić. Efektem tego było odejście Portugalczyka we wrześniu 2007 roku po remisie w fazie grupowej LM z Rosenborgiem Trondheim.

- Właściciel i dyrektorzy klubu byli sfrustrowani nie tylko wynikami, ale także stylem gry drużyny. Mourinho nie mógł znieść faktu, że ktokolwiek wtrąca się do jego pracy w klubie. Nie mógł wykonywać swojej pracy w taki sposób, w jaki chciał. Współpraca na tej linii już od dawna nie wyglądała tak jak powinna - twierdził wówczas Mihir Bose z BBC, komentując wiadomość o zwolnieniu Mourinho.

Paradoksalnie w tym samym sezonie "The Blues" udało się dostać do finału tych rozgrywek pod wodzą Avrama Granta, który wcześniej był pierwszym trenerem tylko w klubach z Izraela, oraz miał okazję prowadzić pierwszą reprezentacje Izraela. W finale z Manchesterem United od końcowego sukcesu dzielił ich jedynie rzut karny, przy którym jednak kapitan drużyny John Terry pośliznął się, a później Edwin van der Sar okazał się być skuteczniejszy od Petra Cecha i to "Czerwone Diabły" sięgnęły po puchar.

Abramowicz, desperacko szukając okazji do kolejnej szansy na wygranie Ligi Mistrzów, nie stronił od impulsywnych rozwiązań. Zatrudniał takich trenerów jak Guus Hiddink, Carlo Ancelotti czy Luiz Felipe Scolari - z tej trójki tylko Ancelotti wytrwał na stanowisku dłużej niż 8 miesięcy.

Los dał Abramowiczowi nauczkę po raz drugi, gdy w 2012 roku Chelsea znów stanęła przed szansą wygrania Ligi Mistrzów pod wodzą Roberto Di Matteo, który wcześniej przez lata był w Chelsea członkiem sztabu trenerskiego, ale nigdy nie dostał szansy poprowadzenia pierwszej drużyny.

W finale rozegranym na Allianz Arena "The Blues" znów musieli stanąć do konkursu rzutów karnych, ale tym razem okazali się w nim lepsi (od Bayernu Monachium), a Abramowicz ostatecznie mógł wznieść w górę upragniony puchar.

Oligarcha uczy się na błędach?

Chelsea w ostatnich sześciu latach (od odejścia Mourinho) tylko raz sięgnęła po mistrzostwo kraju. Ilość trenerów jaka przewinęła się w tym czasie przez klub nieraz powodowała protesty kibiców, ale wygląda na to, że teraz Abramowicz wyciągnął wnioski i znów zatrudnił na Stamford Bridge Jose Mourinho, którego chcieli z powrotem kibice, wierząc, że jest to człowiek, który może w końcu ustabilizować formę zespołu.

- Jose i Abramowicz uporządkowali swoje sprawy i doszli do szczęśliwego porozumienia. Obaj chcieli robić różne rzeczy w różny sposób, ale to już przeszłość. Inaczej nie byłoby go tu - zapewniał Ray Wilkins, były zawodnik i menedżer Chelsea. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że powrót Portugalczyka oznacza, że wszystko będzie mu wolno, gdyż już teraz postawiono przed nim konkretne wymagania. - Mourinho ma wygrać Premier League. Zakończenie sezonu na pozycji 3. czy 4. nie jest dobre dla Chelsea. Ten klub każdego roku musi walczyć o sukces w lidze - dodał Wilkins.

Miliony, które przejęły władzę

O ile Abramowicz za tę decyzję znów zyskał kilka punktów u fanów Chelsea, o tyle przez fanów innych zespołów jest upatrywany jako ten, który rozpoczął erę władzy pieniądza w futbolu. Oczywiście na przełomie XX i XXI wieku kluby, które dysponowały największymi budżetami, były tymi, które były najmocniejsze również w rywalizacji boiskowej, ale Abramowicz przetarł szlak dla tych, którzy zdecydowali się w ostatnich latach zainwestować w futbol.

Być może gdyby nie decyzja Rosjanina o zakupie londyńskiego, klub Manchester City do dziś grałby w drugiej lidze angielskiej, a PSG wciąż bez efektu usiłowało wrócić do walki o czołowe lokaty w Ligue 1. Dzisiaj te kluby są jednak europejskimi potentatami dzięki pieniądzom swoich właścicieli, a kolejne tego typu zespoły, jak choćby AS Monaco zbroją się już na potęgę i wiele wskazuje na to, że lista najsilniejszych europejskich klubów wkrótce może ulec wielkim zmianom już na stałe z powodów nie tylko czysto piłkarskich.