Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga angielska. Manchester City mistrzem Anglii. Ta drużyna będzie jeszcze lepsza

W 20-letniej historii Premier League takiego finiszu jeszcze nie było. W 90. minucie Manchester City przegrywał z QPR 1:2, a mistrzem był Manchester United. W ostatnich sekundach piłkarze Roberto Manciniego strzelili jednak dwa gole i sięgnęli po tytuł
- Jeśli City wypuści tę szansę z rąk, już się nie podniesie - mówił przed ostatnią kolejką trener Manchesteru United Alex Ferguson. Ale nie mógł się spodziewać, jak blisko 20. mistrzostwa kraju będzie jego drużyna.

City w 90. minucie przegrywało 1:2, choć grało u siebie. Przegrywało, choć prowadziło 1:0. Przegrywało, choć od 55. minuty, gdy był remis 1:1, rywale grali w dziesiątkę. Gdy w doliczonym czasie wyrównał Edin Dżeko, nic się nie zmieniło, bo MU pokonało Sunderland i wciąż było pewne mistrzostwa. Ale wtedy trafił Sergio Agüero, a stadion City, wcześniej powstrzymujący łzy, wybuchł radością, jakiej nie widziano tam od dziesięcioleci.

Jeśli w przyszłości ktoś czytający historię Manchesteru City będzie próbował zrozumieć, co spowodowało, że w 2012 r. klub po 44 latach odzyskał mistrzostwo, szybko dotrze do informacji, że w 2008 r. klub kupił szejk Mansour bin Zayed Al Nahyan, sprowadził młodego, utytułowanego trenera, na piłkarzy wydał setki milionów funtów.

Ale to tylko część historii tego trofeum.

Gdy osiem lat temu po tytuł sięgał Arsenal, nie było wątpliwości, że oglądamy drużynę wielką. Tak wielką, że nie przegrała w sezonie ani razu. Gdy w 2005 r. trofeum dla mistrza Anglii trzymał José Mourinho, wystarczył rzut oka w tabelę, by przekonać się, że wydarzyło się coś wyjątkowego. Jego Chelsea straciła w 38 meczach tylko 15 bramek. Gdy rok temu triumfował Manchester United, w Anglii debatowano, czy to nie najsłabsza grupa, którą Alex Ferguson doprowadził do złotego medalu, ale wszystkie argumenty można było zbić występami w Europie. Ligę Mistrzów MU zakończyło w finale.

Gdyby pozycja po pozycji porównać piłkarzy tych zespołów do zawodników City, okazałoby się, że tak silnego mistrza nie było od lat. Mansour zgromadził gwiazdozbiór, porównywalny do madryckiego czy barcelońskiego, gdzieniegdzie świecący nawet jaśniej. Umieszczenie Vincenta Kompany'ego i Yayi Toure w trójce najlepszych stoperów i defensywnych pomocników świata wielką brawurą nie jest, popisy Pablo Zabalety każą się zastanawiać, dlaczego madrycka prasa, od tygodni poszukująca prawego obrońcy dla Realu, nie wymieniła jeszcze nazwiska Argentyńczyka, w napadzie Mancini wybiera z napastników za 35 (Agüero), 27 (Dżeko), 25 (Tevez) i 22 (Balotelli) milionów funtów. Kogokolwiek uznamy za najsłabszego, z pewnością będzie bardziej ceniony od czwartego napastnika Realu (20-letni Alvaro Morata), Juventusu (38-letni Alessandro del Piero) czy Bayernu (były król strzelców II ligi Nils Petersen). Przy takim bogactwie spodziewano się sukcesów w pucharach i dominacji w Premier League.

Skończyło się na fazie grupowej LM i mistrzostwie wydartym lepszym bilansem bramkowym. W dodatku po sezonie, w którym rywale przeżywali zapaść za zapaścią. Szanse Chelsea na mistrzostwo spadły niemal do zera już jesienią, Arsenal źle sezon zaczął, Tottenham źle kończył. Drugi Manchester United wypracował 19 punktów przewagi nad trzecim zespołem, co w Premier League jeszcze się nie zdarzyło.

Ale "Czerwone Diabły" również przeżyły sezon wyjęty z najczarniejszych koszmarów. Odpadły w fazie grupowej Ligi Mistrzów, zaprzepaściły szanse na oba krajowe puchary, nie zdobyły ani jednego trofeum. Tak źle nie było od 23 lat. Mistrzostwo zespół z Old Trafford przegrał w sposób niespotykany, miesiąc przed końcem miał osiem punktów przewagi nad City i opinię specjalistów od zdobywania tytułów. Niespodziewanie przewagę roztrwonił, w dwóch derbach Manchesteru strzelił ledwie jednego gola i stracił siedem. Gdyby zdobył tytuł, pewnie znów Ferguson usłyszałby, że to najsłabsza drużyna, którą doprowadził do mistrzostwa. I trudno się dziwić. Na początku nie działał bramkarz, bo David de Gea przyzwyczajał się do gry na Wyspach. Do grudnia nie działało prawe skrzydło, bo Luis Valencia siedział na ławce albo zastępował kontuzjowanych obrońców. Wiosną często nie działała obrona, bo leczył się Nemanja Vidić. Przez większość sezonu nie działał środek pola, bo kłopoty zdrowotne zmusiły do przerwania kariery Darrena Fletchera, a o następcę Paula Scholesa, który latem skończył karierę, się nie postarano. Scholes wrócił, uznaje się go jeden z najlepszych transferów w Premier League, ale wszystkich kłopotów rozwiązać nie mógł. Działał atak, ale w przeciwieństwie do poprzedniego sezonu, zależał od jednego zawodnika. Rok temu trzech graczy MU zdobyło 15 i więcej goli. W tym jeden, Wayne Rooney, który skończył z 34 bramkami.

Słabość rywali i niewykorzystane możliwości City sprawiają, że nie sposób nowego mistrza porównywać do najlepszych angielskich zespołów poprzedniej dekady. Ale kibice powinni się cieszyć, bo ich drużyna wciąż rośnie i wszystkie znaki na manchesterskim niebie wskazują, że będzie coraz lepsza. Rok temu, po 42 latach, zdobyła Puchar Anglii, w tym, po 44, sięgnęła mistrzostwo. W sierpniu ruszy po Puchar Europy, którego nie wygrała nigdy.

Czy Manchester City na długie lata zdominuje Premier League?