Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Legia - Lech. Test polskiej piłki w finale Pucharu Polski

1 : 2
Informacje
Puchar Polski 2014/15 - Finał
Sobota 02.05.2015 godzina 16:00
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Lech Poznań
1
0
1
Legia Warszawa
1
1
2
Składy i szczegóły
Lech Poznań
Bramki: Jodłowiec (20. - sam.) Kartki: Trałka, Douglas - żółta; Douglas - czerwona (za drugą żółtą) Skład: Gostomski - Kędziora, Arajuuri, Kamiński, Douglas - Trałka, Linetty (68. Jevtić) - Pawłowski (79. Keita), Hamalainen, Kownacki - Sadajew (72. Formella)
Legia Warszawa
Bramki: Jodłowiec (30.), Saganowski (55.) Kartki: Duda, Kucharczyk - żółta Skład: Kuciak - Broź, Rzeźniczak, Astiz, Brzyski - Vrdoljak, Jodłowiec - Guilherme (37. Żyro (89. Kosecki)), Duda (79. Masłowski), Kucharczyk - Saganowski
W sobotę o godz. 16. na Stadionie Narodowym finał Pucharu Polski. Blisko 50 tys. widzów obejrzy mecz Legii z Lechem. Relacja na żywo w Sport.pl i aplikacji Sport.pl LIVE!
Gdy półtora roku temu właściciele Legii powierzyli zespół Henningowi Bergowi, Norweg nie miał żadnego trofeum w karierze trenerskiej. Nigdy nie przygotowywał drużyny do finału jakichkolwiek rozgrywek. Szczycił się 30 proc. wygranych meczów w lidze norweskiej. Od tego czasu zdobył mistrzostwo Polski, a w sobotę może dołożyć triumf w swoim pierwszym finale i potem znów wygrać ligę.

Każdego trofeum potrzebuje, aby w przyszłości zdobyć pracę w silniejszej zagranicznej lidze. Już pierwszy tytuł w karierze i dobre przygotowanie drużyny do rozgrywek europejskich wystarczyły, aby w Holandii plotkowano, że jest jednym z kandydatów do objęcia posady trenera Feyenoordu Rotterdam, a w Danii nazwano go idealnym następcą selekcjonera reprezentacji. Berg jednak dodatkowej motywacji do triumfu nie potrzebuje. Jako zawodnik Manchesteru United i Blackburn wyrósł w kulturze angielskiej, gdzie wzniesienie krajowego pucharu pielęgnuje się nie mniej niż triumf w rozgrywkach ligowych.

W Polsce dopiero od niedawna PZPN buduje prestiż tego trofeum. Jeszcze w 2008 r. Wisła i Legia kopały na stadionie w Bełchatowie przy 5 tys. widzów. Gdy poprzednio w finale mierzyły się Legia z Lechem, mecz trafił do Bydgoszczy na niefunkcjonalny obiekt z bieżnią lekkoatletyczną. W obu przypadkach spotkania były niewłaściwie zabezpieczone i poza rzutami karnymi oglądaliśmy zamieszki z udziałem kiboli. W sobotę, drugi rok z rzędu, finał zostanie rozegrany na Stadionie Narodowym i ma być inaczej. Wygraną przy mniej więcej 50 tys. kibiców Berg ma sobie z dumą wpisać do trenerskiego CV. O ten wpis będzie rywalizować z Maciejem Skorżą, dla którego będzie to już piąty finał, ale pierwszy w takich okolicznościach.

- To będzie sprawdzian, czy potrafimy cieszyć się wielką piłką, czy umiemy się zachować i fantastycznie kibicować - mówi prezes PZPN Zbigniew Boniek. - Jestem przekonany, że umiemy. Historia Narodowego będzie rosła dzięki meczom piłkarskim i myślę, że to będzie pierwsze prawdziwe święto tego stadionu [rok temu w finale nie zagrały markowe zespoły, Zagłębie Lubin zmierzyło się z Zawiszą Bydgoszcz].

Pytany, czy nie obawia się ekscesów, odpowiada: - Wszystkie strony zaangażowane w mecz wykonują swoją robotę. Mam nadzieje, że zagrożenie w ogóle nie istnieje.

W sobotę Narodowy zostanie podzielony na kilka stref. Za jedną z bramek usiądzie ponad 10 tys. kibiców Legii, za drugą - taka sama liczba fanów Lecha. Od reszty stadionu oddzieli ich strefa buforowa, która wyłączy około 10 tys. miejsc. Dodatkowo kibice obu drużyn pojawią się też w strefie neutralnej na środku stadionu, najpewniej po kilka tysięcy z obu stron. PZPN nie zabrania im zakładania koszulek swojego klubu, licząc na rozsądek osób, które się znajdą w tej strefie. Na wszelki wypadek finał ma obsługiwać ok. 1,4 tys. przedstawicieli służb ochrony. Kibice Lecha do Warszawy dotrą głównie ośmioma pociągami. Gdy sześć lat temu Lech grał finał z Ruchem na Stadionie Śląskim, swój zespół dopingowało 8,5 tys. kibiców. Teraz będzie ich kilkanaście tysięcy.

Faworyta starcia nie ma. Wprawdzie to trzeci sezon z rzędu, w którym w lidze Lech od początku do końca ogląda plecy rywala ze stolicy, ale poznańska drużyna zbliża się do Legii. Można to było wyczuć już we wrześniu, gdy mistrzom Polski dopiero w ostatnich sekundach udało się na Łazienkowskiej zremisować 2:2. I w marcu w Poznaniu, gdy Lechowi ostatecznie udało się pobić 2:1 mistrzów, a Legia straciła miano drużyny "nietykalnej" w bezpośrednich starciach. To było pierwsze zwycięstwo poznaniaków nad Legią od czterech lat.

W Warszawie zachowują spokój. Trenerzy i dyrektorzy byli zadowoleni z tego, jak przebiegał ostatni mecz obu drużyn, aż do czerwonej kartki dla bramkarza Arkadiusza Malarza w 60. minucie. Są zdania, że gdyby nie błąd golkipera, Legia, grając zachowawczo, mogła wycisnąć z meczu tyle, ile z jesienią ze spotkań Ligi Europy, czyli rozstrzygnąć go jedną bramką. Z kolei Skorża przyznawał, że chociaż udało się ograć Legię, to bardziej podobał mu się występ jego drużyny w jesiennym starciu w Warszawie. Tak czy inaczej, jak mówi pomocnik poznańskiej drużyny Kasper Hämäläinen, "piłkarze Lecha w końcu poczuli, że Legię można ograć".

Rozstrzygnięcie finału zapewne wpłynie na finisz ligi. Już za tydzień, też w Warszawie, ale przy Łazienkowskiej, obie drużyny znów zagrają ze sobą w pierwszym z siedmiu meczów fazy mistrzowskiej.

- Spotkania z Lechem zawsze rozgrywają się na styku - mówi Berg. - Ostatnio przegraliśmy wyjazdowe spotkanie, ale w poprzednim sezonie byliśmy górą. Nie sądzę, że jesteśmy dużo lepsi, ale oni również nad nami nie górują. To będzie bardzo wyrównane spotkanie .

Bartosz Bereszyński, obrońca Legii, który do Warszawy trafił z Lecha: - Sobotni finał to będzie jedno z większych wydarzeń w polskiej piłce w ostatnich latach.



Messi ma naprawdę 38 lat, a Lewandowski 42 lata? [ZOBACZ]


Kto zdobędzie Puchar Polski?