Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

I liga. Dłoniak wraca i ujawnia: Wyleciałem z GKP, bo uderzyłem kolegę prezesa

Wyleciałem z Gorzowa za to, że na dyskotece uderzyłem kolegę prezesa naszego klubu Sylwestra Komisarka. Nie decydowały o tym żadne względy sportowe, o których mówił klub - wyjawia "Gazecie" swoją wersję wydarzeń bramkarz Dawid Dłoniak, który zimą zamienił GKP na Motor Lublin.
Sport.pl na Facebooku - Sprawdź nas! ?

Zdaniem działaczy klubowych Dłoniak po prostu był za słaby, żeby w Gorzowie zostać. Jak to było z twoim odejściem z GKP?

- Patrzę na to zupełnie inaczej. Spraw, które mogły zdecydować o moim odejściu było wiele. Osoby, które mnie znają, wiedzą, że jestem niepokornym dzieckiem, że zawsze mam dużo do powiedzenia. I powiedziałem kilka gorzkich słów prezesowi i działaczom. Ale chyba tak naprawdę przeważyła szalę na moją niekorzyść sprawa z lokalu. Oni czekali na mój jeden krzywy ruch. I się doczekali... Dałem w mordę znajomemu prezesa Komisarka i się na mnie prezes obraził. A chyba nie do końca wiedział, jaka była sytuacja. Ten człowiek mnie obraził, obraził moją rodzinę. Jestem prosty chłopak spod bloku i nigdy na takie rzeczy nie pozwolę. Do spokojnych ludzi nie należę, jestem raptusem. Musiałem zareagować. Tego, co zrobiłem wtedy, nie żałuję wcale.

Ale żałujesz chyba, że nie grasz już w Gorzowie?

- Tego najbardziej mi szkoda. Tu jest moje miejsce. Stilon kocham szalenie. Wróciłem do zespołu po czystce trenera Broniszewskiego. Zeszmaciłem się. Zrobiłem to wbrew sobie i własnemu sumieniu. Wcześniej pozbyli się mnie bez słowa. Nie spodziewałem się, że działacze mogą zrobić to po raz drugi. Myślałem, że klub będzie mnie wspierał. Byłem po kontuzji. Jesienią do bramki wskoczył Sławek Janicki. A ja tylko się leczyłem. I to za swoje pieniądze. Operacja, rehabilitacja... Bardzo chciałem grać w Gorzowie. A dostałem od klubu kopa w d... Nikt mną się nie interesował. Dopiero trener Baniak podał mi rękę i wyciągnął z zaświatów. Miałem wszystkiego dość.

Dlaczego w grudniu nikt oficjalnie nie mówił o wydarzeniach z dyskoteki?

- Byłem zastraszany, że jeśli cokolwiek wypłynie, to nie dostanę kasy. To były takie strachy na lachy. Ja się boję tylko swojej mamy, ale też nie śpię na pieniądzach. Musiałem zamilczeć. Teraz, gdy klub w końcu mi wypłacił zaległości, chcę o tym wszystkim powiedzieć głośno.

Jesteś jedną z niewielu osób w GKP, która dostała wszystkie pieniądze, które na boisku zarobiła. Piłkarze w Gorzowie ponoć nie widzieli jeszcze pieniędzy za marzec.

- Widocznie jestem szczęściarzem. Wiem, że chłopaki mają problemy. Rozmawiam z nimi. Dzwonią do mnie, jakbym mógł coś pomóc. Pytają, czy powinni zastrajkować. Zawsze, gdy do szatni wchodził prezes, ja walczyłem o drużynę. Pamiętają to.

Trzeba jednak podkreślić, że problemy są nie tylko w Gorzowie. Ta polska piłka na poziomie pierwszej ligi jest i będzie dalej biedna Winny jest rząd. Ten pomysł z ustawą antyhazardową był chybiony. Na całym świecie bukmacherzy mogą sponsorować sport. A u nas nie. Ktoś powie, że 100 tys. zł dla klubu sportowego od Unibetu to żadne pieniądze. Takie pieniądze często ratowały skórę biedniejszym klubom. Teraz nawet tego nie ma. W Lublinie też nie jest kolorowo. W Gorzowie lepsze jest boisko, lepsze są stroje. Ale sytuacja finansowa jest podobna. Nie powiem jednak, że trafiłem z deszczu pod rynnę. Tu miałem szansę na grę. To jest ważne. Nie tylko pieniądze się liczą. Rodzina wspiera mnie finansowo, jakoś daję radę.

Jak gorzowska piłka wygląda z lubelskiej perspektywy?

- Tak samo, jak z gorzowskiej strony. Nie będzie lepiej, dopóki się nie zmienią działacze. Te leśne dziadki niech zwolnią miejsce dla młodych ludzi. Jak mogą dalej pracować w tym klubie osoby, które kiedyś, w dawnych czasach, oszukiwały kibiców Stilonu...

Znam dwóch kibiców, dla których ten klub nie byłby tylko sposobem na zarabianie kasy. Dla nich to coś więcej niż tylko praca. Wojtek i "Róża" [ze stowarzyszenia kibiców Niebiesko-Biali - red.] z chęcią by pomogli, a się ich nie dopuszcza. Jedno jest pewne, prezes Komisarek musi się otoczyć innymi ludźmi. Zrobił mi dużą krzywdę, ale mam do niego szacunek. Daje na ten klub swoje pieniądze.

Widzisz jakąś szansę dla GKP? Sylwester Komisarek poważnie rozważa koniec sponsoringu. Co wtedy?

- Wierzę, że się nie wycofa z piłki. To byłaby tragedia. Dla Gorzowa, dla kibiców. W klubie nie ma menedżerów, ludzi, którzy nie boją się wyjść do sponsora i go namówić na rzucenie pieniędzy na gorzowski futbol. Starsi działacze siedzą tylko w biurze i nic nie robią. Czekają na deszcz kasy. On w tych czasach nie spadnie. Nikt do klubu nie przyjdzie sam. Trzeba w GKP odważnych ludzi. I wtedy prezes-sponsor Komisarek, miasto Gorzów, prężni działacze zrobią tu razem prawdziwą piłkę.

Wielkie emocje w meczu Widzewa. z 0:2 na 3:2 czytaj tutaj >