Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Smutny koniec symbolu: Gieksa bez historycznego zegara

Ireneusz Męczyński przez dwadzieścia lat uruchamiał zegar, który odmierzał czas meczów rozgrywanych przez piłkarzy GKS-u w Katowicach. Przed ostatnim spotkaniem na stadionie przy ul. Bukowej uznał, że jego praca nie ma już sensu
Mecz pierwszej wiosennej kolejki zgromadził na katowickim stadionie nadkomplet widzów. Pojedynek "Gieksy" z Górnikiem Zabrze odbywał się świetnej atmosferze. Nawet piłkarze stanęli na wysokości zadania i zagrali całkiem przyzwoicie. Zupełnie jak za dawnych lat, gdy oba śląskie kluby należały do krajowej czołówki. Ale czy rzeczywiście wszystko było tak samo jak przed laty?

Zegar był zawsze

Ireneusz Męczyński jak zawsze stawił się na Bukowej godzinę przed spotkaniem. Do uruchomienia zegara trzeba się przecież dobrze przygotować. Jego obowiązkiem jest też przygotowanie tabliczek z cyframi, które symbolizują strzelone bramki. - Nagle zobaczyłem, że na trybunie północnej została uruchomiona nowa tablica świetlna. No to powiedziałem działaczom GKS-u, że ja w takim razie odpuszczam. Nie może być przecież dwóch zegarów na jednym meczu - macha ręką Męczyński.

Ludzie odpowiedzialni za obsługę nowej tablicy dali jednak plamę. - Nie było nikogo, kto umiałby uruchomić odmierzanie czasu na tablicy. W efekcie przez cały mecz pokazywała tylko bieżącą godzinę - przyznaje Józef Cholcha, kierownik obiektu. Wpadki z wyświetlaniem liczby strzelonych goli być nie mogło, bo mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

- Skąd wziął się stary zegar na Bukowej? Nie mam pojęcia Ze trzydzieści lat chodzę na mecze GKS-u i ten zegar po prostu zawsze tu był. Pamiętam tylko, że kiedyś stał po drugiej stronie boiska. Nawet nie wiem, jak działa. Chyba wskazówkę trzeba co minutę przestawiać ręcznie? - zastanawia się Piotr Hyla, rzecznik GKS-u.

Siatka dla dwóch

Z Męczyńskim umawiam się na stadionie "Gieksy". Ma pokazać mi jak działa zegar. Najpierw musimy podejść do jednego z magazynów na obiekcie. Gdy zaglądam do środka wydaje się, że to rupieciarnia. Męczyński sięga jednak po starą reklamówkę, z której wyciąga wskazówkę oraz niepozorny mechanizm. Komplet do obsługi zegara tworzy też drewniana drabina. - Kiedyś drabina była stałym elementem rusztowania, na którym jest zegar. Przed jednym z meczów okazało się, że drabiny już nie ma. Ukradli ją złomiarze. Na szybko trzeba było coś wymyślić, aby dostać się na górę. Potem sam zbiłem z desek drabinę, z której dotąd korzystam - opowiada Męczyński.

Wdrapujemy się do drabinie kilka metrów górę. Po konstrukcji widać, że jest bardzo stara. Spod świeżej farby w wielu miejscach wychodzi rdza. W miarę nowy jest tylko napis "Goście Gospodarze", nad którym zmienia się cyferki z bramkami. Po zamontowanej u góry siatce mogą stąpać najwyżej dwie osoby. Inaczej cała konstrukcja mogłaby się zawalić.

Męczyński montuje z tyłu tarczy mechanizm zegara. Z przodu dokłada wskazówkę. Nakręca. Zegar rusza - Zdarzyło się, że parę razy się zaciął w przerwie meczu. Trzeba go wtedy było rozebrać, przeczyścić i znów działał. Nakręcam go zawsze na chwilę przed początkiem meczu. Gdy sędzia gwizdnie, to wtedy ustawiam wskazówkę na "zero". Trzeba jednak pamiętać o jednej zasadzie: nie wolno kręcić wskazówką w drugą stronę! - mówi.

Czas orientacyjny

- Przed meczem z Górnikiem wcale nie zrobiło mi się przykro. To normalna kolej rzeczy. Od dawna myślałem, żeby to mój syn zaczął puszczać ten zegar i zwolnił mnie z tego obowiązku. Bo wie Pan, ja już tak dwadzieścia lat dbam ten zegar. Dwa razy mnie tylko nie było, ale wtedy zastąpił mnie właśnie syn. Urlop? W lecie się bierze, a wtedy przecież nie grają. Choroba? Na szczęście zdrowie mi dopisuje. Zresztą nigdy nie ma tak, żeby się nie można było dokulać jakoś na ten mecz - mówi Męczyński.

Obsługa zegara na Bukowej to rodzina tradycja. Przed panem Ireneuszem zajmował się tym jego ojciec Antoni (nie żyje od siedmiu lat). - Tata grał jeszcze w Rapidzie Wełnowiec. Potem pracował w GKS-ie. Nigdy mi nie opowiadał, skąd się ten zegar wziął. Przypuszczam, że mechanizm i wskazówka mogły być jego własnością. Na GKS-ie nie ma takich fachowców, którzy mogliby coś takiego zrobić - śmieje się Męczyński.

Pomoc w rozszyfrowaniu zagadki znajdujemy u Gerarda Rothera, byłego znakomitego zawodnika GKS-u, człowieka który strzelił gola Barcelonie na Camp Nou. - Z tego, co sobie przypominam zegar został zrobiony specjalnie na pierwszy mecz GKS-u na Bukowej, który wygraliśmy 3:1 z Rakowem Częstochowa. Cała konstrukcja powstała w Fabryce Sprzętu i Narzędzi Górniczych na ul. Modelarskiej (wówczas znana jako Rapid - przyp. red.). Spośród piłkarzy zatrudnionych w fabryce, którzy pracowali przy jej budowie, chyba wszyscy już nie żyją - wzdycha Rother.

Opiekun zegara zdradza sekret jego funkcjonowania. - Ten cały mechanizm, to po prostu przerobiony... stary budzik. Dolutowano do niego ramkę, no i wzmocniono w środku, żeby mógł pociągnąć taką dużą wskazówkę. Wiem, że kiedyś ojciec woził go do jakiegoś znajomego zegarmistrza. Zdarzało się przecież, że pękła jakaś śrubka i trzeba było coś wymienić. Co jakiś czas malowano także sam cyferblat - opowiada.

Czy katowicki zegar jest punktualny? - On ma "swój" czas. Nie mógłby konkurować z tymi elektronicznymi zegarami, bo jeszcze by im wstyd przyniósł (śmiech). A tak poważnie, to chodzi całkiem nieźle. Zresztą zegar na stadionie ma pokazywać tylko czas orientacyjny. Prawdziwy czas mierzy sędzia - przypomina Męczyński.

Wstyd

Na konstrukcji zegara jest też specjalne miejsce na tabliczki oznaczające strzelone bramki. - Mecze oglądam zwykle spod zegara. Taki mi jest wygodniej. Po każdym golu muszę jednak wchodzić na górę. Jeszcze się nie zdarzyło, abym się pomylił. GKS-owi nigdy bramki nie dopisałem. Go to gol. Z główki też nie liczy się podwójnie - śmieje się Męczyński.

Kiedyś do śmiechu mu jednak nie było. Wszystko przez Szombierki Bytom. W czerwcu 2006 roku GKS ograł bytomian aż 9:0. - Jak grali w czwartej lidze, to ostrzegałem, że tabliczki są tylko do siódemki, i żeby za dużo tych bramek nie strzelali. No i była kupa wstydu przy tym meczu - wspomina. Koszt dorobienia kilku tabliczek byłby pewnie dla klubu znikomy. - Tylu rzeczy nie potrafią w tym klubie załatwić, a jeszcze kazać im jakieś numerki robić? - dziwi się Męczyński.

Kiedyś było więcej

Męczyński był niegdyś związany z GKS-em także jako piłkarz. Grał w rezerwach katowickiego klubu. W "Gieksie" ćwiczy teraz jego 16-letni syn Daniel. "Strażnik zegara" na co dzień pracuje jako miejski pilarz-drwal. - Cienko zarabiam Za puszczanie zegara mi płacili, ale dorobić się na tym nie dało. Ile płacili? Kiedyś było więcej (śmiech). Starczało na papierosy i lody dla dziecka - mówi.

Bywało, że opieka nad zegarem wiązała się z dodatkowymi, nieplanowanymi, emocjami. - Kiedyś pod zegarem rozegrała się wielka bitwa kibiców GKS-u i Ruchu Chorzów. Synkowi kazałem wtedy uciekać, ale ja zostałem. Mnie nikt ruszył, przecież mnie znali - wspomina. - Na szczęście na Bukowej kibice gości siedzieli zwykle po drugiej stronie stadionu. Nigdy się więc nie zdarzyło, żeby ktoś próbował zniszczyć zegar. Omegę zlikwidowali z Ruchu właśnie z takiego powodu? To nie mój klub i nie moja sprawa, ale przecież mogli ją chyba po prostu przenieść w inne miejsce? - dziwi się Męczyński. - Kiedyś pod zegarem to był ruch jak w Rzymie. Ludzie przychodzili i pytali, czy mogą wejść i zrobić sobie zdjęcie. Pewnie, że pozwalałem. Byle niczego nie ukradli i nie zepsuli. Teraz już tego nie ma. Wszędzie jakiś bufory, strefy zamknięte Nie podoba mi się to - wzdycha.

Presji nie będzie

W sobotę GKS zagra u siebie ze Stalą Stalowa Wola. - Już wiemy jak obsługiwać tablicę elektroniczną. Będzie działała na najbliższym meczu - zapewnia kierownik obiektu. - Jestem tradycjonalistą. Wolę stary zegar, ale jeśli ktoś już kupił tę tablicę, to trudno, żeby jej nie używać - twierdzi Hyla.

Jaki będzie los starego zegara? - Można by to gdzieś z boku postawić. Albo w ogóle zlikwidować. Na co to komu? Kto na to pieniądze da? Jeszcze ze dwa lata i ta konstrukcja będzie niebezpieczna - mówi Męczyński.

Hyla jest przekonany, że zegar musi trafić do muzeum GKS-u. - Wielokrotnie zwracaliśmy się do Urzędu Miasta z prośbą, aby na nowym stadionie GKS-u znalazło się miejsce na muzeum. W żadnym wypadku zegar nie może pójść na złom! - zapewnia Hyla.

- A może Męczyńskiemu trzeba podziękować za wieloletnią opiekę nad zegarem? - pytam rzecznika.

- Nikt w klubie o tym nie pomyślał. Ale to bardzo dobry pomysł - mówi Hyla.

Męczyński zapewnia, że w sobotę będzie na Bukowej. - Jak każą puścić zegar, to puszczę. Jak nie każą, to nie puszczę. Ja na nikim presji wywierać nie będę - zapewnia.

- A może zająłby się Pan obsługą tablicy elektronicznej? - pytam.

- Co? Obsługiwać jakiś pulpit? Nieee, na tym to ja się nie znam - ucina.