Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jop: Moje marzenie to Anglia

Jeśli nie wyjdziemy z grupy na mistrzostwach świata, to uznam to za porażkę. Potem Anglia lub Szwecja. Jednym meczem można wyrównać wszelkie krzywdy i spłacić wszystkie rachunki - mówi Mariusz Jop, obrońca reprezentacji Polski i rosyjskiego FK Moskwa.
28-letni wychowanek KSZO Ostrowiec, który do Rosji trafił z Wisły Kraków jesienią 2004 roku, jest podstawowym zawodnikiem FK Moskwa. W trzech tegorocznych kolejkach grał od pierwszej do ostatniej minuty. Wczoraj jego zespół pokonał 1:0 Krylię Sowietow Moskwa.

Robert Błoński: Jest Pan potwierdzeniem słów Pawła Janasa, że przed nikim drogi do kadry nie zamyka.

Mariusz Jop: Myślałem, że mój czas nadejdzie po mundialu. Kilku zawodników, wieku broń Boże nie wypominam, być może skończy reprezentacyjną przygodę. A trener będzie musiał odmłodzić zespół. Ale w trakcie poprzedniego sezonu pomyślałem sobie, że fajnie by było, gdyby trener Janas przyjechał do Moskwy. Wtedy wszystko zależałoby ode mnie, liczyłbym na powołanie na jakiś mecz towarzyski. I selekcjoner przyjechał na spotkanie FK - Spartak Moskwa. Czyli pojedynek Jop i Damian Gorawski kontra Wojtek Kowalewski. Niedługo potem dostałem powołanie na turniej im. Walerego Łobanowskiego na Ukrainie... I tak to się potoczyło.

W eliminacjach mistrzostw świata z Austrią był Pan rezerwowym, ale z Walią zagrał - w parze z Jackiem Bąkiem - od pierwszej minuty. Potem był mecz z Anglią. Żałuje Pan porażki na Old Trafford?

- Oczywiście. Walczyliśmy nie tylko z Anglikami, ale i po to, by wreszcie zmienić historię. Fajnie się wraca do tego Wembley z 1973 roku, ale chciałoby się mieć bardziej świeże wspomnienia... Niestety. Nie wiem z czego wyniknęła nasza bojaźń? Przez 15-20 minut nie potrafiliśmy utrzymać się przy piłce. Kolejne straty powodowały większe nerwy. Mimo awansu stres był. Musieliśmy biegać za piłką, odbierać ją. Traciliśmy więcej sił niż rywal. Koniec końców gola straciliśmy po naszym rzucie rożnym i kontrze rywali.

Ma Pan satysfakcję, że wygrał rywalizację z Tomaszem Kłosem, który kiedyś odebrał Panu miejsce w Wiśle?

- Nie jestem mściwy ani pamiętliwy. Jak wygrał ze mną rywalizację w Krakowie, pretensji nie miałem.

Z ligi rosyjskiej łatwiej było Panu trafić do kadry niż z Wisły.

- W Polsce zostałem zaszufladkowany przez dziennikarzy. Do Wisły trafiłem jako młody chłopak z KSZO i miałem rywalizować o miejsce na prawej obronie z Markiem Zającem. Nie dość, że on ocierał się o kadrę, to jeszcze wiadomo, jak trener Franciszek Smuda "lubi" stawiać na młodzież. Później miałem problemy ze zdrowiem, byłem wypożyczony do Widzewa Łódź. A po powrocie i półrocznej rywalizacji o miejsce w składzie wywalczyłem je sobie na półtora sezonu. Ale faktycznie, ja też nie spodziewałem się, że z FK Moskwa trafię do kadry.

Liga rosyjska okazała się lepsza, niż myślałem. Sprzyja rozwojowi, ja szybko zrobiłem postęp. Gra się presingiem, jest dużo walki, mniej czasu na podjęcie decyzji. Jak kupuje się piłkarzy, to za grube pieniądze. Rok temu Dynamo Moskwa kupiło Costinhę i Maniche [z FC Porto ], ale niczym się nie wyróżniali. To, że ten drugi trafił do Chelsea, wynikało nie z jego dobrej gry, ale ze znajomości z trenerem Mourinho. Ale tutaj są możliwości...

A niedoróbki?

- Infrastruktura na pewno nie taka jak w Bundeslidze, ale tutaj ludzie chcą się uczyć i inwestować. My mamy gdzie indziej biuro, w innym miejscu stadion, a baza znajduje się pod miastem.

Podpisał Pan już nową umowę z FK?

- Stary kontrakt obowiązuje do końca 2007 roku i do jego przedłużenia brakuje już tylko pewnych formalności ze strony klubu. Zimą była, ale mało konkretna, oferta ze Spartaka Moskwa. Nie zdecydowałem się. FK to ambitny zespół, doszło pięciu nowych zawodników. Najbardziej znany to reprezentant Rosji, były gracz CSKA Siergiej Siemak. W niedalekiej przyszłości ma powstać nowy stadion na 25 tysięcy ludzi. A wybuduje go ta sama firma, która postawiła Arenę AufSchalke w Gelsenkirchen.

Z podpisem zaczeka Pan do końca mundialu?

- Nie, bo to mi nic nie da. Po MŚ zostanie mi jeszcze 1,5 roku umowy, więc z nikim nie będę mógł negocjować [można to robić dopiero na pół roku przed końcem kontraktu]. Kwoty odstępnego nie ma zarówno w jednej, jak i drugiej umowie, więc klub może dyktować zaporowe kwoty. A nowy kontrakt oznacza podwyżkę, więc go podpiszę.

Grający w Spartaku Moskwa Wojciech Kowalewski mówił, że teraz w Rosji albo kupuje się zagranicznego piłkarza za kilka milionów, albo stawia na "swoich".

- Rosyjska federacja wprowadziła przepis, że w jednym zespole może grać pięciu obcokrajowców. Chyba że ktoś dziesięć razy zagrał w swojej reprezentacji. Wtedy jest traktowany jak swój.

Panu brakuje jeszcze jednego występu.

- Spokojnie. Nawet, gdybym nie miał tych dziesięciu gier w kadrze, to miejsce się dla mnie znajdzie.

W kadrze też Pan nie odda już miejsca?

- Chciałbym, żeby tak było. Ale muszę być w optymalnej formie. W takiej przyjechać na majowe zgrupowanie. A wtedy powalczę o miejsce. Pod względem sportowym to mój najważniejszy rok w życiu. Wielu lepszych polskich piłkarzy nie było na mistrzostwach świata. Ja chcę na nie pojechać!

Jeśli nie wyjdziemy na mundialu z grupy, to będzie to nasza porażka. To cel minimum. A potem wszystko będzie zależeć od dyspozycji dnia.

Nie tyle dyspozycji dnia, ile Anglii lub Szwecji.

- No tak... Starzy znajomi. Mamy z nimi porachunki, a mistrzostwa świata to dobry moment, by wyrównać wszystkie krzywdy i odegrać się za porażki.

A po mistrzostwach wyjechać na Zachód?

- Do Anglii chętnie bym wyjechał. To byłoby spełnienie marzeń, bo wiadomo, że na Wyspach gra obronna jest na najwyższym poziomie. Ale jakoś specjalnie się nie "napalam" na wyjazd.