Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Europejska. Śpiewające piaski za Ruchem Chorzów

Ruch Chorzów zagra w czwartek pierwszy mecz w europejskich pucharach od dziesięciu lat. Niebiescy by w nich wystąpić musieli wybrać się na kraniec świata, prawie aż pod granicę z Chinami! W Kazachstanie śląski zespół będą wspierać niezwykli kibice. Za Ruch ma zdzierać gardła ekipa z... seminarium!
W 2000 roku rywalem niebieskich był wielki Inter Mediolan teraz na drodze 14-krotnych mistrzów Polski stoi nieobliczalny Szachtior Karaganda. Szok na każdym kroku. Jeżeli ktoś myślał, że to rosyjscy mundurowi mają wielkie czapki to zajrzyjcie do Kazachstanu. Chorzowskich piłkarzy przywitał na azjatyckiej ziemi żołnierz, który miał na głowie nakrycie o średnicy blachy do wypieku podwójnej pizzy!

Niebiescy dotarli do Karagandy po dziesięciu godzinach podróży. Po wyjściu z samolotu uderzyła ich fala ciepła i... pustka. Piłkarze Ruchu byli jedynymi podróżnymi, którzy przechadzali się po szerokich, wyłożonych marmurem korytarzach lotniska. Port przebudowano z myślą, że po rozpadzie Związku Radzieckiego to właśnie Karaganda zostanie nową stolicą republiką. Ostatecznie wybór padł na Astanę, a po tutejszym międzynarodowym lotnisku hula wiatr. - Gdzie się wszyscy podziali? - pytał Piotr Stawarczyk, obrońca Ruchu. - To miejsce wygląda na opuszczone - dziwił się Wojciech Grzyb. Władimir Nidergaus, dyrektor sportowy Szachtiora zapewnił, że to tylko pozory. - Jest już po godzinie 19. Późno. Ale wcześniej był duży ruch! Samoloty latają stąd do Moskwy, Astany, Petersburga - podkreślał.

Droga do hotelu zajęła kilkanaście minut. Autobus podstawił Szachtior. Po drodze piłkarze widzieli osiedla mieszkaniowe, które przypominały nasze ogródki działkowe. - Jak mogą mieszkać w takich altankach? - dziwili się. Im bliżej centrum domy miały mocniejsze fundamenty, pojawiły się też swojsko wyglądające blokowiska. Wzdłuż drogi sporo propagandowych plakatów. Młodzi ludzie o azjatyckich rysach chwalą sobie życie w Kazachstanie, a prezydent Nursultan Nazarbajew przypomina, że w przyszłym roku republika będzie świętować 20-lecie niepodległości. Najbliższe dwie noce piłkarze Ruchu spędzą w hotelu Edem. Piłkarze szybko odnaleźli swoje pokoje dzięki sprawnej pomocy "etażowych" czyli pracownic hotelu odpowiedzialnych za poszczególne piętra. Niektórzy widzą z okien dwie pięciometrowe palmy... niestety z plastiku.

Boisko kartoflisko

W Karagandzie nie ma Macieja Sadloka. Młody obrońca był w gronie zawodników, którzy o piątej rano przecierali zaspane oczy pakując sportowe torby do podstawionego na klubowy parking autobusu. Piłkarz dojechał na lotnisko, nadał bagaż, przeszedł odprawę. Wsiadł też autokaru, który podwiózł chorzowską ekipę na pas startowy. W końcu zajął też swoje miejsce. Po kilkunastu minutach Sadlok jednak opuścił maszynę. - Źle się poczułem. Nie polecę. Przepraszam - powtarzał. Z piłkarzem rozmawiał trener Waldemar Fornalik. Sadlok się wahał. Obracał się, kucał, podchodził do trapu prowadzącego na pokład, a po chwili zmieniał kierunek. Niepokoiła się załoga samolotu. Stewardesa przypominała, że jeżeli samolot za chwilę nie wzbije się w powietrze to wolna ścieżka przepadnie i lot się opóźni.

Lekarz drużyny zaproponował, że poda Sadlokowi leki, ale ten już podjął decyzję. Obsługa samolotu wyłuskała z luku bagażowego jego torbę z numerem 21. Piłkarz wsiadł do samochodu, który stał na pasie i razem z pracownikiem lotniska odjechał w kierunku terminalu. - Mamy godzinę opóźnienia - powiedziała niemal w tej samej chwili stewardesa. Działacze Ruchu dzwonili potem do Kazachstanu i tłumaczyli, że piłkarz zasłabł. Ma zostać przebadany.

Polski zespół doleciał do Kazachstanu brazylijskim samolotem, który obsługiwała francuska załoga z Grenoble. Lot trwał prawie siedem godzin. Po trzech godzinach Embraer wylądował w rosyjskiej Samarze by uzupełnić zapas paliwa. O godzinie 15. polskiego czasu koła samolotu dotknęły pasa w Karagandzie.

Kwadrans na zakwaterowanie, banan do ręki i na trening. Stadion duży - może pomieścić prawie 20 tysięcy widzów, boisko bardzo kiepskie. Murawa nierówna, a w niej na dodatek masę dziur. - Katastrofa - krzywił się trener. Fasadę obiektu zdobią od zewnątrz orientalne złoto-niebieskie ornamenty. Powtarza się orzeł. Ten ptak to symbol. Kazachowie uważają, że orzeł posiada wielką siłę, która przeciwstawi się każdemu kto stanie na drodze do przyszłości. Orzeł to także wolność, a według wielu badaczy słowo Kazach oznacza "wolnego człowieka".

Przejmujący śpiew piasku

Treningowi niebieskich przyglądało się kilku fanów "Górników". Wśród nich mężczyzna w pomarańczowo-czarnym budowlanym kasku do którego przytroczono dwa solidnej wielkości rogi. Te upodobniły go do hełmu wikinga. Kibicem był Siergiej Anatoljewicz Fisenko - szef jednego z fanklubów Szachtiora. - Nasza organizacja powstała w roku 2001. Założył ją mój wujek, a ja kontynuuję jego dzieło - zdradził Siergiej, który sporo wie o Ruchu. - Klub powstał w roku 1920 i zdobył od tego czasu kilkanaście tytułów mistrza Polski. Ale Szachtior to też dobry zespół! Jesteśmy nastawieni bojowo - zapewnił.

Ruch na pewno będą wspierać jutro kibice z Polski. Doping obiecał zorganizować ksiądz Piotr Pytlowany. Duchowny z Przemyśla służy w miejscowym seminarium. - Mało Polaków wie, że Ruch zagra w Karagandzie. Na pewno jednak zorganizuję kilka osób i krzykniemy za Ruchem - uśmiechał się. Nidergaus, dyrektor Szachtiora już wie kto wygra w czwartkowym meczu. - Przyjaźń! - podnosi głos. - Liczymy na dwa dobre mecze - dodaje.

Kazachstan to przede wszystkim stepy i pustynia, a wśród nich barchany - niezwykłe wydmy, które, gdy zawieje mocniej wiatr zawodzą przejmującym śpiewem. Kazachowie wierzą, że wyśpiewają zwycięstwo ich drużynie. Śpiewające piaski częściej jednak zwodzą na manowce, a to dobry znak dla Ruchu.

Polsat pokaże mecze Polaków w europejskich pucharach »