Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Europy. Jesienny stan depressing po polsku

W zasadzie podsumowanie polskiej jesieni w Lidze Europy mógłbym zastąpić na ciekawostkach - że Legia Warszawa i Lech Poznań w sumie w ośmiu z dwunastu meczów fazy grupowej nie potrafiły strzelić gola; że łącznie uzyskały mniej punktów od zeszłorocznych popisów drużyny Henninga Berga (i to aż o sześć!); że cztery sezony temu i Wisła i Legia potrafiły same ugrać tyle "oczek" - pisze na swoim blogu ?Zachodny do tablicy? Michał Zachodny.
Dyskutuj z autorem na jego blogu

Ale powodów tak naprawdę jest więcej. Mógłbym skupić się na detalach - mistrz Polski nie potrafił strzelić gola jednej z najgorszych drużyn w fazie grupowej, Belenenses. Zresztą byłem na pierwszym meczu tych zespołów, jest to jedno z bardziej traumatycznych wydarzeń w moich ostatnich dwunastu miesiącach. Tak powolnego, a zarazem niedokładnego futbolu nie oglądałem nawet na trybunach Allianz Areny jeszcze latem, gdy na murawę monachijskiego stadionu wyszli oldboje Bayernu i Interu Mediolan.

Chciałbym Wam powiedzieć, że na Legii bywało lepiej. Niestety pamiętam z tej pierwszej kolejki mecz wicemistrzów kraju z Midtjylland, niezwykłej klasy kopaninę w Danii, którą po kilku tygodniach przeniesiono do Warszawy. Było zimno oraz brzydko, chociaż Legia wygrała, to zbyt wielu pozytywów nie mogłem dostrzec. Zwłaszcza, że dwa dni wcześniej jej juniorzy zostali kompletnie pozbawieni złudzeń w meczach ze swoimi rówieśnikami z... Midtjylland.

Wracając do detali - w ten czwartek na pierwsze dokładne, prostopadłe i kreatywne podanie zawodnika polskich drużyn wytrwali kibice przeczekali 164. minuty. Wtedy Szymon Pawłowski zagrał do Kaspera Hamalainena, który jednak swojej sytuacji nie potrafił wykorzystać i tak Lech stał się zespołem, który w pięciu z sześciu meczów fazy grupowej nie potrafił strzelić rywalom gola. Legia dołożyła trzy takie mecze.

I nawet trudno jest mi stwierdzić, czy bardziej ograni powinni czuć się piłkarze Legii po dotkliwej klęsce z Napoli (2:5), czy zawodnicy Lecha, którzy z Bazyleą przegrali już po raz czwarty w tym sezonie. Do pierwszych jeszcze wrócę, ale przecież tym drugim usiłowano wmówić, że szwajcarską przeszkodę będą w stanie pokonać w eliminacjach do Ligi Mistrzów, nie wspominając o pożegnaniu drugorzędnych rozgrywek, gdy, krótko mówiąc, wszystko było pozamiatane.

Bo w cuda nikt nie powinien wierzyć. Minimalnymi szansami mamiono tylko tych, którzy nie widzieli poprzednich spotkań Lecha czy Legii. Warszawiacy w Neapolu wyglądali na tak zdezorganizowanych i przestraszonych, jakby właśnie przypomniano im pięć ich poprzednich spotkań. Zresztą najbardziej można się przyczepić do niedokładności w drużynie Czerczesowa, przecież ostatecznie Legia to piąty najmniej celnie podający zespół w fazie grupowej (ledwie 71%). W czwartek poniżej tego poziomu podawali Michał Kucharczyk, Ondrej Duda, Stojan Vranjes, nieznacznie wybił się Tomasz Jodłowiec.

W fatalny humor wpędzają mnie te statystyki - tylko trzy drużyny uderzały rzadziej od Legii (średnia 8,8 uderzeń na mecz), mniej celnie od Lecha (2,7 trafienia w bramkę na spotkanie) ledwie pięć. Jakość indywidualna? W dryblingach piłkarze "Kolejorza" znów są na dnie, bo tylko cztery zespoły miały od nich niższe średnie meczowe (4,8). Legionistów można zganić za brak kreatywności, ale pod względem kluczowych podań - tych średnio na spotkanie zagrywało mniej ledwie pięć drużyn.

Widzicie, gdzie jesteśmy? W samym ogonie drugorzędnych rozgrywek. Gdy rok temu wydawało się, że chociaż jeden klub zmierza w konkretnym kierunku, gdy cztery sezony temu - choć w bardzo szczęśliwych okolicznościach - dwa kluby awansowały do fazy pucharowej LE.

Nasza futbolowa indolencja tej jesieni to przede wszystkim aspekty niewidoczne w statystykach. Zaczynając od inteligencji, zachowaniu przy piłce. W Poznaniu widziałem jak Pawłowski stara się na kilku metrach kwadratowych grać szybko i kombinacyjnie z dwoma kolegami, wymienić cztery podania, choć po trzech pojawiał się błąd. Rywale nie mieli tego problemu, u nich po dwóch zagraniach z pierwszej piłki kolejne wędrowało na wolne pole, gdzie kolega miał więcej miejsca, co przyspieszało całą akcję.

Legioniści mieli inny problem, bo mając piłkę nie próbowali grać krótko i między sobą - w pierwszej połowie bezmyślnie kopali ją do Nemanji Nikolicia, choć on sam nie mógł nic zrobić. Zresztą on i tak oddał pierwszy strzał swojej drużyny, było to w 42. minucie, gdy jakiekolwiek myśli o awansie skutecznie oddalili gospodarze. Owszem, udało się dwukrotnie trafić do siatki, ale czy to po godzinie gry, czy już w doliczonym czasie nie miało to kompletnie znaczenia. Neapolitańczycy brali piłkę na środek i z pełnym ubawieniem szukali nowych sposobów na upokorzenie swoich rywali.

A skoro o upokarzaniu mowa - coraz bardziej cenionego środkowego obrońcę reprezentacji Polski, Michała Pazdana jednym zwodem ciała oszukał 20-letni Nathaniel Chalobah, który w lidze włoskiej nie zagrał minuty w tym sezonie. Z kolei kandydat do gry w środku pola kadry, Tomasz Jodłowiec nie tylko asystował przy drugim golu Napoli, ale można powiedzieć, że także przy tym ostatnim, bodaj najładniejszym. Dla Mertensa był niczym asysta honorowa, pięknie prowadził go do bramki Legii przez środek pola, czasem patrząc przez ramię, czy Belg faktycznie za nim biegnie.

W Poznaniu nie było lepiej, przecież pojedynek najczęściej dryblującego zawodnika ekstraklasy, Szymona Pawłowskiego z 24-letnim prawym obrońcą Taulantem Xhaką zakończył się kompromitacją dla Polaka. To on prostym prowadzeniem piłki oraz balansem ciała zgubił skrzydłowego, odjechał nawet Karolowi Linettemu, by następnie podać do Boetiusa, który strzelił jedynego gola. Prawy obrońca Bazylei sam zaliczył tyle prób dryblingów, co cały zespół Lecha (3).

Ostatecznie odwołam się jednak do pressingu, bo to ten aspekt znaczy coraz więcej w futbolu. Każdy chce szybciej i wyżej odbierać piłkę, atakować nieprzygotowanych rywali, zaskakiwać ich naskakując na nich... No, nie każdy. Wicemistrz w żadnym spotkaniu fazy grupowej nie miał najmniejszego zamiaru podchodzić do swoich rywali, raczej biernie przyglądając się ich atakom. W Neapolu tylko 10 na 44 prób odbiorów było podjętych na połowie gospodarzy (przeciwnicy 15 z 24).

W Poznaniu nie lepiej, bo lechici mieli ich ledwie 12 z 37, gdy piłkarze Basel 11 z 23. Jednak to zachowanie pod pressingiem było najbardziej uderzające - aspirujący do gry w Serie A Ondrej Duda w panice oddawał piłkę tam, skąd przyszła, Tomasz Jodłowiec asystował rywalom, bo nie wiedział co zrobić. Lech, owszem, próbował rozgrywać od bramki, ale zwykle kończyło się to wykopem Jasmina Buricia po kilku zagraniach Arajuuriego, Kamińskiego i defensywnego pomocnika. Nawet gdy udało im się odwrócić z piłką w kierunku rywali, to zaraz zawracali grając w poprzek lub do golkipera. Aż trzynaście ich prób krótkich bądź średnich podań na połowę rywala było niecelnych.

Jak długo siedzą w głowach wielkie wieczory z polskimi drużynami w europejskich pucharach, tak depresyjne miesiące nudnych i fatalnych popisów mogą odbijać się na nich, na lidze i na kibicach jeszcze dłużej. Zanim znów usiądziemy nad pustą kartką papieru, wpatrzymy się w pustą tablicę starając się nakreślić problemy i plan wyjścia z piłkarskiego dramaty, to przyznajmy, że przed tą nędzą przynajmniej nas ostrzeżono. W Lechu priorytety określono jasno zanim faza grupowa się na dobre zaczęła, na europejskie puchary lekceważąco machnięto ręką, bo ważniejsza była liga. W Legii ostrzeżenie dało wiele spotkań w ekstraklasie, ale każdy obserwator bolesną weryfikację oczekiwań przeżył ostatecznie widząc, jak drużyna gra w Danii.

Tak więc nie pocieszajmy się, że za rok będzie lepiej, że dostaniemy kolejną szansę, że może transfery wypalą, a część piłkarzy odpocznie, bo nie zagra na Euro we Francji. Nie kitujmy się, że gramy zbyt wiele, gdy tak naprawdę przez chwilę nie gramy dobrze, dokładnie, kreatywnie czy skutecznie. Nie wmawiajmy sobie, że pod presją wyniku zawodnicy mogą więcej, gdy na widok pressingu rywali oni wpadają w stan inny - stan depressing* (z ang. przygnębiający).

Korzystałem ze statystyk WhoScored.com oraz Squawka.com





Więcej o: