Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Barcelona w finale

Piłkarze Realu Madryt zdołali strzelić gola na Camp Nou i zremisować, ale nie mieli żadnych szans, by sensacyjnie odrobić straty i awansować do finału Ligi Mistrzów. Tam zagra Barcelona
Czy goście mogli w ogóle wierzyć, że niemożliwe jest możliwe, skoro nawet ich guru - Jose Mourinho - już przed tygodniem ogłosił, że jego drużyna tradycyjnie przegrała z ogólnoeuropejskim spiskiem (sędzia wyrzucił z boiska madryckiego defensywnego pomocnika Pepe) i rywalizacja się rozstrzygnęła? Czy goście mogli wierzyć, skoro musieli walczyć bez trenera, też zdyskwalifikowanego za czerwoną kartkę i oglądającego mecz w hotelu? Czy mogli wierzyć, skoro w Pucharze Europy jeszcze nikt nigdy nie awansował, jeśli przegrał na własnym stadionie 0:2, choć aż 75 drużyn tę próbę podejmowało?

Do przerwy goście na pewno nie wierzyli. Barcelona nacierała, ich znów ratował bramkarz Iker Casillas, nie oddali ani jednego strzału. A przecież Mourinho wybrał wariant gry - w porównaniu z poprzednimi - ultraofensywny, a zarazem o tyle ryzykancki, że najbliżej bramki rywala wystawił dwóch piłkarzy po nie byle przejściach. Gonzalo Higuaina, który ledwie wydobrzał po operacji kręgosłupa, oraz Kakę, niegdyś najlepszego piłkarza na planecie, który w Madrycie nie odnalazł się nigdy.

Obaj rozczarowali, obaj nie wytrzymali na boisku nawet godziny. A ich koledzy uwierzyli, że stanie się cud, dopiero w 65. minucie, gdy wyrównującą bramkę zdobył Marcelo. Ożywili się, usiłowali dopadać rywali agresywnym pressingiem już na ich połowie, nie poddawali się do ostatnich sekund.

Ale zdobyli tylko bramkę wyrównującą, bo wcześniej prowadzenie dali przeciwnikowi Andres Iniesta (asysta) i Pedro Rodriguez (gol). Goście znów przekonali się, że urzekająca w ataku Barcelona równie fenomenalnie broni. Przez 480 minut gry we wszystkich El Clasico z tego sezonu wbili jej tylko dwa gole z akcji i jednego z rzutu karnego. I choć Mourinho już wiele w Madrycie osiągnął - dociągnął Real do półfinału LM po ośmiu latach, do krajowego pucharu doprowadził go po 18 - to najważniejsi przeciwnicy wciąż są znacznie wyżej. A to nie koniec przykrości, bo Portugalczyk czeka jeszcze na werdykt UEFA, która ukarze go za wściekłą tyradę po poprzednim półfinale. Mourinho kazał się wtedy wstydzić katalońskiemu trenerowi Josepowi Guardioli triumfów odnoszonych głównie dzięki oszustwom sędziowskim i oznajmił, że drużynie z Camp Nou tajnie sprzyja cała kontynentalna federacja. Grozi mu nawet wielomeczowe zawieszenie, przez które może jesienią ani razu nie usiąść na ławce w trakcie wieczorów w LM.

Agresją eksplodował być może także dlatego, że czuje, iż mógł popełnić błąd tydzień temu, gdy nie rozkazał piłkarzom grać, lecz zabijać grę. Wyrzucony do przodu Cristiano Ronaldo był odizolowany od reszty zespołu, że rozjuszony sam zachęcał kolegów gestykulacją, by go wsparli. I ośmielił się publicznie przyznać, że nie lubi grać tam, gdzie posłał go trener.

A Barcelona sunie po kolejne trofeum i wciąż będzie wysłuchiwać dyskusji, czy zbudowała drużynę wszech czasów. Teraz awansowała do finału w europejskich pucharach po raz 17. Żaden klub nie grał o trofeum częściej. We wtorek wyprzedziła pod tym względem właśnie Real.

Relacja Zczuba i na żywo z meczu Barcelona - Real »


Więcej o: