Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lech Prawie jak Wisła z Levadią

0 : 1
(9 : 8)
Informacje
Liga Mistrzów 2010/11 - 2. runda kwalifikacyjna LM
Środa 21.07.2010 godzina 20:00
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
1 Dogr
2 Dogr
Karne
Wynik
Lech Poznań
0
0
0
0
9
0
Inter Baku
0
1
0
0
8
1
Składy i szczegóły
Lech Poznań
Bramki:
Kartki: S. Stilić, D. Injac - żółte.
Skład: K.Kotorowski - G.Wojtkowiak, M.Arboleda, B.Bosacki, S.Gancarczyk - I.Djurdjević (J. Wilk), D.Injac - S.Peszko, S.Stilić, S.Krivets - A.Wichniarek (78. J. Kiełb)
Inter Baku
Bramki: G. Karlsons (84.)
Kartki: B. Červenka, V. Levin, A. Chertoganov, G. Karlsons, G. Lomaia, P. Zlatinov - żółte.
Skład: G.Lomaia - K.Mzhavanadze (71. A. Dashdemirov), Accioly, V.Levin, I.Kandelaki - D.Odikadze, P.Zlatinov, A.Chertoganov, B.Červenka - N.Hajiyev (46. D. Kruglov), R.Poškus (84. G. Karlsons)
Szok i kompromitacja w Poznaniu. Lech Poznań dopiero po rzutach karnych awansował do kolejnej rundy eliminacji Ligi Mistrzów w meczu ze słabiuteńkim mistrzem Azerbejdżanu, Interem Baku. Tego się w Poznaniu nikt nie spodziewał.
Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas ?

- W pierwszym meczu w Baku nie pokazaliśmy wszystkich naszych umiejętności, gdyż podobnie jak Lechowi, nam też dokuczał upał - mówił przed rewanżowym meczem kwalifikacji Ligi Mistrzów między Lechem Poznań a Interem Baku na Bułgarskiej najlepszy strzelec Azerów, Litwin Robertas Poskus. Potężne upały nawiedziły jednak tego lata nie tylko Kaukaza, także Polskę. - Jeśli w Poznaniu będzie chłodniej niż w Baku, mecz będzie lepszy - zapowiadał znany z gry w Widzewie Łódź i Polonii Warszawa litewski gracz.

Nic z tego. W chwili gdy rozpoczynał się mecz i słońce dopiero chyliło się ku horyzontowi, w Poznaniu żar rozgrzał powietrze do 33 stopni. Na prawie gotowym na Euro 2012 stadionie z małym tylko otworem na dachu gotowali się niemal wszyscy.

Także goście specjalni - dwaj selekcjonerzy kadr narodowych Franciszek Smuda i Berti Vogts. Były reprezentant RFN, mistrz świata z 1974 r. i niedawno jeszcze kandydat na selekcjonera ... polskiej kadry prowadzi Azerbejdżan od dwóch lat. Ma spełnić marzenia tutejszych wydobywców ropy naftowej, by ten kaukaski kraj wreszcie doprowadził do tego, że jego pieniądze przełożą się na wyniki w futbolu. Podobne oczekiwania towarzyszyły Interowi Baku, bowiem Azerowie nie rozumieją dlaczego od kilkunastu lat tak bezskutecznie dobijają się do Ligi Mistrzów i nic.

Polacy też dobijają się do niej od kilkunastu lat, ale my akurat rozumiemy dlaczego bezskutecznie. Lech Poznań, który miał to wreszcie zmienić i awansować do fazy grupowej jako pierwsza drużyna od 1996 r., przypomniał środowym meczem, dlaczego przez tyle lat polskim drużynom się to nie udaje. Nie potrafią rozbijać nawet tak miernych drużyn, jaką był Inter Baku.

Dwa lata temu Lech trenera Franciszka Smudy nie miał większych kłopotów, by wykazać wyższość nad kiepściutkim rywalem z Azerbejdżanu - Chazarem Lenkoran. Dziś nie on prowadzi Lecha, lecz Jacek Zieliński. I to trener Zieliński stanął przed olbrzymią szansą, by Lech znów porywał swymi meczami całą Polskę. Tymczasem dołączył do grona ekip, dla których europejskie puchary to okazja do kompromitowania się.

Poznański szkoleniowiec nie mógł wystawić Tomasza Bandrowskiego, którego kontuzja więzadeł pobocznych w kolanie wyeliminowała z gry na dłużej. Zagrał za to Kolumbijczyk Manuel Arboleda, kontuzjowany na treningu przed poprzednim meczem w Baku. Obrona Lecha wróciła zatem do pierwotnego ustawienia z wiosny, a to przecież ona była jednym z filarów, które dały poznaniakom tytuł mistrzowski.

Pewny siebie gruziński trener Interu Kachaber Cchadadze uznał, że w Baku nie przegrał tylko z powodu pecha. Także dlatego, że zawiodła jego drużyna. I dokonał dwóch istotnych zmian. Posadził na ławce dwóch piłkarzy, którzy - jego zdaniem - przyczynili się do "pechowej" przegranej w Azerbejdżanie. Tak się składa, że to dwa nowe nabytki Interu w tym oknie transferowym - Bułgar Żiwko Żelew i Estończyk Dmitri Kruglov. Zastąpili ich Brazylijczyk Accioly oraz Nizami Hadżijew, nazywany Nizi.

Inter Baku był przed rywalizacją z Lechem na tyle pewny siebie, że przed meczem w Baku odegrano z głośników stadionu Tofika Bachramowa hymn Ligi Mistrzów, jakby ten mecz był już starciem grupowym. Lech postanowił być ostrożnym, nie kusić losu. Hymnu na Bułgarskiej nie zagrano.

10 pierwszych minut nie zapowiadało kataklizmu. Lech rzucił się na Inter Baku niczym na bezbronne ofiary i nękał go straszliwie, by potem nagle odpuścić. Gdy po dwóch świetnych paradach bramkarza Georgi Lomaii plus niecelnym strzale Manuela Arboledy po rogu gola dla Lecha nie padł, poznaniacy złapali się pod boki. Mecz tak szybko jak rozgrzał już rozpaloną już i tak skwarem widownię, tak równie szybko strasznie ją znudził. Zaczął przypominać tamto widowisko w Baku. Lech pokazywał, że formę - owszem, ma - ale na pewno nie na cały mecz, na permanentne utrzymywanie natarcia. To słabło z minuty na minuty.

Azerowie dwa razy wyszli nawet do kontry, ale o ile strzał głową nieupilnowanego Brazyljczyka Accioly można uznać za groźny, o tyle teoretycznie poważniejszą sytuację sam na sam Robertasa Poskusa - już nie. Litwin strzelił po prostu tragicznie, jak chłopiec na lekcji w-f.

- Poskusa pamiętam, gdy był powiedzmy nieco szczuplejszy - mówił o nim przed meczem trener Lecha Jacek Zieliński. Azerscy dziennikarze byli bardziej dosadni: Poskus ma 5 kg nadwagi. W Lechu nie wszyscy piłkarze są jeszcze w dobrej formie, która pozwala walczyć o Ligę Mistrzów, ale 5-kilogramowej nadwagi nie ma nikt!

Forma mistrzów :Polski powinna rosnąć z tygodnia na tydzień, ale na razie, na etapie meczów z mistrzem Azerbejdżanu nie jest wysoka. Zwody i zmiany tempa biegu, jakie wiosna przynosiły Sławomirowi Peszce sukces w pojedynkach jeden na jednego teraz są czytelne. Sytuację, jaką w 59. minucie miał Siergiej Kriwiec w polu karnym, wiosną pewnie by wykorzystał.

Lech kontrolował mecz z Azerami, nie był zagrożony aż do 66. minuty, gdy po akcji Bułgara Zlatinowa nie było nikogo z Interu, by dobić piłkę do pustej bramki gospodarzy. A potem to goście stworzyli okazje kolejną. Kolejorz popełniał straszne błędy. Najbardziej mylił się bodaj Ivan Djurdjević, ale i inni także. I w obronie, i w ataku, gdzie lechici podawali nie wiadomo do kogo i nie wiadomo z jakim pomysłem. Poznaniacy grali słabiej z minuty na minutę, a kibice przecierali zdumione oczy. Powodów do wstydu nie było tu wszak od miesięcy.

Na widowni rozległy się gwizdy i okrzyki "chcemy zwycięstwa!".

Wtedy padł gol. Trener Cchadadze wpuścił ma murawę Łotysza Girtsa Karlsonsa i ten od razu, po składnej akcji i wrzutce ze skrzydła zdobył bramkę, która wstrząsnęła widownią. Dogrywka z tak słabym zespołem jak Inter Baku - taką sytuację można określić nawet największa kompromitacją w dziejach pucharowych startów Lecha, o wiele większą niż wysokie porażki, ale z silnymi rywalami sprzed lat.

Dogrywka była dalszym pokazem irytującej bezsilności Kolejorza w starciu z okopanym rywalem. Starciu, w którym jedynym graczem na pozycji napastnika w Lechu był ... prawy pomocnik Jacek Kiełb. Mecz z mistrzem Azerbejdżanu musiały rozstrzygać rzuty karne.

Gdy do piłki podchodzili Azerowie, stadion wył tak, jak chyba jeszcze nigdy. A trwało to, mogło się zdawać, bez końca. Aż rzuty karne doszły do bramkarzy. Krzysztof Kotorowski strzelił swojego karnego i obronił strzał vis a vis! Lech się prześlizgnął do kolejnej rundy.

Rzuty karne: 1:0 Bosacki, 1:0 Zlatinow - broni Kotorowski, 1:0 Kriwiec - broni Lomaia, 1:1 Karlsons, 1:1 Peszko - broni Lomaia, 1:2 Odikadze, 2:2 Kiełb, 2:2 Kruglov - broni Kotorowski, 3:2 Gancarczyk, 3:3 Accioly, 4:3 Wilk, 4:4 Liewin, 5:4 Injac, 5:5 Daszdemirow, 6:5 Wojtkowiak, 6:6 Czertoganow, 7:6 Arboleda, 7:7 Kandelaki, 8:7 Stilić, 8:8 Cervenka, 9:8 Kotorowski, 9:8 Lomaia - broni Kotorowski!

Relacja Z czuba z meczu Lech - Inter ?