Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Gra Lecha wystarczy na razie na Azerbejdżan

Po zwycięstwie w Baku piłkarze Lecha Poznań mogą być niemal pewni awansu do drugiej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów. Jeśli jednak w następnych meczach mistrz Polski nie będzie grał lepiej, a do tego solidnie się nie wzmocni, szybko skończy z pucharami
Brak transferów, kiepskie wyniki i gra w sparingach, a do tego polska trauma po ubiegłorocznej porażce Wisły Kraków z Levadią Tallinn w eliminacjach Ligi Mistrzów powodowały, że już wyprawa na Zakaukazie była niepokojąca. Lech osłabiony sprzedażą Roberta Lewandowskiego i kontuzją Manuela Arboledy nie dał plamy z mistrzem Azerbejdżanu, choć strzelił tylko jednego gola. Pocieszenie w tym, że rywala przewyższał znaczniej, niż wskazuje wynik.

Gruziński trener mistrzów Azerbejdżanu Kachaber Cchadadze uznał wynik za niesprawiedliwy. - Mieliśmy mnóstwo sytuacji, ale nie można wygrać meczu, gdy się ich nie wykorzystuje. Zabrakło zimnej krwi i koncentracji pod bramką - mówił po meczu.

Interowi zabrakło jednak umiejętności

nawet do sklecenia sensownej akcji ofensywnej. Miejscowa prasa zaatakowała Gruzina za wystawienie przeciwko Lechowi zbyt wielu nierozumiejących się debiutantów, w dodatku niemal wyłącznie cudzoziemców. - Skład Interu Baku raczej przypominał skład Dinama Tbilisi. Gruzin na Gruzinie! - pomstują azerscy dziennikarze.

Przed środowym rewanżem w Poznaniu faworytem do awansu jest więc Lech, który w Baku nie rozstrzygnął jednak sprawy awansu. - Mam trochę pretensji do zespołu, że po strzeleniu gola nie rzucił się na rywala, by go dobić. Cofnęliśmy się i parę razy nawet zaśmierdziało golem pod naszą bramką - mówi trener poznaniaków Jacek Zieliński. - Ale u siebie, przed naszą fanatyczną publicznością postaramy się przypieczętować awans przede wszystkim lepszą grą.

Poznaniaków w rewanżu będzie dopingowało 13,5 tys. widzów

Tylko tylu zmieści się na stadionie, którego pozostałe trybuny zostaną otwarte w połowie września. Jeśli Lech awansuje do Ligi Mistrzów lub Ligi Europejskiej, swoje mecze rozegra już na obiekcie mieszczącym ponad 40 tys. widzów. Zainteresowanie meczami Lecha wciąż jest - jak na polskie warunki - gigantyczne. Klub sprzedał już 11 tys. karnetów na dwa mecze ligowe i pucharowy rewanż z Interem, długie kolejki ustawiały się też na przedsezonowy sparing z Rosenborgiem Trondheim.

Kibice mogą Lechowi pomóc w awansie do Ligi Mistrzów, ale przygoda z pucharami nie potrwa długo, jeśli klub nie sięgnie po prawdziwe wzmocnienia, zwłaszcza po wyrwie, która powstała po transferze Roberta Lewandowskiego. Chwalony dotąd za sensowną politykę transferową klub, tym razem zachowuje się dziwnie. Do meczu w Baku sprowadził tylko Jacka Kiełba i Artura Wichniarka. Z niemal 5 mln euro za Lewandowskiego wydał raptem... 250 tys. Zaryzykował, jadąc bez wielkich wzmocnień do Baku, ale nie była to świadoma decyzja, lecz efekt transferów, które nie wypaliły, np. Dawida Janczyka, Macieja Sadloka, Artura Sobiecha, graczy z Białorusi i Serbii czy Brazylijczyka Cleo z Partizana Belgrad.

Trener Zieliński domagał się wzmocnień,

a doczekał się Wichniarka, 33-letniego napastnika z odzysku, który jest zaprzeczeniem dotychczasowej polityki transferowej Lecha polegającej na sprowadzaniu piłkarzy młodych i takich, których można z zyskiem sprzedać. Wichniarek w pierwszym oficjalnym meczu po powrocie do starych barw strzelił gola, był pożyteczny, ale działacze Lecha wiedzą, że to wystarcza tylko na Inter Baku.

Właśnie dlatego poznaniacy dopinają transfery wicekróla strzelców węgierskiej ekstraklasy Łotysza Artjomsa Rudnevsa (22 lata) oraz Zairczyka Joëla Tshibamby z Arki Gdynia (22 lata). Z Rudnevsem jest jednak problem, bo zagrał już w europejskich pucharach w barwach TE Zalaegerszeg. Zgodnie z przepisami UEFA Łotysz będzie mógł w innych barwach zagrać w Lidze Mistrzów dopiero w fazie grupowej.

W drodze do niej kolejnego potencjalnego rywala (będzie to druga z trzech rund eliminacyjnych) Lech pozna już w piątek. Mistrz Polski nie będzie rozstawiony, a do wylosowania są m.in. Anderlecht Bruksela, FC Basel, FC Kopenhaga czy Hapoel Tel Awiw ze znanym z mundialu rewelacyjnym nigeryjskim bramkarzem Vincentem Enyeamą. Czy w formie z wtorkowego pojedynku w Baku Lech, bez odpowiednich wzmocnień, będzie w stanie poradzić sobie z którymś ze wspominanych przeciwników?

Czytaj nasz specjalny serwis o Lechu Poznań ?