Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

LM. Sezon życia Kamila Glika. Największy wyrzut sumienia polskich trenerów

Przez ostatnie lata najlepszym polskim piłkarzem wybierano Roberta Lewandowskiego. Ale teraz pojawił się zawodnik, który może zdetronizować jednego z najlepszych piłkarzy świata. Kamil Glik i jego AS Monaco są na najlepszej drodze do zdobycia mistrzostwa Francji, a w Lidze Mistrzów już doszli dalej niż Bayern Lewandowskiego. W środę o godzinie 20:45 AS Monaco zagra z Juventusem. Relacja na żywo w Sport.pl - To jest Twój Live!


Glik rozgrywa sezon życia. Na trzy kolejki przed końcem Ligue 1 Monaco ma trzy punkty przewagi nad PSG, ale do rozegrania jeden mecz więcej. Zespół Leonardo Jardima ma olbrzymie szanse na zdobycie pierwszego od 17 lat mistrzostwa Francji. Monaco dotarło także do półfinału Ligi Mistrzów, w którym zagra z pogromcą wielkiej Barcelony - Juventusem.

Minister obrony Monaco

Glik jest jednym z filarów drużyny, co ukazują statystyki branżowego portalu Squawka.com. Polski stoper zagrał w tym sezonie w 32 spotkaniach ligi francuskiej i strzelił 6 bramek, co dla stopera jest bardzo dobrym wynikiem. Jeśli weźmiemy pod uwagę sumaryczne podsumowanie występów wszystkich piłkarzy Monaco, to okaże się, że Kamil Glik jest najlepszym piłkarzem Monaco.

Jeszcze lepiej Glik wygląda w zestawieniu z innymi obrońcami z Ligue 1. Według Squawka.com jest trzecim stoperem ligi, przegrywa jedynie z Thiago Silvą (PSG) i Loikiem Perrim (AS Saint-Etienne ). Statystycy zauważają, że w obronie wszyscy zawodnicy prezentują się bardzo podobnie, w sferze ofensywnej zdecydowanie najlepszy jest Glik, choć jeśli weźmiemy pod uwagę posiadanie piłki i to, co z nią robią obrońcy, to polski zawodnik jest w tym elemencie najsłabszy.

W Lidze Mistrzów Glik ma nawet lepsze statystyki obronne niż w Ligue 1. Polak wygrywa zdecydowaną większość pojedynków w powietrzu, a jego odbiory są bardzo pewne i rzadziej kończą się faulem. Wszystko dzięki temu, że Monaco w Europie gra bardziej zachowawczo i nie angażuje się w ofensywę tak, jak na francuskich boiskach, na których Glik często musi toczyć pojedynki jeden na jeden.

Hartowanie stali

Glik karierę rozpoczął w wodzisławskiej szkółce piłkarskiej Janusza Pontusa. Były piłkarz miał sprecyzowaną wizję szkolenia, która opierała się na przygotowaniu atletycznym i jak największej liczbie treningów. Pontus zawsze sprzeciwiał się wyjazdom na mecze juniorskich reprezentacji, bo twierdził, że piłkarz traci w ten sposób połowę miesiąca na zagraniczne zgrupowania. Miejsce juniorów miało być na boisku i w sali gimnastycznej, na której hartowało się młode organizmy. Jednym z nich był właśnie młody Kamil Glik.

Kariera obrońcy nie rozwijała się jednak tak, jak życzyłby sobie sam zawodnik. Pierwsze wielkie rozczarowania przyszły w momencie oblania testów w Lechu Poznań i Cracovii. Zawodnik pojechał także na zgrupowanie juniorskiej kadry Niemiec (Glik ma niemiecki paszport), ale wrócił z niego w bardzo złym nastroju. Ryszard Wieczorek z Odry Wodzisław miał nawet powiedzieć, że Glik nadaje się tylko do okręgówki.

Pontusowi udało się jednak dogadać z hiszpańskim klubem AD Horadada, który grał na czwartym poziomie rozgrywkowym. Glik trafił tam m.in. z Kamilem Wilczkiem. W Polsce taki transfer przyjęto jak sportową porażkę młodych zawodników, ale dla nich to była ucieczka z miejsca, w którym nikt nie chciał dać im szansy. - Sportowo to była nasza I liga, a organizacyjnie nawet bliżej Ekstraklasy. Na początku grałem w juniorach, po pół roku byłem już w zespole seniorów. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem, że obserwuje mnie skaut Realu Madryt. Po miesiącu pogłosek dostałem zaproszenie na testy. To brzmiało jak bajka. Wiedziałem, że idę do trzeciej drużyny, ale to i tak był Real - mówił Kamil Glik w rozmowie z "Przeglądem Sportowym". Glik w trzeciej drużynie Realu zdobywał doświadczenie, ale jego celem był powrót do polskiej ligi.

Dublet Mirosława Trzeciaka

Powrót do polskiej piłki był kolejnym zderzeniem ze ścianą. Pontus bardzo chciał, by Polak trafił do Legii Warszawa, ale ówczesny dyrektor sportowy Mirosław Trzeciak powiedział, że miejsce dla Glika może i jest, ale tylko w Młodej Ekstraklasie. Stoper trafił do Piasta Gliwice, w którym zaczął regularnie grać na poziomie ekstraklasy. W sezonie 2009/2010 Glik stworzył z Mateuszem Kowalskim (wypożyczonym z Wisły Kraków) najmłodszy duet środkowych obrońców w lidze, a Piast z hukiem spadł z Ekstraklasy. Był to kolejny cios dla Glika, który został jednak dostrzeżony przez włoskie Palermo. Niestety, stoper często spotykał się z nieprzychylnymi komentarzami, które w Polsce ciągnęły się za nim aż do meczu eliminacji Euro 2016 z Niemcami na Stadionie Narodowym.

Przyjaźń kształtująca charakter

Kamil Glik pochodzi z Jastrzębia Zdrój położonego na południu województwa śląskiego. Piłkarz nigdy nie ukrywał, że w jego rodzinie nie układało się najlepiej, a ojciec w domu był rzadkim gościem, bo pracował w Niemczech. Jak już się pojawiał, to problemów było jeszcze więcej, bo mężczyzna nadużywał alkoholu, o czym Glik wielokrotnie wspominał w swojej książce wydanej przed Euro 2016. - Ojciec dużo pił, kłócił się z mamą. Z bratem musieliśmy na to patrzeć, czasem reagowałem, choć mając 15-16 lat, trudno coś zrobić. Mama dzwoniła po policję, mówiła, że tata jest agresywny i pijany. Przyjeżdżali, kończyło się na upomnieniach. Na osiedlu takich wezwań było wiele, dla policji standardowa sytuacja - zaznaczał piłkarz w książce ,,Kamil Glik. Liczy się charakter''.

Jastrzębskie osiedle ,,Przyjaźń'' nie należy do najprzyjemniejszych miejsc na ziemi. To miejsce ukształtowało jednak zawodnika, który dobre i złe cechy nabyte na osiedlu potrafił przekuć w boiskową siłę. - Porównałbym to miejsce do Nowej Huty w Krakowie. Jest to duże blokowisko, na które nie ma co się zapuszczać po zmroku. Ostatnio była tam groźna sytuacja. DJ jednego z klubów został pobity na śmierć, bo nie zagrał oczekiwanego utworu. Widać jednak, że Glik pamięta skąd się wywodzi, bo ufundował tam boisko piłkarskie. Być może sprawi to, dzieci będą miały co robić na tym niezbyt ciekawym, przykopalnianym osiedlu - mówi Adrian, mieszkaniec Jastrzębia Zdroju.

Olbrzymie zasługi w planowaniu kariery Kamila Glika ma menadżer Jarosław Kołakowski, który pomaga mu od czasów Piasta Gliwice. Gdy Glik nie miał szans na grę w Palermo, a agent szybko znalazł mu klub w Serie B, w którym stoper nauczył się włoskiego stylu gry. To wszystko przełożyło się na transfer do Torino, w którym Glik stał się ulubieńcem kibiców i został pierwszym zagranicznym kapitanem od 1960 roku.

Najlepszy polski piłkarz 2017 roku?

Robert Lewandowski jest gwiazdą nie tylko polskiej, ale i światowej piłki. Ten sezon zdecydowanie należy jednak do Kamila Glika. Polak jest na najlepszej drodze do wygrania ligi francuskiej, a w Lidze Mistrzów dotarł już do półfinału, w którym jego Monaco zagra z Juventusem. Gdyby polski futbol kilka lat temu doczekał się takiego stopera jak Kamil Glik, to zawodnik byłby niekwestionowaną gwiazdą polskiego sportu. Polsce trafiło się jednak niezwykle wybitne pokolenie ofensywnych piłkarzy, którzy potrafili przyćmić dokonania 29-letniego stopera. Charakterny, nieustępliwy, strzelający ważne gole obrońca to materiał na wielką gwiazdę, ale wiadomo, że nawet najlepszy stoper świata nigdy nie dorówna popularności ofensywnego zawodnika.

Już teraz można jednak domniemywać, że Lewandowski nie wygra w cuglach kolejnego plebiscytu, bo wyrósł mu bardzo groźny konkurent. Gdyby jeszcze Monaco zwyciężyło w Lidze Mistrzów, to wydaje się, że zawodnik z Jastrzębia będzie głównym kandydatem do zwycięstwa w plebiscycie na najlepszego polskiego piłkarza 2017 roku.