Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Monaco młode, piękne i skuteczne. Idzie francuska nowa fala. Nikt jeszcze nie zadał tak bolesnego ciosu Pepowi Guardioli

To nie był zwykły awans, to było potwierdzenie, że idzie francuska nowa fala. Monaco już od miesięcy gra w lidze na nosie miliarderom z Paris Saint Germain. A teraz w Lidze Mistrzów zagrało miliarderom z Manchesteru City
A więc oni tak na serio. I na dłużej. Ich mecze to była od miesięcy gwarancja goli i pięknej, lekko wariackiej gry. - Szaleństwo. Ja, przyzwyczajony w Torino do bronienia, do taktyki, nagle trafiłem do drużyny w której myślą tylko o ataku - śmiał się Kamil Glik, gdy przyjechał na pierwsze zgrupowanie kadry po przejściu do Monaco. Wiedzieliśmy już wtedy, że trzeba ich oglądać, mieć na oku ich młode talenty, że mają większą łatwość strzelania goli niż Barcelona i Real, że ktoś wreszcie potrafił rzucić wyzwanie Paris Saint Germain, mistrzowi nieprzerwanie od 2013. Że w lidze francuskiej dzieje się coś podobnego, jak kilka lat wcześniej w Bundeslidze: wielka moda na ofensywną grę, na młodość, improwizację. Wyrwanie się z kolein, jakimi były przesadny nacisk na dyscyplinę i stawianie przygotowania fizycznego ponad wszystko. Ta nowa fala to nie tylko Monaco. Oglądając ataki Olympique Lyon też trzeba czasem zbierać szczękę z podłogi.

Inni gaśli, Monaco rosło

Wszystko to o Monaco wiedzieliśmy. Poza jednym: że ich passa może tak długo trwać. Że wystarczy Monaco sił na obronę prowadzenia w lidze, na wyjście z grupy LM i jeszcze na wiosenne szarże na Manchester City. Było więcej takich drużyn, grających w tym sezonie jak w transie: Sevilla, odnowiona przez Jorge Sampaolego, Napoli. Ale w swoich ligach już jakiś czas temu spuściły z tonu, a gdy przyszło do 1/8 finału Ligi Mistrzów, też czegoś im zabrakło: rytmu, odwagi, sił, szczęścia. A Monaco maszeruje dalej. W pierwszym meczu zagrało razem z City najlepszy mecz pucharowego sezonu: z ośmioma golami, ze zmieniającym się prowadzeniem. Liderzy Ligue 1 zostawili tam piękne wrażenie, ale jednak przegrali i wydawało się, że to już koniec cudów. Że nie da się bez Radamela Falcao, bez Kamila Glika. Ale widać nie ma czegoś takiego w obecnej LM jak straty nie do odrobienia. A Monaco ciągle rośnie, zamiast gasnąć.

Atak do lat 23

W lidze w meczach, które mogą się okazać decydujące o tytule, wyrwało remis w Paryżu po bramce w doliczonym czasie i rozbiło NIceę 3:0. W rewanżu z City po prostu zrobiło swoje. Czyli znów strzeliło trzy gole, jak w Manchesterze (i nie tylko, w Ligue 1 mają średnią 2,89 na mecz), tylko tym razem lepiej wytrzymało napór w obronie. I wytrzymało psychicznie ten moment, gdy rewanż przestał się układać. Po świetnym początku, golu zasypywanego już propozycjami transferowymi wychowanka Kylian Mbappe i bramce na 2:0 Fabinho, piłkarze Monaco jakby się ugięli, widząc jak blisko jest awans. Ale ich reakcja na straconego gola była bezbłędna: gol młodego Tiemue Bakayoko, z podania młodego Tomasa Lemara. Najstarszy z tych, którzy w rewanżu z City strzelali bramki lub asystowali, Fabinho, ma dopiero 23 lata.

Jak pomysł wygrał z pieniędzmi

Trzy lata temu, w 2014 roku, akurat na powitanie nowego trenera Leonardo Jardima, Monaco zamknęło rozdział: wielkie transfery, wyścig zbrojeń z PSG. Zaczęło się szukanie innych sposobów: inwestycje w akademię, nowe pomysły w skautingu, finansowe fair play. Jardim wiedział, na co się pisze. Monaco stało się promotorem, a nie kupcem, a on musiał cały czas budować od nowa, gdy wypromowani piłkarze odchodzili. Trudno to w dziś uwierzyć, ale jeszcze do niedawna głównym zarzutem wobec niego było to, że za bardzo lubi defensywną grę.

Guardiola nigdy nie odpadał przed ćwierćfinałem

Monaco Jardima w ćwierćfinale, po wyeliminowaniu faworyzowanych Anglików, z całą grupą talentów, które wkrótce odejdą do sławniejszych klubów - to nie jest nic nowego. Tak było dwa lata temu, gdy eliminowali Arsenal, mając w składzie m.in. Yannicka Ferreirę Carrasco i Anthony'ego Martiala. Ale nie grali wówczas tak porywająco jak teraz. Chyba i najlepsze Monaco z Ligi Mistrzów, finalista z 2004, grało z mniejszym rozmachem. To sprzed dwóch lat na pewno. I to jednak co innego, wyeliminować w 1/8 finału Arsenal i Arsene'a Wengera, dla którego ćwierćfinał LM jest od lat nie do sforsowania. A co innego wyrzucić z pucharów Pepa Guardiolę, trenera który nigdy wcześniej nie odpadł z LM przed ćwierćfinałami.

Lustro Pepa

To być może najboleśniejsza porażka Guardioli w trenerskiej karierze (choć pewnie najbardziej przykre były te z ręki innego Portugalczyka, Jose Mourinho), bo wyeliminowała go drużyna nie tylko skuteczniejsza, ale też ładniej grająca w piłkę. Statystyki z pierwszej połowy rewanżu wyglądały jak błąd systemu: 6 strzałów Monaco i ani jednego City, przewaga w posiadaniu piłki po stronie piłkarzy Jardima, a nie Guardioli. Po przerwie, gdy Monaco wpadło przejściowo w panikę, statystyki się zmieniły. Ale efekt - nie. I nie to jest najbardziej bolesne dla Guardioli, że odpadł, ale że dwumecz z City był jak lustro podstawione mu przez rywali: zobacz, taki właśnie futbol zawsze kochałeś. Rozmach, młodość, wychowankowie. Co poszło nie tak, Pep?