Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Czy Atletico może wygrać Ligę Mistrzów?

Odpowiedź jest z pozoru banalna. Przecież pokonując Barcelonę i Bayern Monachium Diego Simeone dotarł z drużyną do finału na San Siro. Z historii najważniejszych rozgrywek wynika jednak co innego.
1 : 1
(5 : 3)
Informacje
Liga Mistrzów 2015/16 - Finał
Sobota 28.05.2016 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
1 Dogr
2 Dogr
Karne
Wynik
Real Madryt
1
0
0
0
5
1
Atletico Madryt
0
1
0
0
3
1
Składy i szczegóły
Real Madryt
Bramki: Ramos (15. min) Kartki: Carvajal, Navas, Ramos, Danilo, Pepe - żółte Skład: Navas - Carvajal (52. Danilo), Pepe, Ramos, Marcelo - Kroos (72. Isco), Modric, Casemiro - Bale, Benzema (77. Lucas), Ronaldo
Atletico Madryt
Bramki: Carrasco (79. min) Kartki: Torres, Gabi - żółte Skład: Oblak - Juanfran, Godin, Savić, Felipe Luis (109. Hernandez) - Saul, Gabi, Augusto (46. Carrasco), Koke (116. Teye) - Griezmann, Torres
Simeone zbył moje pytanie. Może niedokładnie usłyszał, lub nie zrozumiał. Przed finałem Ligi Mistrzów w 2014 roku tłum dziennikarzy z całego świata zebrał się na stadionie Vicente Calderon. Atletico było tuż po zdobyciu 10. tytułu mistrza Hiszpanii, w drodze do którego pokonało Real w lidze dwa razy. Zapytałem, czy Argentyńczyk jest gotów przełamać pewne niepisane prawo Pucharu Europy - do dziś z klubów hiszpańskich rozgrywki wygrywali tylko dwaj giganci z Santiago Bernabeu i Camp Nou.

Niespełniona Valencia

Wszyscy pamiętamy wspaniały zespół Valencii prowadzony przez Argentyńczyka Raula Cupera z gwiazdami takimi jak Gaizka Mendieta, Ruben Baraja, czy Argentyńczycy Claudio Lopez i Pablo Aimar. Na przełomie wieku dotarli do finału Ligi Mistrzów dwa razy. W 2000. roku w Paryżu mierzyli się z Realem - to był dopiero pierwszy w historii rozgrywek przypadek, gdy o zwycięstwo rywalizowały dwa klubu z jednego kraju. Valencia Cupera ogrywała Real w lidze hiszpańskiej, "Królewscy" zajęli dopiero piąte miejsce w tabeli Primera Division. Ale gdy przyszło rywalizować o tytuł najlepszej drużyny Europy wygrali z Valencią gładko 3:0. Kilka miesięcy później jeden z piłkarzy Cupera wyznał, że zespół pojechał do Paryża świętować z kibicami. Nic dziwnego, że finał był dla Valencii tak zły.

Cuper pozbierał drużynę i awansował do kolejnego finału na San Siro. Wtedy Valencia podjęła walkę z Bayernem Monachium, ale znów przegrała po dogrywce i serii rzutów karnych. Dziś jej kibice wspominają tylko złotą erę, jesienią ich klub odpadł z Ligi Mistrzów już w fazie grupowej.

Ogromne sensacje

Nie znaczy to, że historia Pucharu Europy nie zna sensacji. W 1982 roku Aston Villa pokonała w finale Bayern Monachium, a cztery lata później Steaua Bukareszt Barcelonę. Dziś wygląda to wręcz szokująco, gdy klub z Villa Park spadł z Premier League zdobywając zaledwie 17 pkt w 38 meczach.

Nie tylko wielcy i bogaci wygrywali Puchar Europy, ale przede wszystkim oni. Real wystąpił w finale 13 razy, z czego aż 10 razy wygrał. A więc jego skuteczność wynosi 77 procent. Atletico docierało do finału dwa razy (1974, 2014) i dwa razy przegrywało, choć w obu meczach pierwsze strzelało bramkę.

Z pewnością graczom Simeone nie grozi to, co stało się z Valencią 16 lat temu. Na pewno nie jadą na San Siro na wycieczkę. - Triumf w Champions League jest naszym największym marzeniem. Nie spoczniemy, póki nie dopniemy swego - mówi prezes Enrique Cerezo.

Guardiola albo ten, kto go pokonał

Prasa hiszpańska przypomina, że od 7 lat w Lidze Mistrzów wygrywa Pep Guardiola, lub ten, kto go pokona. Katalończyk zdobył trofeum dwa razy z Barceloną, w pozostałych przypadkach odpadał w półfinale w rywalizacji z zespołem, który potem zdobywał Puchar. W tym roku Bayern Guardioli z Champions League wyeliminowało Atletico. Wyeliminowało też broniącą tytułu Barcelonę. Tylko co z tego?

Oni już wygrali

"To się zdarza raz w życiu, najwyżej dwa. Zresztą i tak Puchar zostaje w domu" - to fragment z popularnej w Madrycie reklamy jednego ze sponsorów Ligi Mistrzów. Tak samo było dwa lata temu, gdy na stołecznym ratuszu przy Puerta del Sol powieszono wielki, pojednawczy napis: "Wygra, kto wygra, Madryt już wygrał". Może są mieszkańcy stolicy Hiszpanii, dla których finał na San Siro będzie benefisem madryckich klubów. Przygniatającej większości nie jest jednak obojętne, kto wygra. Dla wielu to wręcz sprawa życia, lub śmierci.

24 miesiące temu w najważniejszych derbach Madrytu w Lizbonie wygrał Real. Tak się złożyło, że oglądałem ten mecz z trybun Vicente Calderon razem z 55 tysiacami fanów Atletico. Nie dostali biletów na Estadio da Luz w Lizbonie, więc wypełnili do ostatniego miejsca obiekt swojego klubu. Na środku boiska postawiono wielkie telebimy, by czerwono-biały tłum mógł przeżyć finał razem.

Zabrakło sił

Kilkanaście kilometrów dalej na Santiago Bernabeu zebrało się 80 tys fanów Realu. Cierpieli do 93. min, gdy Sergio Ramos zdobył wyrównującą bramkę. Ten gol ich ocalił, ale złamał serca ludzi siedzących wokół mnie. Oni czuli, że Atletico jest wyczerpane, nie ma sił na dogrywkę. I rzeczywiście Real zdobył potem jeszcze trzy gole i zwyciężył. Pod fontanną Kybele dwa miliony fanów "Królewskich" czekało na powrót piłkarzy z Lizbony do białego rana.

Dla Atletico była to sądna noc - z 24 na 25 maja 2014 roku. 55 tys ludzi wychodziło z Vicente Calderon jak ze stypy. Powtarzali sobie, że los jest wyjątkowo brutalny i niesprawiedliwy. Przecież Real, najbogatszy klub świata będzie miał jeszcze wiele okazji, by zdobyć najcenniejsze trofeum. Tymczasem Atletico do finału dociera raz na 40 lat. Tak się wtedy wydawało. Jaką siłę musi mieć w sobie Simeone, że się nie poddał.

Argentyńczyk był wojownikiem jako piłkarz, jest jako trener. Pozbierał swoich graczy. Nowy sezon zaczął od serii zwycięstw. Zemsta zdawała się słodka. Wygrał derby z Realem w lidze, Superpucharze Hiszpanii i Pucharze Króla. Kiedy jednak wiosną los zetknął oba madryckie kluby w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, znów górą byli "Królewscy" - po 180 minutach ciężkiej walki wygrali 1:0.

Sposób na nieśmiertelność

W sobotę na San Siro Real będzie faworytem finału. Jego kadra jest trzy razy droższa niż zespół Simeone. Dla obu madryckich klubów od tego meczu zależy bardzo wiele - przegrany zakończy sezon bez trofeum. Drużyna Zinedine'a Zidane'a nie może sobie na to pozwolić. Gdyby Simeone znalazł jednak sposób na przełamanie złej passy i umieścił w witrynach Vicente Calderon Puchar Europy, zyskałby nieśmiertelność. To by katapultowało Atletico na wyższy poziom.

Argentyński trener i tak dokonał cudów. Kiedy przychodził do klubu w 2011 roku drużyna z Calderon modliła się, by wygrać z Realem pojedynczy, nawet nieznaczący mecz. Dziś ma giganta na wyciągnięcie ręki w finale najważniejszych rozgrywek. Tylko czy jest w stanie go wreszcie pokonać?

Sposób gry Atletico - bazujący na dyscyplinie w defensywie - ma swoich zwolenników i przeciwników. Dla jednych Simeone jest geniuszem, bo znalazł sposób na gwiazdozbiory takie jak ten z Barcelony, czy Bayernu. Dla drugich uprawia antyfutbol: brutalny i wyrachowany. Atletico budzi emocje w całej Europie.

A przecież do niedawna fani Realu mogli wywieszać transparent z napisem "Szukamy rywala godnego derbów Madrytu". Do finału Pucharu Króla w 2013 roku Atletico przez 14 lat nie potrafiło wygrać z "Królewskimi". Mieszkańcy stolicy Hiszpanii z zazdrością patrzyli na Mediolan, gdzie Inter i Milan toczyły na San Siro epickie boje. I właśnie na tym stadionie w sobotę Atletico ma się przełamać. Ostatnio wygrywa z Realem regularnie, ale Puchar Europy to rozgrywki kochające "Królewskich" z wzajemnością.



Łyk statystyki, czyli najlepsi piłkarze na swoich pozycjach w sezonie 2015/16 [ZDJĘCIA]


Więcej o: