Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piłka nożna - raj dla oszustów

Teatr, który odstawił lewy obrońca Realu Madryt Marcelo w meczu z Wolfsburgiem w Lidze Mistrzów, jest jeszcze jednym dowodem, że futbol wciąż przesadnie pobłaża symulantom.
Starcie z Maximilianem Arnoldem było kuriozum w czystej postaci. Marcelo kopnął go, po czym uderzył głową w pierś, by na koniec teatralnie paść na murawę jak rażony prądem. W powtórkach można zobaczyć, jak wije się na murawie, zasłania rękami twarz, jakby sam został uderzony. Zerkając przy tym, czy sędzia liniowy dostrzegł jego "krzywdę". A Bogu ducha winny piłkarz Wolfsburga dostał żółtą kartkę.





- To aktor. Strasznie mnie tym zdenerwował - powiedział trener Dieter Hecking po spotkaniu sensacyjnie wygranym przez jego zespół - ósmy w Bundeslidze - 2:0. Zachowanie Marcelo poruszyło kibiców i komentatorów. Były selekcjoner reprezentacji Anglii Glenn Hoddle nazwał je haniebnym i żenującym. Były kapitan Manchesteru United Roy Keane powiedział, że jest zszokowany. Angielski "Daily Mail" zaryzykował tezę, że to największa symulka w historii piłki. Na pewno niegodna klasy piłkarza. Brazylijczyk to jeden z najlepszych lewych obrońców na świecie.

Internet zatrząsł się od memów i żartów z Marcelo, ale w prasie hiszpańskiej większe gromy spadły na jego rodaka, prawego obrońcę Realu Danilo, który w meczu z Wolfsburgiem zaliczył jeden odbiór, 15 strat, zero strzałów, zero wygranych pojedynków i został uznany za najgorszego na boisku.

Działacze i piłkarze Realu skarżyli się na pracę arbitra. Ich zdaniem Włoch Gianluca Rocchi niesłusznie podyktował karnego za faul Casemiro na André Schürrle, za to przeoczył faul w polu karnym na Garecie Bale'u i anulował bramkę Ronaldo z wątpliwego spalonego. O zachowaniu Marcelo rzecz jasna ani słowa, hiszpańskie media donosiły tylko, że wyśmiewały go rzesze fanów w internecie i media angielskie.

Real za pięć dni musi odrobić straty na Santiago Bernabeu, by ocalić sezon. Na mistrzostwo Hiszpanii szanse są marne (7 pkt straty do Barcelony) mimo zwycięstwa w klasyku na Camp Nou cztery dni przed wyprawą do Niemiec. Od 23 lat "Królewskim" nie udało się odrobić strat w pucharach, jeśli przegrali pierwszy mecz 0:2. Ostatnio odwrócili losy rywalizacji w Pucharze Europy w 2002 r. - po porażce 1:2 w Monachium wygrali rewanż z Bayernem 2:0, ale to było w czasach, kiedy obecny trener Zinédine Zidane biegał po boisku w krótkich spodenkach. Od tamtej pory Real przegrywał w Lidze Mistrzów pierwszy mecz z Romą (2008), Lyonem (2010), Bayernem (2012), Borussią Dortmund (2013) i Juventusem (2015), za każdym razem odpadając potem z rozgrywek.

Wracając jednak do Marcelo i rzeszy symulantów podobnych do niego - proceder jest w piłce tak powszechny, że zatrważający. Niby sędziowie mają karać oszustów kartkami, ale symulki i oszustwa wciąż się opłacają. Więcej ma się do zyskania niż stracenia. Lewy obrońca Realu jest więc nie wyjątkiem, ale potwierdzeniem reguły. Trudno znaleźć piłkarza, który nie miałby na koncie teatralnego padu - najlepiej w polu karnym. Historia piłki pełna jest trofeów i zwycięstw po karnych, których nie było, zagrań ręką przeoczonych przez sędziego lub "jedenastek", na które został naciągnięty przez boiskowych oszustów.

A przecież rozwiązanie jest z pozoru banalne. Można zrozumieć, że sędzia nie jest w stanie dostrzec wszystkiego, co się dzieje na boisku, i właściwie to zinterpretować. UEFA mogłaby jednak karać na podstawie zapisu wideo - jest nawet taka możliwość, ale się z niej nie korzysta. Gdyby anulowano kartkę Arnoldowi, a Brazylijczykowi wlepiono pięć meczów dyskwalifikacji, szybko by się z symulantami uporano. Taka między innymi idea przyświeca walczącym o dopuszczenie wideo do sędziowania. Testy ruszają wkrótce. Ale takimi kuriozalnymi przypadkami jak Marcelo można się zająć natychmiast. Inaczej miliony kibiców wciąż będą miały poczucie, że w piłce oszust jest traktowany lepiej niż oszukany i że pozostaje zupełnie bezkarny. W tym sensie futbol jest wobec innych dyscyplin sportu kompletnie zacofany.

Memy po środowych meczach Ligi Mistrzów