Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

BeIN Sports, czyli jak Katarczycy monopolizują piłkę nożną

Drogi kibicu Barcelony czy Realu, jeśli zaszokowała Cię wiadomość, że prawa do pokazywania ligowych meczów twoich ulubionych klubów kupiła w Polsce niedziałająca w naszym kraju telewizja beIN Sports, to uspokajam: oni tak zawsze robią. Najpierw kupują, a potem dopiero informują, gdzie i jak to pokażą. Tak było we Francji i w USA. Tak pewnie będzie też w Polsce. A wkrótce może na całym świecie, bo Katarczycy, którzy stoją za beIN Sports, rozszerzają swoje wpływy na coraz to nowe kraje.
Kto stoi za beIN Sports?

BeIN Sports to nowa (obowiązująca od grudnia 2013 r.) nazwa dawnego kanału Al Jazeera Sport. Od 2003 r., gdy katarska telewizja zaczęła nadawać, wiele się zmieniło. Przede wszystkim z jednego kanału rozrosła się w ogromną telewizyjną korporację. Wszystko oczywiście dzięki katarskim pieniądzom, które płyną z funduszu Qatari Sports Investments - tego samego, który kupił Paris Saint Germain i cały czas pompuje w mistrza Francji kolejne setki milionów dolarów.

BeIN Sports i PSG mają wspólny nie tylko kapitał, z którego czerpią, ale także szefa. Prezesem beIN Media Group, która jest firmą-matką dla beIN Sports w poszczególnych krajach, jest Nasser Al-Khelaifi, równocześnie prezydent mistrza Francji. Nawiasem mówiąc, ten były zawodowy tenisista to prawdziwy człowiek renesansu - jest jeszcze ministrem bez teki w katarskim rządzie, członkiem komitetu organizacyjnego mundialu w Katarze, szefem katarskiej federacji tenisowej i wiceprezesem azjatyckiej federacji tenisa.

Al Dżazira zaszokowała najpierw Francję

W 2011 r. Al Dżazira (w Polsce powinno się używać takiej transkrypcji z arabskiego) wykonała pierwszy szokujący ruch. Złamała monopol na pokazywanie ligi francuskiej przez Canal+. Kupiła jeden z pakietów (wieczorne mecze w piątek i niedzielę) za 90 mln euro.

Potem dodała do tego prawa telewizyjne do Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej w latach 2012-15. Jej oferta była niemal dwa razy wyższa (60 mln euro za sezon) niż suma, którą wcześniej za te same transmisje we Francji płacił Canal+.

Wtedy narodził się beIN Sports. Gdy Al Dżazira stawała do przetargu na prawa telewizyjne we Francji, nie miała w tym kraju żadnej stałej bazy dla kanału sportowego - studia, komentatorów, ekipy technicznej etc. Wszystko to zorganizowała po wygraniu przetargów. Dziś ma już we Francji cztery całodobowe kanały pod szyldem beIN Sports dostępne nie tylko w ofercie sieci kablowych i satelitarnych, ale nawet w Canal+, który początkowo nie chciał wpuścić Katarczyków na swoją platformę.

Kolej na Amerykę

Drugim rynkiem, na którego podbój ruszyli Katarczycy, były Stany Zjednoczone. Gdy ogłosili w 2012 r., że kupili prawa na USA do lig francuskiej, hiszpańskiej i włoskiej i kilka mniejszych turniejów, też nie mieli żadnego zaplecza. Dopiero potem starali się o miejsce w sieciach kablowych i satelitarnych. Ruszyli też ze sprzedażą subskrypcji na pokazywanie meczów przez internet - na tabletach, komputerach i smartfonach. Dziś beIN Sports dostępny jest w 16 mln amerykańskich domów. Dostęp do swoich transmisji sprzedają już od siedmiu i pół dolara za miesiąc.

Rodzina beIN rozrastała się potem błyskawicznie. Dziś Katarczycy pokrywają sygnałem swoich sportowych stacji cały Bliski Wschód, całą północną Afrykę, Indonezję, Filipiny, Tajlandię, Australię, Kanadę. Na wszystkich tych obszarach są praktycznie monopolistą w pokazywaniu piłki nożnej na najwyższym poziomie. Jedynie finały mistrzostw świata pokazują inne stacje.

W ostatnich tygodniach wkroczyli na terytorium Hiszpanii. W wyniku porozumienia z agencją marketingową Mediapro przejęli kanał Gol i na jego bazie będą tworzyć swoją telewizję. Ofertę mają bogatą: Ligę Mistrzów, Ligę Europejską, Premier League, Serie A, Ligue 1 i wiele pomniejszych turniejów.

Kolejnym elementem tej ogólnoświatowej układanki jest - dokonany przed miesiącem - zakup przez Al Dżazirę największego tureckiego operatora płatnej telewizji - Digiturk.

Fakt, że beIN Sports kupił prawa na Polskę ligi hiszpańskiej, świadczy, że teraz Katarczycy będą rozwijać swoje interesy w Europie Środowo-Wschodnią.

Monopol zaszkodzi piłce?

Postępy Katarczyków z niepokojem mogą obserwować ich konkurenci na rynku telewizyjnym. Ogromne pieniądze, jakie stoją za Qatari Sports Investments, pozwala beIN Group nabywać prawa do transmisji, nawet nie za bardzo licząc się z bieżącym rachunkiem ekonomicznym. Korzystają na tym FIFA, UEFA i najlepsze ligi. Oferty Katarczyków przebijają konkurencję o kilkadziesiąt procent, a piłkarski świat z roku na rok może się pochwalić wzrostem swojego PKB.

Zyskują też kibice. BeIN Sports ma bogatą ofertę za przystępną cenę. Np. w Australii za pakiet obejmujący Ligę Mistrzów, Ligę Europejską, Bundesligę, ligę hiszpańską, ligę francuską, MLS, Puchar Narodów Afryki, eliminacje mistrzostw świata i kilka mniejszych rozgrywek płaci w sumie 150 dolarów australijskich rocznie (przy jednorazowej płatności), czyli ok. 415 złotych. W pakiecie są też inne sporty - np. europejskie rozgrywki w rugby.

Warto jednak przy tym wspomnieć, jakie niebezpieczeństwa niesie za sobą ekspansja Katarczyków.

Wyobraźmy sobie hipotetycznie taką sytuację: szef UEFA Michel Platini konsultuje się w sprawie kalendarza rozgrywek przed MŚ w Katarze z trzema osobami - przedstawicielem najbogatszych klubów, właścicielem największego pakietu praw do transmisji Ligi Mistrzów i wysłannikiem organizatorów mundialu. Za każdym razem na takie spotkanie może przyjść ta sam osoba - Nasser Al-Khelaifi. To sytuacja co najmniej dwuznaczna.

Nie można też zapominać, że im więcej stacje telewizyjne płacą za transmisje, tym większy chcą mieć wpływ na rozgrywki. Czy działacze UEFA będą umieli zachować niezależność, jeśli większość wpływów z tytułu praw do transmisji będą dostawać od Qatari Sports Investments, kryjącym się za beIN Italy, beIN Russia, czy beIN Spain etc.?



Słynne momenty w historii futbolu odtworzone przez dzieci. Czy na pewno urocze?