Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Finał Ligi Mistrzów. Zmieniony kod genetyczny Barcelony. Rakitić: z pana giermek. Ale jaki!

1 : 3
Informacje
Liga Mistrzów 2014/15 - Finał
Sobota 06.06.2015 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Juventus
0
1
1
FC Barcelona
1
2
3
Składy i szczegóły
Juventus
Bramka: Morata (55.) Skład: Buffon - Lichtsteiner, Barzagli, Bonucci, Evra (Coman 89.) - Marchisio, Pirlo, Pogba, Vidal (Pereyra 79.) - Tevez, Morata (Llorente 85.). Żółte kartki: Vidal, Pogba
FC Barcelona
Bramka: Rakitić (4.), Suarez (68.), Neymar (90+6.) Skład: Ter Stegen - Alves, Pique, Mascherano, Alba - Rakitic (Mathieu 90+1.), Busquets, Iniesta (Xavi 77.) - Messi, Suárez (Pedro 90+5.), Neymar. Żółte kartki: Suarez
To jest klamra dla wielkich 10 lat Barcelony. Czwarty Puchar Europy od 2006 roku dla klubu, który wcześniej zdobył ten puchar tylko raz. Cztery wygrane na cztery awanse do finału dla drużyny, która przed tą dekadą miała bilans: jeden puchar z czterech finałów. Druga potrójna korona w siedem lat. Tak jakby ktoś zmienił Barcelonie kod genetyczny.
Zmieniony kod Barcelony

Na boisku, bo jeśli chodzi o to, co dzieje się w klubie, pozostała dawną Barceloną: walki różnych frakcji, kryzysy, prezesi z zarzutami prokuratora, przedwczesne wybory. Zarzuty sięgnęły nawet najlepszego piłkarza Leo Messiego. Ale drużyna podnosi się po wszystkim. Cokolwiek się jeszcze zdarzy, przez tych 10 lat Barcelona była miarą w futbolu jak kiedyś galaktyczny Real Florentino Pereza albo jak Real Alfredo di Stefano, tylko rozciągnięty na dłuższe trwanie. Od Paryża 2006, gdy młody Messi był z drużyną, ale nie zagrał, przez Rzym 2009 i Londyn 2011, gdy był na szczycie jako fałszywa dziewiątka Guardioli, po Berlin 2015, z Messim wymyślonym kolejny raz na nowo, chwilami przypominającym bardziej Xaviego niż siebie z niedawnej przeszłości. Od Franka Rijkaarda, który prowadził drużynę jak kolega piłkarzy, a nie nadzorca, przez dyktaturę piękna u Guardioli, po dzisiejszą drużynę Luisa Enrique. Trenera, który nie mógł piłkarzom obiecać ciepła, które im dawał Rijkaard, dziennikarzom - tych wszystkich legend, które dawał Guardiola. Obiecał szczerość i to, że każdy będzie rozliczany tylko z tego, jak pracował. Piłkarze go nie uwielbiają, a on o to nie dba. Wyszedł cało ze wszystkich kryzysów, pomieścił w składzie wszystkie gwiazdy, wynegocjował pokój z Messim, gdy pachniało wojną, obudził Pique, pomógł wrócić do formy Inieście. Jego Barcelona była przygotowana fizycznie jak Niemcy, miała plan B i plan C. Ale jeśli przez całą wiosnę trwały dyskusje, czy to jest dzieło lepsze niż to Guardioli, to akurat po finale ich być nie powinno: Barcelona Pepa w swoich finałowych meczach była lepsza. Nawet jeśli na kartce 3:1 z Berlina niczym się nie różni od 3:1 z Manchesteru (tam też Barcelona straciła gola na 1:1) i niewiele od 2:0 z Rzymu. W tamtych finałach nie traciła kontroli na tak długo jak w Berlinie po wyrównującym golu, tamte mecze grała w transie, a ten nie. Może wszystko jeszcze przed Luisem Enrique. On od początku nie miał zamiaru futbolu Guardioli poprawiać, tylko go urozmaicić. Wyprowadzić Barcelonę z tego zakrętu, na którym nie było wiadomo: w którą stronę po tiki-tace? 150 mln, które Barcelona wydała ostatniego lata na transfery, też pomogło, ale zapanować nad takim placem budowy to również była wielka sztuka. Barcelona jesienią cały czas zmieniała skład, wiosna to koniec rotacji, strzeleckie rekordy Messiego, Neymara i Suareza, trzy tytuły jak w inauguracyjnym sezonie Guardioli. Na początek kolejnej dekady?

Rok dobrego futbolu

Mamy w tym roku szczęście do dobrego futbolu i do dobrych finałów. Ten w Warszawie był najlepszym, od kiedy jest Liga Europejska, ten w Berlinie trzymał w napięciu niemal do końca, choć z zapowiedzi wynikało, że nie będzie miał prawa trzymać. A do tego był pełen chwytających za serce momentów. Również po meczu, gdy Andrea Pirlo zapłakany stał na środku boiska, gdy Dani Alves przerwał wywiad Gianluigiemu Buffonowi, by go wyściskać i pogratulować cudów, których dokonywał w bramce. Z weteranami Barcelony Berlin obszedł się dużo lepiej. Xavi mógł się z wielkim futbolem klubowym pożegnać jako kapitan, nawet jeśli rezerwowy. Andres Iniesta dostał swoją nagrodę za wiosenne odrodzenie i kończył z nagrodą dla piłkarza meczu. On wiosną pomagał Barcelonie wtedy, kiedy tego najbardziej potrzebowała, przyjął swoją nową rolę: mniej efektowną, w służbie trójki z ataku. Ale i w tej nowej roli zdarzały mu się genialne zagrania: rajd i asysta z Paris Saint-Germain i to podanie z finału do Ivana Rakiticia. Jak napisał niedawno 'El Pais", Iniesta odłożył bęben i wrócił do skrzypiec. W samą porę. A to jeszcze nie koniec dobrej piłki w najbliższych tygodniach. Messi, Tevez, Mascherano, Vidal prosto z Berlina lecą na Copa America. Dziennikarze z Barcelony mówili, że dla Messiego to był wiosną główny cel. W przeciwieństwie do mundialu przed Copa nie ma przerwy, by się zregenerować po sezonie klubowym, więc Messi pilnował wszystkiego, by być dobrze przygotowanym fizycznie. Stawką jest jego pierwszy tytuł z Argentyną.

Morata z promocji

Juventus zostaje bez nagrody, ale zostanie w pamięci: za tych 90 minut stania w ringu, przyjmowania ciosów i otrząsania się po nich. Mistrzowie Włoch stracili szybko gola, ale nie stracili pomysłu. A pomysłem wcale nie było skupianie się na obronie, bo na tym obecny Juventus wychodzi średnio, przekonał się o tym choćby w meczach z Monaco. Lepiej wychodzi na podjęciu ryzyka, tak jak to robił w półfinałach z Realem. Nawet na wymianie ciosów. Współpraca Carlosa Teveza z Alvaro Moratą jest zbyt dobra, żeby nie próbować. Choć chwilami Juventus nie bywał już ryzykantem, a kamikadze. Zwłaszcza Paul Pogba i Arturo Vidal. Chwilami obrona przypominała raczej flippera, a nie włoską szkołę. Ale udało się wyrównać, a żaden piłkarz Juventusu nie zasłużył wiosną na tego wyrównującego gola tak bardzo jak Morata. Zdobywał bramki w obu meczach półfinałowych, w finale pokazał wszystko. To, że umie i wygrać sprint z bocznym obrońcą, i przytrzymać piłkę przy polu karnym, jak przed okazją Teveza w drugiej połowie, i pracować w obronie, bo to on tak naciskał na wyprowadzającą piłkę Barcelonę, że skończyło się okazją dla Marchisio. Jeszcze kilkanaście tygodni temu 20 mln euro zapłacone przez Juventus za Moratę było wdzięcznym celem kpin. Teraz wydaje się promocją. Morata grał rok temu z Realem w finale Ligi Mistrzów, wszedł na ostatni kwadrans, który się wydłużył o dogrywkę. Ale odszedł, wiedząc, że w rywalizacji z Benzemą jest skazany na niepowodzenie. W Turynie odżył psychicznie, stał się ważną częścią drużyny, dał się przekonać, że musi być na boisku bardziej bezczelny. Stał się kolejną perłą wyszukaną przez Juve po dobrej cenie. Pytanie teraz, co dalej przed Starą Damą: czy Real zdecyduje się wykupić Moratę z powrotem, czy odejdzie Paul Pogba, czy Carlos Tevez odejdzie już teraz, czy za rok po wypełnieniu kontraktu, czy kupiony z Palermo Paulo Dybala udźwignie presję wielkiego klubu i ponad 30 mln euro, które za niego zapłacono. A do tego dochodzi konieczność odmłodzenia obrony. Może poza bramką, bo akurat Gianluigi Buffon wygląda na wiecznego.

Rakitić: z pana giermek. Ale jaki

To był gol spoza scenariusza. Ivan Rakitić na 1:0? Nie ktoś z tria MSN, tylko akurat pomocnik? I to ten, który się zgłosił do Barcelony do czarnej roboty? Pomocnicy Barcelony zebrali w tym sezonie bardzo mało bramek, taka była cena rekordów Messiego, Suareza i Neymara. Nawet obrońcy ich czasem zawstydzali skutecznością - dzięki temu, że Luis Enrique i jego asystent Juan Carlos Unzue dopieścili stałe fragmenty gry. Gol Rakiticia był pierwszym dla Barcelony od 28 lutego, którego ani nie strzelił, ani przy nim nie asystował żaden z trzech bijących rekordy napastników. A to, że wypadło akurat na Chorwata, było sprawiedliwe. Rakitić to idealny żołnierz Luisa Enrique. Sam się Barcelonie zaoferował w ostatnim letnim oknie transferowym. Chciał zrobić kolejny krok w karierze, szukał wyzwania. W Sevilli był panem, tutaj przyjął rolę giermka. Wszechstronnego, pracowitego. Miał dodać drużynie energii, przebiegniętych kilometrów, znać swoje miejsce w hierarchii. Trochę to trwało, zanim go Barcelona przestała peszyć. Ale potem podjął wyzwanie. I dostał nagrodę.

Najlepsze memy po zwycięstwie Barcelony w finale Ligi Mistrzów








Zdjęcie Meteor Piłka nożna Crystal Zdjęcie Meteor Piłka nożna Sky Zdjęcie Spokey Piłka nożna ACTIVE
Meteor Piłka nożna Crystal Meteor Piłka nożna Sky Spokey Piłka nożna ACTIVE
Sprawdź ceny » Sprawdź ceny » Sprawdź ceny »
źródło: Okazje.info