Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Droga do Berlina otwarta. Kto ruszy najszybciej?

9:2, 5:1, 6:1, 4:1 - to tylko niektóre wyniki dwumeczów z zeszłorocznych meczów 1/8 finału Ligi Mistrzów. Bezpośrednie starcia gigantów dopiero przed nami, ale potencjalni zwycięzcy całej edycji już teraz z pewnością zaczną prężyć muskuły. Pierwsze mecze 1/8 finału już we wtorek o 20.45, relacje na żywo z meczów PSG - Chelsea i Szachtar - Bayern Z czuba i na żywo na Sport.pl.


W rywalizacji o tytuł najlepszej drużyny Europy zostało 16 ekip, wśród których są i ekipy, dla których awans każdy etap dalej będzie gigantycznym sukcesem, ale także takie, dla których to po prostu kolejny etap na drodze do Berlina.

Od lat faza grupowa Ligi Mistrzów pokazuje, jak gigantyczna przepaść jest między zespołami ze ścisłego topu, a tymi, które Ligę Mistrzów traktują raczej jako źródło dochodu niż rozgrywki, w których rzeczywiście walczą o końcowy sukces. Jeśli już któraś z tego typu ekip awansuje do 1/8 finału, to najczęściej spotyka ją tam brutalne zderzenie z rzeczywistością i pogrom ze strony rywala. O niespodzianki jest niezwykle ciężko, a w tym sezonie może być jeszcze ciężej, bo różnica między ścisłym topem a tymi nawet bardzo solidnymi średniakami wyolbrzymiła się jeszcze bardziej.

Narzekanie na to, że w fazie pucharowej Champions League widujemy stale te same drużyny, a o sukcesie takim, jak ten Porto sprzed ponad dekady możemy zapomnieć, jest coraz bardziej powszechne. Nic jednak nie wskazuje, by miało się to zmienić. Szachtar we wtorek zmierzy się z Bayernem, nawet jeśli w pierwszym meczu nie będzie rozstrzygającego wyniku, to w Monachium Bayern zapewne pozbawi rywali złudzeń. Zdaniem bukmacherów Schalke w starciu z Realem nawet na własnym stadionie nie ma większych szans. Jedyna para, w której jest (i tak bardzo niewielki) potencjał na niespodziankę, to mecz Monaco z Arsenalem, ale "Kanonierzy" w ostatnich tygodniach są w takiej formie, że o ile jesienią można było sądzić, że Monaco nawiąże walkę, to teraz ekipa z Ligue 1 nie powinna sprawić problemów ekipie Wengera.

W ostatnich pięciu latach w finałach LM grało siedem różnych drużyn: Real, Atletico, Bayern, Borussia, Barcelona, Chelsea, Manchester United i Inter Mediolan. Dwie ostatnie ekipy nie zdołały nawet awansować do tegorocznych rozgrywek, ale pozostałe wciąż są w grze, a jeśli ktoś spoza tego grona zdoła awansować do finału, który w tym roku odbędzie się w Berlinie, to będzie to spora niespodzianka.

Bitwa na argumenty i pierwszy pokaz siły

Zbrojenia zaczęły się już przed sezonem, gdy poszczególni szkoleniowcy wyciągnęli wnioski i wzmocnili swoje zespoły. Mourinho dokupił napastnika, którego brak był tak widoczny w poprzednim sezonie. Podobnie Bayern, który zatrudnił Lewandowskiego, i choć ten nie wygląda na piłkarza, który idealnie wpasował się w system Guardioli, to w najważniejszych meczach z pewnością będzie ważnym elementem pierwszego składu. Real, sprowadzając Toniego Kroosa, sprawił, że nikt już nie tęskni za Xabim Alonso. Barcelona jeszcze bardziej zwiększyła siłę rażenia, a Atletico musiało przemeblować sporą część składu, ale mimo to wciąż potrafią pokonać Real, ostatnio w lidze nawet 4:0.

I choć poszczególne zespoły najpierw prężyły muskuły na rynku transferowym, a teraz w lidze kolejka po kolejce budują przewagę nad resztą stawki, to mecz taki jak ostatnie derby Madrytu pokazuje, że często o być albo nie być decyduje forma dnia. Barcelona może mieć swoje niezwykłe trio w ataku, a Jose Mourinho może wymyślić milion sposobów na obnażenie słabości rywala, ale nawet złożenie zespołu idealnego, z najdroższych piłkarzy, sukcesu nie zagwarantuje. Nikt nie ma wątpliwości, że różnica klas między Realem a Atletico wcale nie wygląda tak, jak we wspomnianych derbach, ale ten mecz pokazuje najlepiej, że nawet w bitwach na samym szczycie mogą się zdarzyć.

Pamiętać też trzeba o zespołach, które wciąż mają sporo do udowodnienia. Borussia, że ich dyspozycja z Bundesligi nie jest realnym wykładnikiem ich siły. Juventus, że jest w końcu gotowy na starcie z najlepszymi, a Tevez, Vidal, Pogba i reszta mogą pokazać Europie, że najlepsza ekipa z Serie A nie jest już tylko zespołem, który świetnie się broni, ale który potrafi też sprawić problemy bramkarzom rywali. Z oczywistych względów trzeba też wspomnieć o PSG i Manchesterze City, które mimo wpompowanych gigantycznych pieniędzy wciąż nie mogą odnaleźć recepty na sukces w najważniejszych klubowych rozgrywkach na kontynencie.

Bukmacherzy stawiają na Bayern i Real

Kandydatów do końcowego sukcesu jest więc koniec końców sporo. Zdaniem bukmacherów wszystko rozstrzygnie się między Bayernem Monachium i Realem. Pamiętajmy jednak, że nawet jeśli w najbliższych dniach któraś z tych drużyn rozstrzygnie swoją rywalizację w 1/8 finału, gromiąc rywala już w pierwszym meczu, to na ogłaszanie którejkolwiek drużyny faworytem na tym etapie i tak będzie za wcześnie. W końcu Real, który niedawno poniósł tak bolesną klęskę derbową, w zeszłym sezonie ograł Bayern w dwumeczu 5:0. To jedna z historii, którą z sezonu 2013/14 zapamiętaliśmy najlepiej. We wtorkowy wieczór cztery drużyny rozpoczną pisanie swojej historii, która docelowo ma zakończyć się w Berlinie. Z kolei my możemy usiąść tylko przed telewizorami i rozkoszować się powrotem najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych w Europie, tym bardziej że w wakacje czeka na nas "jedynie" Copa America.

Co, gdzie, kiedy przed MŚ w Falun [ROZKŁAD]