Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Statystycznie najskuteczniejsze drużyny jesieni

Czy w piłce nożnej skuteczność można przedstawić tylko za pomocą statystyk strzelonych goli? Niekoniecznie, bo w futbolu samo pojęcie skuteczności rozumiane jest na wiele różnych sposobów. Najlepiej pokazuje to zakończona w środę faza grupowa Ligi Mistrzów.
Skuteczność Monaco

Wystarczyły im cztery gole w sześciu meczach, by awansować z pierwszego miejsca do fazy pucharowej - może takim stylem gry Monaco nie zjedna sobie zbyt wielu kibiców, ale nikt nie zaprzeczy, że to jedna z największych sensacji. Jak wytłumaczyć ten fenomen? Przede wszystkim trzeba mówić o ich niezwykłej skuteczności - bo przecież piłkarze Monaco średnio w meczu strzelali niemal najrzadziej ze wszystkich drużyn (31. wynik), rywalom oddawali piłkę (45,5 proc to 26. miejsce w klasyfikacji), tylko trzy drużyny wykonały mniej dokładnych podań (1553), a pod względem tych kluczowych (mieli ich ledwie 28!) wyprzedzili wyłącznie APOEL. Łatwo byłoby wskazać na Danijela Subasicia, jako najlepszego zawodnika - w końcu to chorwacki bramkarz kilka razy uchronił zespół od straty gola, wpuszczając piłkę do siatki tylko raz w sześciu meczach. Ale warto zapamiętać też Jeremy'ego Toulalana, który miał 51 prób odbiorów (32 skuteczne) i 18 przechwytów - jeden z najlepszych wyników pośród defensywnych pomocników tej jesieni w Lidze Mistrzów.

Strzelać każdy może

Skuteczność to nie tylko wykorzystanie nielicznych sytuacji, ale też ich ciągłe stwarzanie i strzelanie goli. Tych ostatnich najwięcej w fazie grupowej miała Chelsea - drużyna, która w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów była raczej kojarzona z "parkowania autobusu". Tymczasem teraz udało się przebić i Real, i Barcelonę, i Bayern Monachium. Jak? Przede wszystkim dryblingami - wyższej średniej meczowej (18,3) od londyńczyków nie miał nikt, a tylko dwie drużyny strzelały częściej (17,2) i celniej (7,8). Co ważne, wysoka skuteczność wynikała głównie ze stworzonych szans - tylko 24 proc. uderzeń zostało oddanych spoza pola karnego, co jest najniższym wynikiem ze wszystkich drużyn. Tylko Messi miał więcej kluczowych podań od Fabregasa, ale siłą Chelsea nie była jedna gwiazda, choć wielu wymieniłoby hiszpańskiego pomocnika lub czołowego dryblera Europy, Edena Hazarda. Wynik drużyny Mourinho to zasługa... drużyny właśnie - aż dziesięciu piłkarzy strzeliło przynajmniej jednego gola, co jest najlepszym rezultatem. Co ciekawe, ani razu do siatki nie trafił Diego Costa - a przecież udało się nawet Johnowi Obiemu Mikelowi.

Skuteczność? To muszą być Niemcy

Oczywiście to Bayern należy wymieniać pośród faworytów Ligi Mistrzów, a nie drużynę, którą w lidze w weekend pokonali. Jednak Bayer Leverkusen nie był rywalem łatwym, a to, że Roger Schmidt rozwija swoją "maszynę do pressingu" pokazuje ich rosnąca forma. Chociaż w tym roku w fazie grupowej zebrali tyle samo punktów, co przed rokiem, to stracili mniej goli i nie doznali żadnego pogromu - w poprzednim sezonie aż dziewięć bramek stracili w dwumeczu z Manchesterem United. Co świadczy o skuteczności ich defensywy? Żaden zespół nie miał wyższej średniej odbiorów od Bayeru (21,8), skończyli na drugim miejscu pod względem przechwytów (21), są też liderami pod względem fauli (17,8 na mecz). Dopuścili do najmniejszej liczby strzałów na własną bramkę (średnio 7,2 na spotkanie) - nic dziwnego, że w sześciu meczach ich bramkarz Bernd Leno musiał interweniować ledwie cztery razy, tyle samo, ile wyciągał piłkę z siatki...

Warto także wspomnieć o Emirze Spahiciu, który miał drugi najlepszy wynik przechwytów (28). A w ataku? Też sporo się działo - zwłaszcza w powietrzu, bo pojedynków główkowych piłkarze Bayeru mieli najwięcej (45,7 na mecz), także tych wygranych (21,8). Ale to nie jest wyłącznie gra długimi podaniami (dopiero piąta najwyższa średnia w fazie grupowej) - zaledwie siedem procent sytuacji było stworzonych po takich zagraniach. Trzecim najczęściej strzelającym zawodnikiem był Hakan Calhanoglu, choć znacznie skuteczniejszy był Hueng-Min Son z trzema golami.

Jeszcze bardziej efektywni?

Zachwycili już w poprzednim sezonie, a problemy na początku obecnych rozgrywek miały świadczyć o trudnej adaptacji wielu nowych piłkarzy w składzie Diego Simeone. Nic bardziej mylnego - w przeciwieństwie do np. Liverpoolu, szkoleniowiec mistrzów Hiszpanii udowodnił, że zmiany mogą być na lepsze. Nieznacznie, ale w porównaniu do poprzedniego sezonu w Lidze Mistrzów, który zakończyło nieco pechową porażką w finale z Realem, teraz Atletico ma wyższe średnie posiadanie (47,7 proc.), dokładność podań (81,7 proc.), więcej dryblingów (9,7) i strzałów (średnio 14,3 na mecz), a do tego z lepszych pozycji - aż 80 proc. uderzeń było ze środka pola (o 15 proc. więcej niż przed rokiem).

To efekt dośrodkowań, których średnia także znacznie wzrosła - z 19 do 32 na mecz. Służy to zwłaszcza Mario Mandżukiciowi, który strzelił już pięć goli, a także Juanfranowi, który uzbierał pięć asyst. Gwiazdą i tak jest Koke z dwoma bramkami i czterema asystami. Bardziej ofensywna gra nie wpłynęła negatywnie na defensywę - Atletico gole traciło wyłącznie w pierwszym meczu fazy grupowej z Olympiakosem. Od tamtego czasu do bramki wszedł Moya i jeszcze nie wpuścił do siatki żadnego strzału.