Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Finał Ligi Mistrzów. "Dr Bayern" i krew cielaka

Dlaczego monachijczycy rozbili w dwumeczu Barcelonę 7:0? Może mieli lepszego lekarza. Hans-Wilhelm Müller-Wohlfarth w Niemczech ma status celebryty. W USA nazywany jest szarlatanem, a jego metody "frankensteinowskimi".
Bono, wokalista U2, mówi, że jest cudotwórcą. Paula Radcliffe, rekordzistka świata w maratonie, korzysta z jego usług od 17 lat. Usain Bolt, sześciokrotny mistrz olimpijski od 10. Müller-Wohlfarth chwali się, że pięciu finalistów biegu na 100 m na MŚ w Berlinie w 2009 r. to jego klienci. W gabinecie na honorowym miejscu trzyma podarowane przez Bolta złote buty. Prezenty dostawał też m.in. od Witalija Kliczki, Borisa Beckera, Bode Millera i Luciano Pavarottiego.

W młodości był niezłym lekkoatletą, setkę biegał w 11 s. Dziś za pieniądze leczy stawy i mięśnie przede wszystkim piłkarzy. Przez jego klinikę przewinęło się ich kilka tysięcy, w tym Ronaldo, Steven Gerrard i Michael Owen, gdy grał jeszcze w Liverpoolu. Od 1977 r. troszczy się o piłkarzy Bayernu, od 1996 r. - o reprezentację Niemiec.

Sam widok doktora jest niezłą reklamą jego usług, bo 71-letni Müller-Wohlfarth, wygląda na żwawego 50-latka. Ma długie ciemne włosy, a na jego twarzy ciężko dostrzec zmarszczki.

W Monachium mówią o nim po prostu "dr Bayern", Brytyjczycy wolą "Healing Hans", czyli grę słów z "healing hands" ("ręce, które leczą"). Kolejki do jego kliniki, mieszczącej się w 800-letnim gotyckim zameczku, nigdy się nie zmniejszają. Wśród 250 gości na jego ostatnich urodzinach byli politycy, gwiazdy show-biznesu i wierchuszka Bayernu z Franzem Beckenbauerem na czele.

Na czym polegają jego metody?

Opisywał to m.in. dziennikarz ESPN, który w 2011 r. odwiedził klinikę w Monachium. Pomocnik Bayernu Bastian Schweinsteiger podczas wizyty położył się na brzuchu, a Müller-Wohlfarth zrobił mu 10 zastrzyków w plecy. - Moje nogi będą teraz jak piórka - uśmiechnął się piłkarz po zabiegu.

Müller-Wohlfarth przez godzinę uważnie słuchał Pauli Radcliffe, gdy opowiadała, co i kiedy ją boli, a potem wbił 14 igieł w plecy, dwie w biodro i cztery w lewą stopę. Niektóre głęboko - na kilka centymetrów. Po akupunkturze zrobił kilkanaście zastrzyków, jak u Schweinsteigera.

Zapytany, skąd ma takie wyczucie przy wbijaniu igieł, odparł: - W czasie studiów dużo ćwiczyłem na zwłokach. Zostawałem po zajęciach i trenowałem w prosektorium.

Twierdzi, że wykonał już ponad milion zastrzyków. Ponad połowę na sportowcach.

Co było w strzykawkach? Tu zaczyna się największy problem, jaki z Müllerem-Wohlfarthem ma współczesna medycyna. Niemiec, choć od lat ma dyplom, specjalizację ortopedy i ważną licencję, nie publikuje prac naukowych o swoich metodach. W poważnych kręgach medycznych nie jest akceptowany. Sam określa się mianem "lekarza bazującego na rozwiązaniach naturalnych". Mówi, że "wsłuchuje się w ciało pacjenta". Poza najzwyklejszymi odżywkami i witaminami wstrzykuje mikstury homeopatyczne. Jedna z nich - specyfik o nazwie actovegin - zawiera ekstrakt z... krwi cielęcej i grzebienia koguta. Preparaty Niemca można legalnie kupić w Monachium, ale w wielu krajach, m.in. w USA i Kanadzie, nie są dopuszczone do obrotu. Kanadyjski lekarz Anthony Galea, który próbował naśladować Müllera-Wohlfartha w USA, został aresztowany i skazany na karę ograniczenia wolności.

Actovegin przez chwilę znajdował się na liście zakazanych substancji Światowej Agencji Antydopingowej, ale ponieważ nie udowodniono jego wpływu na lepsze wyniki, został z niej wycofany. - Metody Müllera-Wohlfartha to eksperymenty na ludziach w stylu doktora Frankensteina - mówił Travis Tygart, szef amerykańskiej agencji antydopingowej. Niemca porównał do Victora Conte, który też twierdził, że podaje sportowcom odżywki, a okazało się, że szprycował ich nowym rodzajem dopingu THG.

Jeden z chemików, którzy badali actovegin, określił go jako "nic szczególnego", coś w rodzaju "superwitaminy dla krwi". Jego cudowne działanie to raczej efekt placebo. Actovegin budzi jednak kontrowersje m.in. dlatego, że znajdowano go u sportowców przyłapanych na dopingu (mieli go np. kolarze US Postal w Tour de France w 2000 r.). Tygart podejrzewa, że actovegin nie jest środkiem wspomagającym, ale może "wspierać" inne - nielegalne - specyfiki.

Część zabiegów Müllera-Wohlfartha wciąż owiana jest tajemnicą. Dziennikarz ESPN zobaczył to, co chciał mu pokazać doktor. A co zobaczylibyśmy u niego w latach 80. czy 90., gdy walka z dopingiem była w powijakach, a niemieccy piłkarze uchodzili za najsprawniejszych na świecie? - Ryzykowałbym karierę, gdybym robił coś nielegalnego - zaklina cię Müller-Wohlfarth. - Nie mam czasu na pisanie prac naukowych, chcę leczyć - dodaje.

Jego biznes rozkwita. Na spadkobiercę imperium szykuje syna Kiliana. Niebawem otworzy klinikę w Brazylii. Ruch oczywisty - tam odbędą się najbliższe igrzyska i mundial.

Bayern to jego oczko w głowie. W dni meczowe nie ma go w klinice. Na kilka godzin przed spotkaniem zjawia się na stadionie, w szatni rozmawia z piłkarzami. Pyta, co ich boli, jeśli trzeba, robi masaż lub zastrzyk. W trakcie meczu siedzi obok trenera Juppa Heynckesa. - W futbolu bogiem jest Messi, w medycynie dr Müller-Wohlfarth - stwierdził obrońca Bayernu Daniel van Buyten.