Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Czy Arsenal się stoczy

Tak podłych nastrojów wokół londyńskiego klubu jeszcze za kadencji trenera Arsene'a Wengera nie było. W weekend stracił kapitana drużyny Cesca Fabregasa, do wtorkowego meczu eliminacji Ligi Mistrzów z Udinese przystąpi zdziesiątkowany. Relacja na żywo na Sport.pl od 20.45.
- Za każdym razem powtarzamy fanom, że w następnym sezonie będziemy wielcy, że wreszcie nam się uda. Ani im się to nie podoba, ani mnie. Trzeba zwyciężać - mówił 24-letni hiszpański rozgrywający. Cztery lata temu. Już wtedy czuł, że Arsenal na wieczność pozostanie drużyną przyszłości.

I rzeczywiście, przyszłość nigdy nie nadeszła, londyńczycy nie zdobyli od tamtej pory żadnego trofeum. Teraz przeżywali trzecie lato, podczas którego sfrustrowany Fabregas uciekał do Barcelony. Wreszcie mu się udało. W dodatku Katalończycy, wiedząc, jak bardzo piłkarz chce odejść, ani myśleli wykładać żądanych przez Arsenal 40 mln funtów. Wyspiarze na pewno dostaną tylko 29 mln. Dalszych 5 mln mogą uzbierać z obiecanych dodatkowych premii uzależnionych od ewentualnych sukcesów Barcy.

Fabregas wraca tam, gdzie się wychował, i tam, gdzie wygrywa się nałogowo: ligę hiszpańską - trzy sezony z rzędu, Ligę Mistrzów - w 2009 i 2011 roku.

A zostawia Hiszpan drużynę wątłą mentalnie, która po niepowodzeniach słyszała od Wengera, że zapłaciła za swoją młodość, ale jutro już na pewno wygra. Zostawia trenera, któremu zarzuca się ślepe trwanie przy swoich ortodoksyjnych ideach, nawet jeśli wyniki nie potwierdzają ich słuszności - nie chciał kupić twardego, doświadczonego defensywnego pomocnika, źle selekcjonował obrońców, w ogóle nie chciał zbyt obficie inwestować w transfery. Podczas sobotniego meczu w Newcastle, zremisowanego 0:0 po kiepskiej grze, wielokrotnie słuchał kibiców skandujących: "Wydaj te cholerne pieniądze".

Fani są zrozpaczeni, bo poprzednie rozgrywki piłkarze - mierzący do tytułu - skończyli na czwartym miejscu (zdobyli najmniej punktów od sezonu 2005/06), w czołówce przybył arcyniebezpieczny konkurent - Manchester City wyposażany luksusowo za petrodolary, a Arsenal opuszczają kolejne gwiazdy. W lipcu odszedł lewy obrońca Gael Clichy, teraz Fabregas, za chwilę prawdopodobnie odejdzie Samir Nasri.

Zakupy nikogo nie usatysfakcjonowały. Wenger wziął co prawda Gervinha, ładnie rozwijającego się napastnika z Lille, ale poza tym w swoim stylu zaufał młodości - na trzecioligowego 18-latka Aleksa Oxlade-Chamberlaina wydał aż 12 mln funtów.

We wtorek londyńczycy zaatakują Udinese bez wspomnianych Clichy'ego, Fabregasa i Nasriego, ale także Jacka Wilshere'a (typowany na następcę utraconego kapitana leczy kontuzję) oraz Robina van Persiego (najzdolniejszy napastnik drużyny pauzuje za czerwoną kartkę). Na szczęście dla nich rywale - prowincjonalny klub utrzymujący się z eksportu wypromowanych u siebie piłkarzy - też latem pochudli. Największą gwiazdę sprzedali Barcelonie (Alexis Sanchez), Napoli przejęło rozgrywającego (Gökhan Inler), a Villarreal - solidnego obrońcę (Cristian Zapata).

W formie z wiosny byliby bardzo groźni, wtedy demonstrowali futbol momentami wręcz zjawiskowy. Nie wiadomo jednak, jak znieśli personalne straty. A przedstawiciele włoskiej Serie A generalnie, z jednym wyjątkiem dwumeczu Interu z Chelsea, w ostatnich sezonach nie umieją przeciwstawić się reprezentantom Premier League.

W Udine ambicje mają umiarkowane i z porażką się pogodzą, dla Arsenalu niepowodzenie byłoby katastrofą. W Lidze Mistrzów zabawiają się nieprzerwanie od sezonu 1998/99. Bez niej zbuntować by się mogli następni piłkarze, którzy mają dość czekania na świętego nigdy. A gwiazdy przez trenera Wengera pożądane - jak Juan Mata z Valencii czy Jadson z Szachtara Donieck - mogłyby nie zechcieć dla Arsenalu świecić.

Więcej o: