Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Umowa z Canal+ wciąż niepodpisana. Czy kluby wreszcie sprzedadzą prawa medialne?

Kluby ekstraklasy dostały do akceptacji projekt trzyletniej umowy z Canal+ na transmitowanie meczów od sezonu 2011/12. Umowy wciąż niepodpisanej, mimo że od ogłoszenia wyników przetargu minęły już ponad dwa miesiące.
Opóźnieniu winne są pieniądze. Już w chwili ogłaszania przez Ekstraklasę SA, że prawa medialne sprzedaje ponownie Canal+, nieoficjalnie wiadomo było, że stacja nie zapłaci więcej niż do tej pory (360 mln zł za trzy lata), choć na starcie negocjacji jesienią ubiegłego roku ligowa spółka wyobrażała sobie, że dostanie nawet pół miliarda.

A to oznacza, że kluby mogą dostać netto mniej niż dotychczas, ponieważ Ekstraklasa SA musi jeszcze wydać kilkadziesiąt milionów na produkcję sygnału, co ma robić zależna od niej spółka Live Park (zamiast powiązanej z francuską stacją firmy Multiproduction). Prezesi w większości kręcili więc nosami na nowe warunki, ale w końcu porozumienie osiągnięto. - Właśnie wysyłamy klubom ostateczny projekt umowy do akceptacji - mówi Jacek Masiota, przewodniczący rady nadzorczej Ekstraklasy SA.

Niezdecydowanych przekonała obietnica, że kiedy powstanie należący do ligowej spółki kanał transmitujący mecze, ich zyski wzrosną. A może powstać... w każdej chwili. - W umowie z Canal+ jest punkt pozwalający ją rozwiązać do końca każdego roku kalendarzowego. Wtedy od następnego sezonu transmisje w całości będzie realizowała Ekstraklasa TV, a stacje czy wręcz telewizje osiedlowe będą mogły kupować wybrane mecze - tłumaczy Masiota.

W Canal+, który formalnie jeszcze nie jest właścicielem praw medialnych, ba, teoretycznie już od następnego sezonu może je stracić, też panuje zadowolenie. - W maju Ekstraklasa SA ogłosiła, że wybiera ofertę Canal+, i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Chcielibyśmy podkreślić, że nie informowaliśmy wówczas, że umowa została zawarta, a jedynie wyrażaliśmy wielką satysfakcję z wyboru naszej propozycji. Wkrótce zaprosimy przedstawicieli mediów na spotkanie, na którym poinformujemy o szczegółach porozumienia - mówi Jacek Okieńczyc, dyrektor ds. sportu Canal+.

Jak się dowiadujemy, i francuska stacja, i te, którym odsprzeda sublicencje (Polsat, Eurosport), już są przygotowane do rozpoczynającego się za niespełna dwa tygodnie sezonu. Utworzono szczegółowe terminarze wszystkich transmisji, inauguracja w piątek 29 lipca o godz. 18 meczem Ruch Chorzów - PGE GKS Bełchatów. Od tego sezonu każda kolejka rozłożona jest na cztery dni (piątek-poniedziałek, w systemie 2-3-2-1), a mecze rozpoczynają się o różnych godzinach, wszystkie można na żywo obejrzeć w TV.

W piątek Ekstraklasa SA postanowiła też, że do 25 lipca prezesi wszystkich klubów spotkają się, by wreszcie podjąć decyzję w sprawie udziału w meczach zorganizowanych grup kibiców gości. Ligowa spółka już wcześniej wydała oświadczenie, że granie bez fanów przyjezdnych mija się z celem, ale nie jest pewne, czy pójdzie na otwartą wojnę z rządem, który niedawno ustami ministra spraw wewnętrznych i administracji Jerzego Millera jasno dał do zrozumienia, że oczekuje przedłużenia zakazu obowiązującego od majowych zamieszek podczas finału Pucharu Polski.

Mało tego, jak udało się nam ustalić, podczas ubiegłotygodniowego szkolenia dla działaczy w sprawie bezpieczeństwa na stadionach przedstawiciel policji bez ogródek ostrzegł, że jeśli kluby wpuszczą na trybuny kibiców gości, policja każdorazowo nie będzie dopuszczała stadionów ze względów porządkowych, w efekcie czego lokalna administracja zabroni organizacji meczów.

Przedsmak takiej sytuacji już mamy w Bełchatowie, gdzie spotkania w roli gospodarza ma rozgrywać ŁKS. Tamtejsza policja w ubiegłym tygodniu nie zgodziła się na udział w meczach kibiców z Łodzi, czyli formalnie gospodarzy. Trudno zatem przypuszczać, by teraz pozwoliła, by do Bełchatowa przyjeżdżali sympatycy rywali łodzian.

Najlepiej zarabiający sportowcy świata według Sports Illustrated