Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Przedostatnia kolejka Ekstraklasy. Komu puchary, komu spadek?

W 29. kolejce nie wyjaśniło się prawie nic. O puchary nadal walczą Śląsk Wrocław, Jagiellonia Białystok, Lechia Gdańsk, Widzew Łódź, Lech Poznań i Górnik Zabrze. O utrzymanie Cracovia, Polonia Bytom i Arka Gdynia. W najlepszej sytuacji jest ta pierwsza, która po 29. kolejce wydostała się ze strefy spadkowej.
29. kolejka Ekstraklasy

Arka Gdynia - Legia Warszawa 2:5

Arka Gdynia ma coraz mniejsze szanse na utrzymanie. W meczu u siebie została rozbita przez Legię Warszawa 2:5

Od początku spotkania dominowali goście. Pierwszego gola zdobył Manu po tym jak na pustą bramkę piłkę wyłożył mu Miroslav Radović. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy gola w zamieszaniu w polu karnym zdobył asystujący wcześniej Serb. Minutę wcześniej drugą żółtą kartkę zobaczył Mateusz Siebert i Arka musiał grać w "10".

Druga połowa to nadal przewaga Legii. Najpierw dwukrotnie bramkarza gospodarzy pokonał Michał Kucharczyk. Przy stanie 0:4 do słowa doszła Arka. Dwa gole Macieja Szmatiuka przywróciły nadzieje kibicom na stadionie. Pozbawił jej ich w 86. minucie Ariel Borysiuk.

Cracovia - Jagiellonia Białystok 3:0

Jagiellonia przegrała, spadła na czwarte miejsce w tabeli i zmniejszyła swoje szanse na wicemistrzostwo. Do utrzymania w lidze przybliżyły się natomiast Pasy, którym pomogły wyniki na innych stadionach.

Piłkarze Probierza zaczęli mecz bardzo ostrożnie. Nie atakowali tak odważnie jak Pasy i właśnie za taką grę zostali ukarani. Po faulu na przebojowym od początku meczu Ntibazonkizie, wynik uderzeniem z rzutu wolnego otworzył Mateusz Klich. Do końca pierwszej połowy Cracovia nadal przeważała, ale najgroźniejszą - i jedyną w pierwszej części - sytuację stworzyli sobie goście. Strzał Pejovicia z kilku metrów minimalnie minął bramkę Kaczmarka.

Po zmianie stron goście przejęli inicjatywę. W końcu zaczęli grać agresywniej, przebywali na połowie Cracovii, ale już w 53. minucie nadziali się na kontrę. W rolę asystenta wcielił się Klich, a do siatki trafił Suvorov.

Po tym golu Jagiellonia zgasła. Jedyne zagrożenie potrafił stworzyć Marcin Burkhardt, ale wszystkie jego strzały z dystansu pewnie bronił Kaczmarek.

Cracovia nadal czekała na kontry i właśnie po jednej z nich całkowicie dobiła rywala. Znów świetnym podaniem popisał się Klich, a sytuację sam na sam z Sandomierskim wykorzystał Struna.

Po porażkach Arki i Polonii Bytom, Pasy wydostały się ze strefy spadkowej. W ostatniej kolejce gra na wyjeździe z GKS-em. Jagiellonia zmierzy się u siebie z Ruchem.

Korona Kielce - Górnik Zabrze 1:0

W 12. min. po dośrodkowaniu w pole karne Andrzeja Niedzielana bliski pokonania własnego bramkarza był Adam Danch, a dwie minuty później soczyste uderzenie z dystansu Jakuba Bąka wybronił Adam Stachowiak.

Korona dobrze radziła sobie także w defensywie. Kielczanie bez problemów rozbijali ataki zabrzan. Potknięć nie potrafili ustrzec się jednak, gdy piłkarze Adama Nawałki wykonywali stałe fragmenty. W 23. min. po krótko rozegranym rzucie rożnym w "szesnastkę" mocno dograł Grzegorz Bonin, piłkę musnął Sikorski, a ta otarła się o lewy słupek bramki Zbigniewa Małkowskiego i - na szczęście dla kielczan - opuściła boisko. Kielecki stadion wreszcie na dobre poderwał się w końcówce. Najpierw Paweł Sobolewski przejął piłkę na własnej połowie pognał ile sił, minął kilku rywali i z linii pola karnego trafił w słupek. Po chwili kielczanie przeprowadzili prawdziwą kanonadę na bramkę Stachowiaka, decydująca próba Ediego nie dosięgła jednak celu.

Druga odsłona dla odmiany mogła mieć jednak wymarzony początek dla gości. Pozostawiony w "szesnastce" bez opieki Robert Jeż technicznie uderzył nad Małkowskim i piłka tylko o centymetry minęła słupek. W kolejnej akcji golkipera Korony do sporego wysiłku zmusił zaś Bonin. Korona szybko jednak wróciła na właściwe tory. Kielczanie znów zaczęli przeważać, gościć pod bramką Górnika. Swego dopięli w końcu w 65. min. Na prawej stronie wielką pracę wykonał Paweł Golański, który ofiarnie powalczył o piłkę, dograł w pole karne, a tam Grzegorza Lecha powalił Bonin. "Jedenastkę" pewnie wykorzystał i zdobył swojego 12 gola w sezonie Andrzej Niedzielan. Udział we wczorajszym zwycięstwie miał również 18-letni wychowanek Korony Andrzej Paprocki, który dwie minuty przed końcem zastąpił "Wtorka".

Widzew Łódź - Lechia Gdańsk 1:0

Widzew Łódź pokonał na własnym stadionie Lechię Gdańsk 1:0 i zrównał się z Lechistami w liczbie punktów. Gola na wagę trzech punktów strzelił już w 3. minucie Piotr Grzelczak.

Szybko prowadzenie pozwoliło Widzewowi się cofnąć i liczyć na kontry. To mogło się na nich zemścić. Lechiści przeważali i piłka kilka razy po ich strzałach lądowała na poprzeczce. Ostatecznie gościom udało się dowieźć zwycięstwo.

Na kolejkę przed końcem obie drużyny mają po 43 punkty na koncie, zajmują 5. i 6. miejsce w tabeli i mają realną szansę na awans do europejskich pucharów.

Polonia Warszawa - GKS Bełchatów 0:0

Drużyny z Konwiktorskiej zabraknie w przyszłym sezonie w europejskich pucharach. Szansę przed meczem z GKS Bełchatów miała niewielkie, ale zwycięstwo pozwoliłoby je zachować. Zabrakło goli.

Polonia nie tylko nie wygrała, ale mogła wczoraj stracić trzy punkty. W 82. minucie po błędzie obrońców Mateusz Cetnarski wbiegł w pole karne i został powalony na murawę przez bramkarza Michała Gliwę. Sędzia pokazał bramkarzowi Polonii tylko żółta kartkę, choć gdyby nie było faulu, bełchatowianin pewnie skierowałby piłkę do siatki. Okazję miał po chwili, ale jego strzał z rzutu karnego obronił Gliwa.

Ruch Chorzów - Śląsk Wrocław 1:2

W pierwszej połowie kibice doczekali się emocji i ładnych goli. Od początku spotkania Śląsk wypracował sobie pokaźną przewagę, szybko strzelił gola, który w pewnym stopniu ustawił przebieg gry. Po dośrodkowaniu Mili i dużym zamieszaniu w polu karnym, piłkę do bramki skierował Ćwielong. Przeważający Śląsk podwyższył wynik na 2:0 po kapitalnej przewrotce Elsnera, ale wtedy... wrocławianie stracili kontrolę nad spotkaniem. Kontaktową bramkę po strzale z woleja zdobył Janoszka.

W drugiej połowie Śląsk świetnie bronił dostępu do własnej bramki. Skuteczna obrona pozwoliła wrocławianom wygrać z Ruchem i poczynić olbrzymi krok ku europejskim pucharom! Porażka Jagiellonii i Lechii sprawia, że Śląsk jest bardzo bliski wicemistrzostwa Polski!

Polonia Bytom - Lech Poznań 1:2

Pierwszą połowę Lech rozegrał tak naprawdę na pół gwizdka. Cóż z tego, skoro poznańscy piłkarze indywidualnymi umiejętnościami tłamszą gospodarzy. Zawodnikom Polonii nie można było odmówić ambicji w grze, ale momentami w ich grze widać było braki w podstawowym wyszkoleniu. Najlepszym tego przykładem może być sytuacja po której Jakub Wilk zdobył bramkę. Skrzydłowy Lecha uderzył z rzutu wolnego w samo okienko, ale Seweryn Kiełpin w niesamowity sposób zdołał uchronić swój zespół przed stratą bramki. Cóż z tego, skoro piłkę we własnym polu karnym przepuściło kilku jego partnerów, ta znów trafiła do Wilka i tym razem bramkarz gospodarzy był już bez szans.

Druga część meczu to już zupełnie inny obraz gry. Wpuszczony po przerwie na boisko David Kobylik uporządkował grę i Polonia zaczęła dominować. Cóż z tego, skoro po kilku minutach Adrian Chomiuk pociągnął za koszulkę wychodzącego sam na sam Mateusza Możdżenia i został wyrzucony z boiska.

Co ciekawe, przewaga bytomian od tego momentu... wzrosła. Lech zaczął wybijać piłkę na oślep i miał problemy z wymianą kilku podań. Wszystko zmieniło się w 80. minucie po pojawieniu się na boisku Semira Stilicia. W swojej pierwszej akcji zagrał zewnętrzną częścią stopy na lewą stronę do Luisa Henriqueza, ten dośrodkował w pole karne i Bośniak strzałem głową pokonuje Kiełpina. Szkoda, że prawdopodobnie w przyszłym sezonie nie zobaczymy już Stilicia na naszych boiskach.

Dziesięć minut później równie piękną akcję przeprowadzili gospodarze. Na lewej stronie kapitalną klepkę, przesuwając się przy tym w pole karne Lecha, rozegrali Kobylik, Barcik i Radzewicz. Gol tego ostatniego niewiele jednak zmienił. Polonia jest czerwoną latarnią ligi, a w niedzielę jedzie na Łazienkowską zmierzyć się z Legią. Ciężko będzie utrzymać Ekstraklasę w Bytomiu.

Zagłębie Lubin - Wisła Kraków 0:3

Przed meczem obie drużyny nie walczyły już o nic - Wisła 2 kolejki temu zdobyła mistrzostwo, lubinianie nie mieli już szans ani na europejskie puchary, ani na spadek. Spotkanie odbywało się bez udziału kibiców przez co trener Maaskant traktował je jako towarzyską potyczkę i okazję do sprawdzenia kilku zawodników.

Różnica klas była widoczna już w pierwszej połowie. Lepsze wrażenie stwarzali gospodarze, ale to Wiślacy pierwsi zdobyli bramkę. Po ładnej zespołowej akcji do pustej bramki trafił Kirm.

Po przerwie Rymaniak sfaulował w polu karnym Meliksona, a który sam pewnie zamienił karnego na bramkę. Losy meczu były już właściwie rozstrzygnięte, ale gospodarze uporczywie chcieli strzelić kontaktową bramkę. Tuż przed końcem meczu nadziali się na kontrę świetnie wyprowadzoną przez Meliksona. Kirm dokładnie oddał piłkę do Riosa, który technicznie przerzucił ją nad Ptakiem.

Redaktor też człowiek. Zobacz co nas wkurza na Facebook.com/Sportpl ?