Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lech wyrzuca oplutego kibica

Władze Lecha Poznań wzięły się za porządek na stadionie. Zaczęły od... kibica, którego opluł szef ?Wiary Lecha?.
Maciej W., właściciel warsztatu samochodowego pod Poznaniem, w sobotę - w trybie przyspieszonym - stanął przed sądem za niewykonanie polecenia ochrony. Grozi za to grzywna do 2 tys. zł. Sąd jednak wyroku nie wydał. - Bo sprawa nie jest jednoznaczna. Musimy przesłuchać kolejnych świadków - relacjonuje rzecznik poznańskiego sądu Jarema Sawiński.

W czwartek Lech Poznań grał w towarzyskim meczu z Borussią Dortmund. Wśród 40 tys. widzów był Maciej W. - Zobaczyłem, że przez murawę idzie facet w garniturze i dwóch ochroniarzy. Poprosili mnie o bilet. Pokazałem. Zapytali też kibica za mną, biletu nie miał. Jego zostawili, mnie zabrali - relacjonuje kibic. Ochrona zbadała go alkomatem. Wykazał ok. promila alkoholu. - Tak, wypiłem przed meczem trzy piwa - przyznaje Maciej W. - Szwagier też wypił, ale tylko mnie zabrali, choć stałem spokojnie. Przekazali mnie policji. Patrol spisał mnie i puścił. Wróciłem na stadion.

Mężczyzną w garniturze, który osobiście sprawdzał bilet Macieja W., był dyrektor ds. bezpieczeństwa Lecha Henryk Szlachetka. Policja - na podstawie zeznań Szlachetki - skierowała sprawę do sądu. Klubowy działacz przekonuje, że W. nie chciał opuścić schodów. - Nie było żadnych poleceń. Stała tam większa grupa. Szlachetka interesował się tylko mną - mówi Maciej W.

Kibic twierdzi, że ochrona szukała pretekstu, by odegrać się za zeznania obciążające szefa "Wiary Lecha" Krzysztofa M., "Litara". W styczniu ujawniliśmy nagranie ze stadionowego monitoringu, na którym widać, jak "Litar" atakuje rodzinę z dwójką dzieci. Napadniętym jest Maciej W., na filmie w biało-czerwonych barwach. "Litar" uderza go "z główki" i pluje mu w twarz, a potem pluje jeszcze w kierunku jednej z kobiet.

Maciej W. nie zgłosił się na policję, ale policja odnalazła go i przekonała do złożenia zeznań. A prokuratura - ze względu na ważny interes społeczny - z urzędu wszczęła śledztwo przeciwko "Litarowi" i tydzień przed meczem z Borussią postawiła mu zarzuty.

Henryk Szlachetka, który osobiście zatrzymał Macieja W., zapewnia: - Nie wiedziałem, kim jest ten pan.

Ale policjanci potwierdzają, że w trakcie meczu z Borussią ochrona przekazała im tylko jedną osobę, czyli Macieja W.

Lech zapowiedział ukaranie kibica zakazem stadionowym (złamał regulamin, bo był pod wpływem alkoholu).

Takich zakazów stadionowych poznański klub nie wydał po jesiennej zadymie na meczu z Wisłą Kraków. Szlachetka twierdził wtedy, że nie rozpoznaje uczestników bijatyki. Na pewno znał jednak "Rolnika", który niezatrzymywany przez ochronę przeszedł przez cały stadion, pokonując po drodze kilka płotów. Razem ze Szlachetką odwodził kiboli Lecha od ataku, ale wcześniej złamał stadionowy regulamin. Szlachetka dwa tygodnie temu mówił nam: - Zakazy stadionowe powinni dostawać prawdziwi pseudokibice.

Na czele grupy atakującej wiślaków stał niejaki "Didi", który zajmuje honorowe miejsce w "kotle" rządzonym przez poznańskich kiboli. On także nie dostał zakazu stadionowego.

Jeden z oficerów policji zajmujących się stadionową przestępczością: - Szkoda, że dyrektor Szlachetka nie był tak gorliwy, gdy trzeba było identyfikować pseudokibiców Lecha po zadymie w Bydgoszczy.

Po postawieniu zarzutów "Litarowi" Lech Poznań zapowiedział rozwiązanie umowy z jego firmą kateringową Trocadero, która obsługuje stadionową gastronomię i zajmowała nielegalnie magazyn na piłkarskiej arenie. "Litar" pozostaje szefem "Wiary Lecha", a klub twierdzi, że nadal będzie z nim rozmawiał.

Scenariusze dla Ruchu Chorzów  ?