Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Polski najazd na Turcję

W żadnej z najwyższych lig europejskich wiosną nie zagra tylu polskich piłkarzy, co w tureckiej Superlidze. Do występujących nad Bosforem Arkadiusza Głowackiego, Marcina Kusia i Michała Żewłakowa dołączyli Kamil Grosicki, Marcin Robak, Mariusz Pawełek oraz bracia Piotr i Paweł Brożkowie. O tym, jak tureckie media przyjęły najazd Polaków, co ich tam czeka i który z nich ma największe szanse na to, by zostać wielką gwiazdą opowiada ?Metru? Kaan Dobra, czyli mieszkający w Turcji były reprezentant Polski, Roman Dąbrowski
Turecka Super Lig jest siódmą najbogatszą ligą w Europie. W letnim okienku transferowym jej kluby zakupiły zawodników za 93 miliony euro. Po miejscowych boiskach w przeszłości biegały takie gwiazdy jak Gheorghe Hagi, Roberto Carlos, czy Nicolas Anelka. A dziś w największych klubach ze Stambułu (Be ikta , Galatasaray, Fenerbahce) grają m.in. były gwiazdor Realu Madryt Guti, król strzelców Euro 2004 Milan Baroš, czy najlepszy napastnik poprzedniego sezonu Ligue 1 Mamadou Niang. Tureckie zespoły zawsze chętnie sięgały po polskich piłkarzy, którzy zdobywali mistrzostwa tego kraju. Z Besiktasem po tytuł sięgali Jarosław Bako, Adam Zejer i po raz ostatni - siedem lat temu - Roman Dąbrowski. Teraz za jednym zamachem wygrać mistrzostwo z Trabzonsporem, liderem rozgrywek, może trzech Polaków - Głowacki i bracia Brożkowie. - Są na to duże szanse. Trabzonspor ma pięć punktów przewagi i jeśli w ciągu pięciu pierwszych spotkań nie straci punktów, to już nikt go nie zatrzyma. Tym bardziej, że wszystkie najtrudniejsze mecze ma na wyjazdach, a na wyjazdach gra lepiej niż u siebie - mówi nam Dąbrowski.

Z Romanem Dąbrowskim rozmawia Piotr Kalisz

Skoro w jednym okienku transferowym tureckie kluby ściągają aż pięciu polskich piłkarzy, możemy to chyba uznać za komplement dla polskiego futbolu?

- Oczywiście. Rzadko się zdarza, by w trakcie sezonu aż tylu zawodników z jednego kraju przechodziło do tureckiej Superligi. A to naprawdę mocne rozgrywki. Dużo lepsze niż wtedy, kiedy ja tu przyjeżdżałem kilkanaście lat temu. Na pewno jest to bardziej profesjonalna liga, są dobre pieniądze, to odpowiedni kraj do grania w piłkę. Dla mnie to bardzo fajna wiadomość. Będę widział więcej polskiego futbolu.

Nigdzie, oprócz Polski, nie będzie go tyle, co w Turcji. Ta piątka dołączy do grających tu już wcześniej Głowackiego, Marcina Kusia (Istambuł BB) i Michała Żewłakowa (Ankaragücü).

- Polaków się tutaj ceni. Głowacki zanim doznał kontuzji zbierał za swoją grę bardzo dobre recenzje. Pozostali dwaj też sobie radzą, grają równo.

Jak tureckie media komentują nowe transfery?

- Największe emocje wzbudza transfer Brożków. Bracia trafili do drużyny lidera, czwartego najbardziej utytułowanego klubu w Turcji - po Fenerbahce, Galatasaray i Besiktasie. Dużo się o tym pisze. O reszcie, nic jej nie ujmując, są tylko wzmianki.

Co mówi się o Brożkach?

- Że są to ludzie, którzy mają pomóc Trabzonsporowi wywalczyć mistrzostwo. Moim zdaniem Paweł będzie tu gwiazdą. Trabzonspor gra piłkę pod niego, bardzo ofensywną. A nie powinien on mieć problemów z miejscem w podstawowym składzie. Na brak podań też nie będzie narzekał. Dlatego drzwi do niezłej kariery stoją przed nim otworem.

Na co muszą uważać w Turcji polscy piłkarze?

- Muszą się zaaklimatyzować. Tu jest trochę inna piłka, inna mentalność, inna kultura. Później to wszystko zawodnikom wyjdzie na plus, ale na początku mogą doznać lekkiego szoku. Szczególnie w Trabzonsporze, gdzie kibice nie tolerują porażek. Nasi piłkarze muszą ostro się sprężyć, zrobić wszystko, by nie zajść im za skórę.

Bo inaczej...

- Są fanatycy, którzy w trakcie meczu wygrażają zawodnikom. Mi też to robili, ale na szczęście nigdy nic złego mnie nie spotkało. Atmosfera jest bardzo gorąca, na szczęście wszystko jest teraz świetnie zorganizowane. Kibice nie mają wstępu do baz treningowych, a każdy mecz jest odpowiednio ochraniany.

Na co jeszcze muszą się przygotować nasi zawodnicy?

- Będą przed nimi stawiane duże wymagania, bo tu zawsze bardziej zwraca się uwagę na obcokrajowców. Tureccy trenerzy wypowiadają się jednoznacznie - zawodnik, który przychodzi zza granicy, musi być lepszy od krajowego. Ale polscy zawodnicy nie mają, czego się wstydzić. Brożek według mnie jest lepszy od Milana Baroša z Galatasaray, który ostatnio głównie się kuruje.

Ale do grającego w Fenerbahce Nianga raczej trochę mu brakuje.

- No to już jest zawodnik naprawdę dużej klasy.

Strzelec 18 bramek w ubiegłym sezonie dla Olympique Marsylia zarabia rocznie 3,6 mln euro. Polscy zawodnicy też raczej nie będą biedować.

- Gwiazdy zarabiają kolosalne pieniądze. Aż za duże. Najlepsi piłkarze dodatkowo otrzymują super luksusowe apartamenty i auta. Naprawdę - żyć nie umierać.

W Turcji piłkarzom rzeczywiście musi się dobrze żyć, skoro przyjął pan tureckie obywatelstwo i nazwisko Kaan Dobra.

- Nie narzekam. Jest ciepło (śmiech) i wielu problemów tutaj nie ma. Może i ludzie są impulsywni, ale są też naprawdę przyjaźnie i pozytywnie nastawieni.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej był pan dyrektorem technicznym Kocaelisporu. Czym teraz pan się zajmuje?

- Przeprowadziłem się do Stambułu, pracuję jako koordynator w sportowej szkółce dla dzieci, gdzie są zajęcia od jeździectwa począwszy na piłce nożnej skończywszy. Nadzoruję pracę trenerów.

I zgaduję, że wybierze się pan na stadion, gdy do Stambułu będą przyjeżdżali grać Polacy?

- Na pewno będę im kibicował. Niech nas, polskich mistrzów tego kraju będzie jak najwięcej.