Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

I liga. Odra Wodzisław nie przetrwa zimy?

Partyzantka, amatorka, prowizorka to ostatnio najczęstsze określenia sytuacji panującej w Odrze Wodzisław. Jeszcze pół roku temu klub grał w ekstraklasie, dziś wiele wskazuje na to, że zniknie z futbolowej mapy.\
Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv »

Zespół skończył rundę w pierwszej lidze na bezpiecznym ósmym miejscu, a kibice nie mogą się nachwalić ambitnie grającej ekipy, która mimo trudności wydzierała punkty możniejszym rywalom. W Wodzisławiu nikt nie ma jednak złudzeń, że w tym kształcie drużyny wiosną na pewno nie zobaczymy. Dziś kwestią istotniejszą jest to, czy jakąkolwiek zobaczymy w ogóle.

- Dwa tygodnie temu złożyliśmy wezwanie do zapłaty. Musi upłynąć 30 dni, po których będzie można złożyć wniosek o rozwiązanie kontraktu z winy klubu. Być może władze klubu tego oczekują - mówi Jan Woś, zawodnik Odry i asystent trenera Jarosława Skrobacza.

Chociaż treningi zaplanowano do 3 grudnia, szkoleniowiec zdecydował, że gracze zamiejscowi mają wcześniej rozjechać się do domów. - Powód jest prozaiczny. Tutaj nie mieliby za co przeżyć. Z mieszkań są wyrzucani, bo nikt nie płaci czynszu - wyjaśnia trener Odry. Sam zresztą pozostanie trenerem tylko do końca roku, bo zarząd postanowił nie przedłużać z nim umowy.

O ile krajowi zawodnicy mają gdzie wracać, to np. Nigeryjczyk Samuelson Odunka ma poważny problem. - A niby skąd ten chłopak ma wziąć na bilet do Lagos? Ma iść na bruk? - pyta Woś. Napastnik z Afryki nie miał tyle szczęścia co Gruzin Koba Szalamberidze, któremu lot do ojczyzny opłacił jeden z działaczy klubu. - Czy tu jeszcze wrócę? Nie sposób przewidzieć - przyznał przed wylotem Gruzin.

Nawet od graczy z pobliskiego Rybnika szkoleniowcy nie wymagają stawiania się na zajęciach, bo wiedzą, że nie mają oni za co zatankować benzyny. Mieszkający w oddalonych 20 km od Wodzisławia Krzyżanowicach pomocnik Andy Surgota dojeżdżał... na rowerze! - Chłopak już ze trzy razy był na L4. Przy takiej pogodzie nikogo to jednak nie dziwi, że choruje - kręci głową Woś.

Wyróżniający się gracze, jak Błażej Radler czy Andrzej Rybski, powinni w miarę łatwo znaleźć nowe zatrudnienie. Tym drugim interesuje się m.in. Górnik Polkowice. Pozyskani w trakcie sezonu Marcin Chmiest oraz Robert Kłos, którzy mieli ważne kontrakty do grudnia z opcją przedłużenia, raczej z tej furtki nie skorzystają. Co z innymi? - Nie ma takiej opcji, bym został - stawia sprawę jasno Krzysztof Markowski, jeden z bardziej doświadczonych zawodników.

Odrą od sierpnia rządzą działacze z Czech. Od tego czasu piłkarze dostali łącznie (co sami skrzętnie wyliczyli) 90 tys. zł do podziału. Spółka jest niewydolna finansowo. W tle przewijają się egzekucje komornicze, olbrzymie sumy z tytułu niezapłaconych prowizji menedżerskich z szaleńczej wiosny, nieuregulowana przez Viktorię Żiżkov kwota transferowa za Mateusza Słodowego (200 tys. zł), oskarżenia Mlekovity o bezprawne i bezpodstawne występy z jej reklamą na koszulkach, wreszcie sprawy sądowe pozakładane przez byłych graczy i trenerów.

- Chcemy wszystko tak uregulować, by Odra mogła nadal istnieć. Akcja ratunkowa to nasza podstawowa motywacja. Sytuacja ekonomiczna jest fatalna po działaniu byłych prezesów - stwierdza Marek Zdrahal, prezes klubu.

Jego słowa piłkarzy nie przekonują. - Ktoś, kto walczył jak lew o przejęcie klubu, nie może zasłaniać się tym, że nie znał sytuacji - uważa Woś. A Skrobacz dodaje: - Naprawdę nie wierzę w to, by Odra przetrwała.

ŁKS Łódź » szuka wzmocnień


Więcej o: