Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Losy Odry w zawieszeniu. "Obstrukcja" ze strony Czechów

Posiedzenie rady nadzorczej spółki Odra S.A., która miał powziąć decyzje dotyczące dalszego funkcjonowania klubu po spadku do pierwszej ligi, zostało sparaliżowane.
Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv »

Przeszkodą okazała się nieobecność na obradach czeskich członków rady: Marka Zdrahala oraz Karela Possingera. - Spodziewałem się, że każda ze stron przedstawi swój plan działania. Liczyłem się nawet z zażartą walką w obronie własnych racji. Tymczasem Czesi zignorowali to ważne posiedzenie. Najśmieszniejsze, że nawet nie poznaliśmy przyczyn tej obstrukcji - kręci głową Marian Oślizło, reprezentujący większościowego udziałowca spółki, czyli stowarzyszenie MKS Odra.

Czeska strona dostarczyła do klubu jedynie pismo, w którym odwołała się do przerwanych w styczniu obrad rady, kiedy miało dojść do głosowania nad wnioskiem o odwołanie prezesa klubu Ireneusza Serwotki. Co ciekawe, wniosek ten miał stanowić jeden z pierwszych punktów wczorajszego posiedzenia! - Trudno było jednak nad nim głosować, skoro zabrakło wnioskodawcy - przyznaje Oślizło.

Dariusz Kozielski z zarządu klubu próbował dowiedzieć się, jakie były powody absencji Czechów, ale nie odbierali oni telefonów. Nam również nie udało się z nimi skontaktować.

Andrzej Rojek, przewodniczący rady jest zdegustowany postawą Czechów. - Pokazali, jak wielką miłością pałają do Odry. Nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji? Chyba, że planują postawić spółkę w stan upadłości? - mnoży wątpliwości.

Kozielski, który chciał przejąć kontrolę nad pakietem 58 proc. akcji stowarzyszenia, zaczyna się poważnie zastanawiać, czy ma to sens. - Mam wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności, wyprowadzić klub na prostą, a wtedy przyjdą Czesi i być może mnie jeszcze zlicytują - traci zapał Kozielski. I dodaje: - Jeśli nie będzie kompromisu, nie biorę tego na własne barki.

Przedstawiciele polskiej strony w klubie nie bardzo wiedzą, jak w tych warunkach dalej funkcjonować. - Musimy sprawdzić, czy w ogóle jesteśmy w stanie bez Czechów prawnie działać - mówi Kozielski. Zgodnie ze statutem spółki każda uchwała rady, by mogła wejść w życie, wymaga zgody 90 proc. członków.

W ramach poszukiwania nowych form finansowania zarząd spółki zaproponował emisję akcji skierowaną głównie do drobnych inwestorów. Zakłada ona wpływy na poziomie 1,5 mln zł. Posiadający 20 proc. udziałów Rojek jest skłonny poprzeć ten pomysł. - Chcąc zachować swój dotychczasowy parytet, także musiałbym dokupić akcje i byłbym gotów to zrobić. Czegoś podobnego oczekiwałbym od czeskiego udziałowca. W zeszłym roku akcjonariusz czeski jednak nie wyraził na to zgody - przypomina Rojek.

Wolę zostania nowym akcjonariuszem wstępnie wyraziło też podobno miasto. - Pan prezydent zadeklarował, że gdyby uzyskał aprobatę radnych, to jest jak najbardziej "za" - przekonuje Rojek.

W środę ma się odbyć w klubie walne zebranie. Według Rojka zanosi się na zmiany w składzie rady nadzorczej. Czechów miałby zastąpić Andrzej Surma, były szef stowarzyszenia, a obecnie pełnomocnik Zdenka Zlamala, właściciela 20 proc. akcji Odry. Czy ktoś w ogóle będzie jednak reprezentował współwłaścicieli klubu zza południowej granicy? - Patrząc na ewentualny skład I ligi w przyszłym sezonie, można by śmiało myśleć o powrocie do ekstraklasy. Ale do tego potrzeba zaangażowania wszystkich zainteresowanych - kończy Rojek.

Jan Woś: » Kibicom trzeba powiedzieć prawdę


Więcej o: