Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Dariusz Wdowczyk obciąża Engela juniora

- Po rundzie jesiennej sezonu 2003/04 Jerzy Engel junior poinformował mnie, że jest w lidze cichy układ przeciwko nam, żebyśmy nie awansowali. A on zna człowieka, który może nam pomóc. Tak poznałem Andrzeja B. - zeznawał we wtorek w sądzie Dariusz Wdowczyk.
Były trener Kolportera Korony, który po wcześniejszym dobrowolnym poddaniu się karze, we wrześniu został skazany na 3 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat oraz 100 tys. zł grzywny i 3-letni zakaz zajmowania stanowisk w zawodowym sporcie, był pierwszym świadkiem w procesie o korupcję w kieleckim klubie.

We wtorek w sądzie opowiadał, jak do niej doszło. - Po rundzie jesiennej sezonu 2003/2004 Jerzy Engel junior poinformował mnie, że jest w lidze cichy układ przeciwko nam, żebyśmy nie awansowali. A on zna człowiek, który może nam pomóc. Tak poznałem Andrzeja B. - zeznawał. Cała trójka, spotkała się przed rozpoczęciem rundy wiosennej w warszawskim domu Wdowczyka. B. był na nim rekomendowany jako "specjalista od awansów", z rozległymi znajomościami wśród sędziów i obserwatorów. Rok wcześniej miał pomóc Cracovii wygrać trzecią ligę. Kosztem... Kolportera Korony. - W moim pierwszym sezonie po przyjściu do Kielc w tabeli goniliśmy Cracovię. Wiosną wygraliśmy w Krakowie bezpośredni mecz i traciliśmy do nich już tylko dwa punkty. Pewnie szliśmy na awans, ale wtedy zaczęły dziać się, jakieś dziwne rzeczy, czuliśmy, że jesteśmy odgórnie sterowani - stwierdził.

Jego zdaniem sytuacja zaczęła się powtarzać w kolejnym sezonie. Po rundzie jesiennej mającą najsilniejszy skład w lidze Koronę wyprzedzała Stal Rzeszów. - Piłkarze widzieli co się dzieje. Skarżyli się, że są "kręceni", że znów możemy nie awansować - opowiadał. Obawy w rozmowie z Wdowczykiem potwierdził Engel. "Będziecie mieli problemy. Jest układ, które chce wam pokazać, że bogaty sponsor i znany trener, nie wystarczą na trzecią ligę" - miał mówić syn byłego selekcjonera reprezentacji Polski. - Trzecia liga to była wtedy czysta partyzantka - zauważył wczoraj Wdowczyk.

Zaradzić temu miał znajomy Engela ze studenckich czasów - Andrzej B. Piłkarze i trenerzy mieli robić regularne składki na pieniądze na łapówki, które potem miały do niego trafiać. On wziął na siebie opłacanie sędziów i obserwatorów. - Po powrocie z Warszawy spotkałem się z radą drużyny i poinformowałem o propozycji od Andrzeja, piłkarze ją zaakceptowali - przyznał. Wdowczyk wspólnie z B. ustalali, który mecz trzeba kupić i ile trzeba przygotować pieniędzy.

Z czasem wśród zawodników zaczęły jednak pojawiać się wątpliwości, na co naprawdę idą składki, czy rzeczywiście B. pomaga. - W ośmiu przypadkach przekazaliśmy pieniądze, ale sędziowie ich nie przyjęli, nie gwizdali pod nas. Nie wiem co się z nimi stało, ale do nas już nie wróciły - zastanawiał się Wdowczyk. Rozwiać obawy piłkarzy miała słynna już rozmowa przed jedynym z treningów na środku boiska przy Szczepaniaka. - W obecności zespołu zatelefonowałem do B. i włączyłem system głośnomówiący. Andrzej zapewniał, że wszystko idzie zgodnie z planem, że pracuje - wspominał.

Słowa dotrzymał. 29 maja 2004 roku po zwycięstwie 2:1 z Hutnikiem Kraków Kolporter Korona na dwie kolejki przed końcem zapewnił sobie awans do drugiej ligi. - Po ostatnim meczu umówiłem się z Andrzejem w Warszawie i w moim aucie przekazałem mu 30 tys. zł, które miał wcześniej obiecane za swoją pracę. Na tym nasza współpraca się zakończyła - zapewniał Wdowczyk.

Za dwa tygodnie przed kieleckim sądem mają zeznawać kolejni świadkowie: Andrzej W., były drugi trener Kolportera Korony oraz Paweł W., były kierownik drużyny. Łącznie w procesie o korupcję w kieleckim klubie oskarżonych jest 43 osób. 28 wcześniej dobrowolnie poddało się karze, 15 nie przyznaje się do winy. Prócz Andrzeja B. i Jerzego Engela juniora m.in. byli piłkarze Brazylijczyk H. i Maciej P.

Polonia zapłaci za reklamę - czytaj tutaj ?