Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Litewski taran zrobi karierę w Polsce?

Od soboty na ustach kibiców Odry Wodzisław jest tylko jeden piłkarz - litewski napastnik Deivydas Matulevicius. Fani są przekonani, że to właśnie on jest tym brakującym ogniwem w ataku, odpowiedzialnym za strzelanie goli, i już dopatrują się w nim następcy Bułgara Iljana Micanskiego.
Zobacz bramkę Matuleviciusa w serwisie Ekstraklasa.tv ?

Odra pod wodzą Ryszarda Wieczorka strzeliła zaledwie cztery bramki w 11 ligowych meczach. Autorem ostatniej, i kto wie, czy nie najważniejszej w sezonie, był 20-letni napastnik z Litwy Deivydas Matulevicius.

Reprezentant swojego kraju w kategorii wiekowej U-19, który został wypożyczony przez Odrę z drugoligowego klubu FC Vilnius (14 goli jesienią dla zespołu) na rok z opcją pierwokupu, zwycięskim golem w meczu z Lechią Gdańsk od razu podbił serca wodzisławskich kibiców. Co ważne, zdaniem szkoleniowca Odry piłkarz jeszcze w dniu meczu nie był w pełni gotowy do gry po przebytej chorobie. Wszedł w drugiej połowie meczu i strzelił gola, który znacznie zwiększa szanse Odry na pozostanie w ekstraklasie.

Kibice już obwołali go drugim Iljanem Micanskim, który w poprzednim sezonie wprawiał w zachwyt kibiców (pięć bramek w 13 meczach ligowych). - Deivydas nie jest lisem pola karnego, ale z jego warunkami fizycznymi [190 cm wzrostu, 83 kg - przyp. red.] trudno nim być. On jest stworzony do walki, wygrywania górnych piłek, taranowania rywali. Ma w sobie moc - zachwala rodaka najskuteczniejszy litewski napastnik w polskiej lidze Grażvydas Mikulenas. Piłkarz GKS-u Katowice twierdzi, że Matulevicius ma spore szanse na zrobienie kariery w Polsce i pobicie jego dorobku 31 goli w ekstraklasie. - Ja przyjechałem nad Wisłę w wieku 25 lat, on, mając lat 20. Nadspodziewanie szybko odnalazł się w nowych warunkach ligowych, a to znaczy, że ma talent - uważa Mikulenas.

"Miki" przyznaje, że przeskok między drugą ligą litewską a polską ekstraklasą jest bardzo duży, tak pod względem sportowym, jak i finansowym. Kontrakty w zespołach zaplecza I ligi litewskiej nie przekraczają kwoty 2,5 tys. zł. - Dlatego Deivydas trafił z tą Odrą całkiem nieźle. Jego klub FC Vilnius miał swego czasu ogromne ambicje sportowe, ale sponsora klubu, działającego w branży związanej z nieruchomościami, dopadł kryzys. Prezes klubu działał podobnie jak Antoni Ptak w Polsce, więc młodzi, utalentowani zawodnicy szybko z klubu pouciekali - mówi Mikulenas, który liczy, że coraz więcej jego rodaków będzie zasilać polską ligę.

- W ostatnich latach litewski piłkarz w pierwszej kolejności wybierał bogatą Rosję bądź Ukrainę. Powoli się to jednak zmienia na korzyść Polski - przekonuje Mikulenas.

On nie miał takich kłopotów z adaptacją w zespole jak Matulevicius. - Ja znałem język rosyjski prawie tak dobrze jak ojczysty, więc ze zrozumieniem polskiego było mi łatwiej. Młodzi Litwini nie znają rosyjskiego, dlatego polski stanowi dla nich czarną magię. Ale jeśli nie będzie wyjątkowo odporny na wiedzę, to sobie poradzi - uważa Mikulenas.

Póki co bariera językowa jest w przypadku piłkarza Odry ogromnym problemem. - O Jezu, jak ja go usłyszałem w wywiadzie telewizyjnym, to myślałem: "Dzięki, dość...". Sądziłem, że lepiej sobie radzi z naszym językiem. Grunt, że taktykę łapie bez kłopotów - dziwi się dyrektor sportowy Odry Władysław Kowalik.

- Dla mnie Deivydas to taki tajemniczy Don Pedro. Nic nie gada, tylko chodzi i się uśmiecha. To typ samotnika. Ciągle stoi z boku z komórką albo laptopem. Pytanie tylko, czy z wyboru, czy z musu. To rola młodszych kolegów, żeby się nim zająć. Ja już nie uczestniczę we wspólnych wypadach na piwo - mówi kapitan Odry Jan Woś.

- Najważniejsze jednak, że strzela gole. Mnie szczególnie zaimponował w meczu z Ruchem, gdzie szedł jak taran, który miażdży rywali. Skoro trener zaufał mu po chorobie, to "Litwa" [przydomek wymyślony przez Wieczorka - przyp. red.] raczej będzie stale grał - przewiduje Woś.