Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Menedżer chce zlicytować Odrę i wstrzymać jej licencję

Prezes Ireneusz Serwotka zwodził mnie przez ponad miesiąc, robił jakieś wstępne porozumienia, raty, ale moim zdaniem tylko po to, żeby wyczyścić papiery i pochować niektóre umowy. Widać, że on to wszystko chce odwlec w czasie, żeby skasować pieniądze z Canal+ i spokojnie zacząć rundę - mówi Kazimierz Połczyński, któremu po wyroku sądu Odra musi zapłacić ok. 1,1 mln zł.
Odra Wodzisław przegrała proces przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach w listopadzie zeszłego roku. Sprawa dotyczy transferu piłkarza Mariusza Nosala, który w 1999 roku przeniósł się z Odry do Petro Płock. Wodzisławski klub nie uwzględnił wówczas Połczyńskiego przy podziale pieniędzy uzyskanych z transferu (kwota 1,4 mln zł).

Po wyroku sądu klub musi zapłacić menedżerowi ok. 1,1 mln zł. Wobec opieszałości w spłacie długu komornik sądowy zdążył już zająć aktywa sportowej spółki akcyjnej Odra, czyli 78,6 proc., których właścicielem jest stowarzyszenie MKS Odra. To ono jest głównym akcjonariuszem spółki i zdaniem prezesa spółki Ireneusza Serwotki spłata dawnego zadłużenia wobec menedżera leży w gestii stowarzyszenia. Połczyński przekonuje, że dotarł do umowy, która jasno precyzuje, że zobowiązanie winien uregulować Serwotka.

Rozmowa z Kazimierzem Połczyńskim

Marcin Fejkiel: Dlaczego nie zgadza się Pan z argumentem prezesa zarządu spółki Odra Ireneusza Serwotki, że dług wobec Pana nie należy do spółki, a do stowarzyszenia MKS Odra?

Kazimierz Połczyński: Ja sądziłem się z klubem Odra Wodzisław. W momencie kiedy Odra brała do siebie i pozbywała się Nosala, prezesem był Serwotka i to on mnie wykiwał na jego transferze. Fakt, że klub w związku z wymogiem licencyjnym dotyczącym przekształcenia w spółkę akcyjną rozdzielił się na dwa odrębne twory, niespecjalnie mnie interesuje. Korzystny dla mnie wyrok sądu dotyczy wprawdzie stowarzyszenia, ale spółka nie spadła z nieba, tylko powstała na jego bazie. Dwa tygodnie temu dotarłem do umowy z 26 września 2007 roku, która określa, na jakich zasadach powstał ten podmiot oraz kto i w jaki sposób ma spłacać długi klubu. Wynika z niej jasno, że spółka zabrała ze sobą od stowarzyszenia nie tylko miejsce w lidze oraz zawodników, ale także wszelkie zobowiązania. Postaram się to udowodnić. Dotąd skutecznie obalaliśmy wszystkie argumenty Serwotki. Obalimy i ten, że prezes i spółka Odra SA nie są stroną w tej sprawie. Gdybyśmy mieli wcześniej tę umowę, to i wyrok sądu byłyby na spółkę, a nie na stowarzyszenie.

W jaki sposób dotarł Pan do tej umowy?

- Wiedziałem o jej istnieniu od pewnego czasu, ale w żaden sposób nie można było jej wydobyć z PZPN-u. Została ona dobrze schowana tam przez Serwotkę. Myślę, że on już teraz wie, żeśmy jej szukali w PZPN-ie i ją przejęli w czasie, kiedy przebywał na zgrupowaniu piłkarzy Odry w Turcji.

Czy Pańskim zdaniem prezes Serwotka unika odpowiedzialności w tej sprawie?

- Serwotka to chytry lis, który gra na zwłokę. Nie wiem, dlaczego tak odwleka tę sprawę, skoro każdego dnia rosną mu odsetki. Albo znów zacznie ze mną rozmawiać, albo my na podstawie tej umowy będziemy mu wszystko blokować. Jeśli będzie trzeba, to zafundujemy mu kolejny proces. Przecież nie wycofam się z walki o należne mi pieniądze tylko dlatego, że on zrobił sobie nowy twór i udaje, że nie ma długu. Na kolejnych rozprawach twierdził, że między nami nie było żadnej umowy, potem, że ona się przedawniła, a teraz, że to nie jest jego wyrok. Robi wszystko, żeby nie zapłacić. Ja zaś nie mam nic do ukrycia. Chcę tylko udowodnić, że Serwotka kłamie, by utrzymać swój elektorat w Wodzisławiu.

Dlaczego Pan nie był w stanie porozumieć się z prezesem spółki w sprawie spłaty zadłużenia?

- Jeszcze w grudniu prezes Serwotka twierdził, że taka suma to dla niego pryszcz i że się dogadamy. Prosił, żeby odłożyć na bok wszelkie urazy i potraktować sprawę jak interes do załatwienia. Zwodził mnie przez ponad miesiąc, robił jakieś wstępne porozumienia, raty, ale moim zdaniem tylko po to, żeby wyczyścić papiery i pochować niektóre umowy. Przecież mnie nie zależy na tym, żeby Odrę ktoś wykupił czy zlicytował w taki sposób, że klub w ogóle przestanie istnieć. Chciałem pójść na ustępstwa i zawrzeć porozumienie, ale okazało się, że prezes nie miał żadnego zabezpieczenia. Jego warunek był zaś taki, żeby komornik zwolnił zablokowane przez nas akcje.

Dlaczego Pan na to nie przystał?

- Jak mogłem to zrobić bez zabezpieczenia? On chciał podpisać umowę, która zabezpieczałaby jego, a nie nas. To po to przez tyle lat biegałem po sądach? Załóżmy, że klub w tym roku spadłby z ekstraklasy. Straciłby kasę z Canal+ i wtedy nasze porozumienie mógłbym wyrzucić do kosza. Gdybym to zrobił, to musiałbym potem chodzić po stowarzyszeniu i zbierać stare buty... A kto mi dziś da gwarancję, że ten klub się utrzyma? Minęły już czasy, kiedy kupowało się trzy mecze i było się pewnym pozostania w lidze. Bo tak się to odbywało. Teraz wszystko rozstrzyga się na boisku. Dlatego dokąd mamy akcje w ręku, to oni będą chcieli o nie walczyć. Szkoda tylko, że robią to jakimiś dziwnymi sposobami.

Co Pan ma na myśli?

- Na przykład dzwonią jacyś podstawieni ludzie, którzy rzekomo chcą kupić te akcje. Poza tym, jeśli Serwotce pomaga czterech prawników, a w tym uchodzący za najostrzejszego w PZPN-ie mecenas Jacek Masiota, a w zarządzie i radzie nadzorczej Odry zasiada pół PZPN-u [faktycznie jest dwóch członków: Serwotka oraz Antoni Piechniczek - przyp. red.], to nasze pisma informujące o sprawie, kierowane do związku, odbijają się jak groch o ścianę. Zero odpowiedzi. Poczekamy jeszcze tydzień, a potem będziemy wysyłać do nich listy otwarte przez prasę. Dotąd siedzieliśmy cicho. Ale jeśli Serwotka chwali się, że ma wszystko pod kontrolą, to musimy zareagować. Gołym okiem widać, że on to wszystko chce odwlec w czasie, żeby spokojnie zacząć rundę i skasować pieniądze z Canal+.

A jak się układała Panu współpraca ze stowarzyszeniem MKS Odra?

- Poszedłem do nich z wyrokiem sądu, ale oni nie mają pieniędzy, tylko akcje. Zauważyłem, że ci ludzie w ogóle są zastraszeni przez Serwotkę. Jak on jest w klubie, to nikt panu nie wyda nawet papieru toaletowego bez jego zgody. We wszystkim trzeba jego pytać o zdanie. Tak było, jest i będzie. Ja wiem, jak takie kluby funkcjonują. Przez takich ludzi straciłem trochę życia i pieniędzy. Doświadczyłem już, że jeśli ktoś nie chce wywiązać się ze swoich zobowiązać, to będzie robił cuda. A on to robi i na dodatek udaje statecznego wiceprezesa PZPN-u.

Ale to stowarzyszenie negocjowało z mało wiarygodnym czeskim inwestorem, który później próbował kupić od Pana zastawione akcje.

- Rzeczywiście, podesłano nam jakichś niepoważnych ludzi, którzy nie śmierdzieli groszem. Poszedłem z nimi do notariusza, żeby spisać umowę, a tam okazało się, że nie było ich stać nawet na pokrycie kosztów podpisów i pieczątek notarialnych. Całe 700 zł! Ja już takich milionerów wcześniej widywałem w Górniku Zabrze. Za namową notariusza natychmiast wprowadziliśmy klauzulę, że mają oni dwie doby na dokonanie przelewu. W przeciwnym razie cesja nie dochodzi do skutku. Oczywiście nie wpłacili tych pieniędzy. Dobrze, że tak się stało, bo dzisiaj by się tą cesją podpierali.

Czy Pańskim zdaniem dojdzie do publicznej licytacji akcji Odry? Jeśli tak, to kiedy?

- Chcę to zrobić jak najszybciej, ale muszę działać zgodnie z prawem. Czekam na wycenę akcji przez biegłego. Licytacja miała ruszyć z początkiem marca, na początek rundy wiosennej, ale Serwotka złożył skargę na działanie komornika i o jakieś dwa tygodnie znów odroczył sprawę w czasie. Podpierał się argumentem, że po co płacić za biegłego, skoro oni nie ukrywają wartości akcji. Jednak ilekroć myśmy poprosili na piśmie o podanie wartości akcji, nie udzielono nam żadnej odpowiedzi. Nie wiem, jak długo sądy rozpatrują te skargi, ale na wszystko są jakieś terminy.

Czy kasacja wyroku, z której Odra zamierza skorzystać, może odwrócić tę procedurę?

- Nie jestem w stanie powiedzieć, czy Odra w ogóle ma szansę na tę kasację, bo nie jestem prawnikiem. Skoro mają takie prawo, to niech próbują z niego korzystać. Tyle tylko, że my mamy wyrok sądu najwyższego z klauzulą wykonalności i nie mamy zamiaru czekać na jego kasację. Zresztą czy sąd najwyższy zmieni teraz swój wyrok tylko dlatego, że Serwotka tego chce? Bądźmy poważni. Procedura wyceny akcji - wbrew temu co twierdzi Serwotka - nie została wstrzymana! Komornik nie po to bierze grube pieniądze, żeby nie działać w tej sprawie. Zapewniam, że to się toczy, a biegły też robi swoje. Zrywając rozmowy z nami, Serwotka zupełnie stracił nad tą sprawą kontrolę. Skoro chwali się 9,5-milionowym budżetem, to dlaczego nie jest w stanie się ze mną dogadać. Ja zapewniam, że zrobię wszystko, aby odzyskać swoje pieniądze.

Jakie zatem konsekwencje czekają Odrę?

- Do 31 marca są przyznawane licencje na nowy sezon [tak naprawdę jest to termin składania wniosków licencyjnych - przyp. red.]. Wysłaliśmy stosowne pisma do PZPN-u, na postawie których będziemy chcieli ją Odrze wstrzymać. Zobaczymy, co na to PZPN. W ostateczności są przecież jeszcze sądy arbitrażowe.

Dla Gazety

Ireneusz Serwotka, prezes zarządu Odra SA: Trudno mi komentować słowa pana Połczyńskiego. Jest wyrok sądu, są przepisy prawa i trzeba je respektować. Nadal podtrzymuję to, że stroną w sprawie jest stowarzyszenie. Jeśli pan Połczyński będzie mnie o coś pomawiał, to pozostanie mi droga sądowa. Mówi, że ja straciłem kontrolę nad tą sprawą? Bzdura. My kończymy ten temat, a on widocznie się boi, że sprawa trafi do kasacji i ją przegra. Stąd takie nerwowe działanie z jego strony. Biegły? Komornik próbował go powołać, ale myśmy złożyli na to skargę. O tyle jest ona skuteczna, że sąd w Ciechanowie przekazał ją do rozpatrzenia sądowi w Wodzisławiu. Skoro biegły nie został powołany, to jak może wyceniać akcje? Można to sprawdzić.

Porozumienie? Było blisko, ale to on w grudniu podpisał umowę z Czechami. Sprzedał dług komuś innemu, tylko ta strona mu nie zapłaciła. Może mieć pretensje do siebie o chciwość. Ta lepsza oferta okazała się gorsza.

Co sądzę o pismach Połczyńskiego do PZPN-u? Może wysyłać je tam, gdzie mu się żywnie podoba. Jeśli stroną nie jest spółka, to nie jest dziwne, że z Warszawy mu nie odpowiadają. Czekam tylko na jego publiczne zarzuty, że ja tę sprawę w PZPN-ie wstrzymuję...

Groźba nieprzyznania licencji Odrze? Po co ma nas blokować w PZPN-ie, skoro jego zdaniem biegły już działa? Wkrótce dojdzie do licytacji, a on odzyska swoje pieniądze. Przecież to się kupy nie trzyma! Widać, że Połczyński to człowiek zdesperowany, który brzytwy się chwyta.

not. feli