Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa w Sport.pl. Śląsk Wrocław i Korona Kielce po przebudowie, przed ewolucją. "Nikt nie jest ważniejszy niż zespół"

Piątkowe zwycięstwa Korony Kielce i Śląska Wrocław wywindowały oba zespoły w górę tabeli, gdzie mogą się zadomowić, jeśli dobrze przepracują następne dwa tygodnie. I wiele wskazuje, że tak może być.
A przecież obie drużyny trzeba było budować w lecie praktycznie od nowa. Na Dolnym Śląsku rozmontowano środek pola - odszedł Tom Hateley i Tomasz Hołota - wokół którego Mariusz Rumak budował Śląska. W Koronie nie ma już napastnika Airama Cabrery, fundamentu środka pola Vlastimira Jovanovicia, podstawowego obrońcy Kamila Sylwestrzaka. Zmienił się też trener - Marcina Brosza zastąpił Tomasz Wilman.

Tymczasem oba zespoły są w górze tabeli - mają co prawda mniej punktów niż na przykład beniaminek Arka Gdynia (eksperci wskazują, że siłą tego zespołu jest wielomiesięczne zgranie), ale więcej niż Lech Poznań, Wisła Kraków czy nawet Legia Warszawa, która zagra w Lidze Mistrzów. To zasługa pracy, jaką wykonali trenerzy obydwu zespołów.

Nie ma pięknej gry, są emocje

Drużyny rodzą się w różnych okolicznościach - mówi Tomasz Wilman, trener Korony. - Jesteśmy w fazie przebudowy, przychodzą nowi zawodnicy, a mimo to pokazujemy charakter - dodaje.

Korona w piątek wygrała w Płocku z Wisłą 2:1 po niespecjalnie wybitnym meczu, sam Wilman mówił, że nie ma pięknej gry, są za to pozytywne emocje. Kielczanie wykorzystali błędy rywala, ale to nie wina Korony, że przeciwnik je popełnia, to jej zasługa, że je wykorzystuje.

Jesteśmy po prostu zespołem. Nie gramy pięknie, bo nie mamy do tego predyspozycji. Agresywna gra jest naszą mocną stroną i taką będzie cały czas. Nikt nie może uwierzyć, że jest ważniejszy niż zespół, każdy pojedynczy ruch piłkarza musi służyć drużynie - twierdzi Wilman

Mamy swój plan, to determinuje nasze treningi i transfery. Drużyna musi iść wciąż do przodu - dodaje.

Trener Korony za najważniejszy moment w budowie drużyny uznaje porażkę na inaugurację sezonu z Zagłębiem Lubin 0:4. - Zespół najbardziej cementują trudne sytuacje, my się odbiliśmy i w każdym kolejnym meczu pokazywaliśmy się z dobrej strony - tłumaczy.

Ręka trenera we Wrocławiu

Śląsk, by pokazać wszechstronność, którą uczył się na treningach, nie potrzebował wstrząsu, a czasu. Ale o ile (za wyjątkiem meczu w Gdyni, gdzie wrocławianie stracili trzy bramki) Śląskowi trudno było strzelić gola, tak z przodu ziało brakiem kreatywności. Ale już w piątkowym meczu z Wisłą drużyna stwarzała sobie sytuacje po różnorodnych akcjach. I wygrała 5:1, choć nie była dominująca, na pogrążony w kryzysie krakowski zespół wystarczy po prostu funkcjonalność i efektywność.

Rumak był zadowolony z zespołu, wszystkie trzy zmiany przeprowadził po 90. minucie dla wygaszenia meczu, a po spoktaniu, jak rzadko, chwalił pojedynczych zawodników. Podkreślał, że napastnik Kamil Biliński (32 pojedynki, gdy ligowa średnia to 26) przekonał go do siebie, a skrzydłowy Łukasz Madej zapracował na miejsce w pierwszej jedenastce (cztery próby odbioru piłki).

W Śląsku kolejny etap

Teraz, po ustabilizowaniu sytuacji w lidze, pojawia się pytanie o przyszłość. Jedni i drudzy w przerwę reprezentacyjną wchodzą z dużym optymizmem. To czas na ewolucję zespołu. Rumak kilkanaście dni w marcu wykorzystał, by nauczyć Śląska bronić, atakować oraz reagować na straty piłki swoje i rywala. I wyprowadził z przedostatniego miejsca na dziesiąte. Do dziś, jak w mało którym zespole ekstraklasy, widać w Śląsku rękę trenera.

Obaj szkoleniowcy widzą budowę drużyny jako proces, ale inaczej patrzą na przyszłość. Rumak w marcu przedstawił szefom Śląska plan długofalowy, podzielił pracę na etapy. Tak samo widział swoją rolę w Poznaniu, gdzie systematycznie chciał zwiększać obciążenia treningowe, uczyć piłkarzy czegoś nowego.

Teraz krokiem do przodu będzie wprowadzenie do gry nowych zawodników: skrzydłowych Mario Engelsa i Joana Romana oraz napastnika Sito Rierę. O transfery do ofensywy Rumak apelował po meczu z Arką Gdynia, gdy mówił, że naszedł "czas na działania". I nowych zawodników w końcu dostał.

W Koronie mecz po meczu

Nie wychodzimy za daleko w przyszłość. Przy budowie zespołu wszystko ma znaczenie: relacje międzyludzkie, sytuacja zdrowotna, nawet życie prywatne. Dlatego myślimy tylko o najbliższym meczu, najbliższym treningu. Wyjeżdżamy teraz na zgrupowanie i chcemy dać z siebie wszystko na każdych zajęciach. Przed nami cztery ważne spotkania - mówi z kolei Wilman, który podkreśla, że najważniejsze starcie to, a jakże, najbliższe z Arką Gdynia. I to myślenie wpaja swoim zawodnikom.

Budowy zespołów we Wrocławiu i Kielcach to jedne z ciekawszych historii w tym sezonie ekstraklasy, bo kluczowy staje się warsztat trenerów, ich pomysły i praca. Obaj w wielu rzeczach się różnią, tak samo jak różne są ich zespoły, ale osiągają podobne wyniki. I mają przed sobą dwa tygodnie, które zdefiniują na nowo całe ich sezony. Jeśli wprowadzą Śląska i Koronę na wyższy poziom, mogą na długo zostać w górnej ósemce.

Legia w Lidze Mistrzów. Jest awans, ale i sporo żartów [MEMY]