Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa w Sport.pl. "Za cztery lata Zagłębie wygra mistrzostwo"

- Nowa akademia oraz system szkolenia powinny dać Zagłębiu Lubin przynajmniej jednego zawodnika, który sprzedany zostanie za kilka milionów euro - mówi w wywiadzie ze Sport.pl Richard Grootscholten. Holender w ostatnich latach odpowiadał za stworzenie akademii piątej drużyny w lidze.
Richard Grootscholten w 2014 roku został dyrektorem technicznym akademii KGHM Zagłębie Lubin. Miał uporządkować działalność w szkoleniu młodzieży, a wraz z rozbudową bazy wskazać kierunek w którym miał podążać klub. Wtedy pierwszy zespół Zagłębia zmierzał do pierwszej ligi, obecnie, już po postawieniu na utalentowaną młodzież i awansie do ekstraklasy, zespół Piotra Stokowca zajmuje piąte miejsce w tabeli z poważnymi szansami na grę w europejskich pucharach. Wcześniej Grootscholten odpowiadał za akademię Sparty Rotterdam, był również konsultantem przy podobnych projektach na całym świecie, m.in. w Kanadzie i w RPA. 49-letni Holender w rozmowie ze Sport.pl opowiada o akademii Zagłębia Lubin oraz wychowywaniu piłkarzy, którzy będą warci kilka milionów euro.

Michał Zachodny: Nowa akademia Zagłębia ma sześć boisk, w tym dwa z nawierzchnią sztuczną, cztery oświetlane. Do tego siłownię, bursę, kilkudziesięciu reprezentantów młodzieżowych. Jak udało się to osiągnąć?

Richard Grootscholten: Ciężką pracą, niczym innym. To było ogromne wyzwanie. Projekt od początku był bardzo ambitny.

Obecnie w Polsce toczy się dyskusja, czy postawić na certyfikację akademii według beligjskiej firmy Double Pass, która ma przeprowadzić audyty w klubach ekstraklasy. Część środowiska twierdzi, że to zbędny wydatek, bo dostaniemy oczywiste odpowiedzi. Druga strona podkreśla z kolei znaczenie Double Pass, za przykład pokazując doskonałe wyniki szkolenia w Belgii i Niemczech.

- Słyszałem, że o tym dyskutujecie, oczywiście znam też tę firmę. By wam się to opłacało, potrzebne są nie tylko dokładne raporty, ale też pomoc w rozwijaniu szkolenia. Nie może być to tylko wypełnianie poszczególnych punktów w ankietach. Ale Double Pass to nie jest jakiś start-up, tylko firma z ogromnym doświadczeniem, która potwierdziła swoją fachowość w innych krajach. Jeśli jednak ktoś pytałby mnie, co trzeba zrobić, by zbudować akademię i system szkolenia, to odpowiedziałbym, że konieczne jest zatrudnienie osoby z wiedzą. Ale takiej, która byłaby na miejscu i cały czas edukowała, pilnowała, uświadamiała pracowników.

Taka była pańska rola w Zagłębiu Lubin.

- Dokładnie. Oceny rozwoju nie da się zmierzyć liczbą boisk, stwierdzić, że ci są lepsi bo mają pięć, a ci gorsi, bo mają dwa. Wiem jednak, że Double Pass robi znacznie więcej.

Zwolennicy twierdzą, że firmę Double Pass wyróżnia właśnie skupienie się na szczegółach i wskazywanie elementów do poprawy. Na podobnych zasadach pan pilnował tworzenia akademii w Lubinie. Dbał pan nawet o taki szczegół, by rehabilitujący się piłkarze mogli z siłowni patrzeć na trenujących kolegów, co miało icho dodatkowo motywować.

- Powtórzę się, ale jeśli chce się zbudować dobrą akademię, to nie wolno powierzyć tego architektowi budowlanemu. On tylko patrzy przez pryzmat przestrzeni, metrów kwadratowych, toalet. Logistyka i funkcjonalność tego typu obiektów jest niezwykle ważna. Tylko tak stworzy się odpowiednią atmosferę. Tego musi przypilnować osoba z doświadczeniem. Musi wiedzieć dokąd wpuszczać rodziców, gdzie łączyć zespoły młodzieżowe z seniorami itd.

Trudno było uświadomić to trenerom i działaczom Zagłębia?

- Trocję tak. Każda taka wskazówka, zmiana dotycząca organizacji przestrzeni na obiekcie, kosztowała klub dodatkowe pieniądze. Ale się udało. Dlaczego? Bo atmosfera była dobra. A to jest kluczowe. Pomogła mi, a teraz pomaga młodym piłkarzom. Pozwala im poczuć się częścią klubu, zachęca do rozwoju i jasno wyznacza ścieżkę, którą muszą pokonać, by dostać się do pierwszej dużyny. By ją wyznaczyć, trzeba skupiać się na detalach. Nawet takich, jak ubiór trenerów akademii czy ich zachowanie - podejście do piłkarzy, rodziców. To też decyduje, czy później piłkarze są przeciętni, czy na dobrym, a nawet bardzo dobrym poziomie.

W ekstraklasie zdecydowana większość wydaje się być na tym przeciętnym.

- Mam teorię, która mówi, że każdy może wykorzystać swój potencjał w 80 proc. By osiągnąć maksimum potrzeba znacznie więcej pracy, a także dobrego otoczenia. Jako otoczenie rozumiem też analizy, rozmowy z zawodnikami, przekazywanie wiedzy. Słowem, dobrą atmosferę pracy i wiedzę pracowników. Dopiero w drugiej kolejności liczy się architektura i fasady, które podziwiamy. Budynki to najłatwiejsza sprawa - wystarczy mieć odpowiednie pieniądze.

Czyli celem Zagłębia jest tworzenie nie średnich, ale wyjątkowych piłkarzy?

- Tak, bo gdzie są ci wyjątkowi wychowankowie w Polsce? Gdzie są młodzi, którzy posiadają coś ekstra i stanowią o różnicy w swoich drużynach? Nabycie tych dodatkowych 20 proc. w rozwoju wcale nie jest takie trudne. Ale trzeba być skupionym i mieć przygotowany plan od pierwszego dnia w klubie. W Polsce jest ten problem, że ciągle dochodzi do zmiany właścicieli, prezesów, dyrektorów, trenerów. Piłkarze też przychodzą i odchodzą. Nie ma jednak spójnej wizji w klubach. Bez niej w skali Europy osiągnie się tylko przeciętność.

Krótkoterminowość to największy grzech polskiego futbolu?

- To oczywiste, że szkoleniowcy pierwszych zespołów są skupieniu na najbliższym spotkaniu. Muszą wygrywać, zdobywać punkty i myśleć mecz po meczu. W akademiach tak się nie da. A w Polsce właśnie w taki spósób próbujecie myśleć - juniorzy mają wygrywać, to główny cel. A gdzie jest cierpliwość? Gdzie uspokojenie sytuacji, gdy młodym piłkarzom nie idzie? Nie ma. Liczy się tylko wynik. Celem jest szczyt tabeli, a nie wychowanie dwóch, trzech prawdziwych piłkarzy.

Młodych trenerów nauczyć łatwiej. Ale przekonanie tych z zespołów seniorskich, pracujących w Polsce od lat, aż takie proste nie jest.

- Nie jest, ale to normalne, skoro uczyli się metod szkoleniowych na kursach nawet 10-15 lat temu. Zanim oni nadrobią te nowinki minie wiele czasu. Na szczęście w ostatnich pięciu latach doszło pod tym względem do ogromnych zmian, postępu. PZPN idzie w bardzo dobrym kierunku.

Zagłębiu we wprowadzeniu młodzieży oraz nowej filozofii pomógł spadek z ekstraklasy w 2014 r.?

- W pewnym sensie tak, bo nie pozwoliliśmy sobie na myślenie, że powrót do elity wywalczymy sprowadzając dziesięciu doświadczonych zawodników. Nam spadek posłużył jako dowód, że zatrudnianie poważnych nazwisk za duże pieniądze nie działa. Sprowadziliśmy to do zmiany sposobu prowadzenia klubu. Sam byłem zaskoczony, że udało nam się wrócić do ekstraklasy już po pierwszym sezonie.

Tak jak porażka posłużyła dobrze klubowi, tak teraz ewentualny sukces może wstrzymać wprowadzanie wizji Zagłębia. Nie obawia się pan, że w razie awansu do europejskich pucharów nastąpi ofensywa transferowa?

- Może trochę. Nauczyłem się przez te X lat, że w Polsce raz wszyscy są na "tak", ale zaraz mogą zmienić zdanie i są na "nie". Wszystko zależy od zarządzających klubem. Dla mnie to byłaby całkowicie zła droga, gdyby teraz Zagłębie zaczęło kupować na potęgę. Dlaczego? Bo jestem zdania, że za trzy, cztery lata - idąc wytyczoną ścieżką - możemy wygrać ekstraklasę. Wtedy, wychowując i sprzedając piłkarzy, zwróci się akademia. A to prędzej czy później musi się stać, bo inaczej akademia będzie tylko zabawką, a nie inwestycją.

Czy teraz Zagłębie prowadzi akademię według holenderskiej myśli szkoleniowej?

- Nie, jest to bardziej uniwersalne. Trendy wyznaczają teraz najlepsze zachodnie ligi - niemiecka, hiszpańska, włoska, francuska i angielska. Tam mają pieniądze, by rozwijać młodzież, inwestować w bazę. Dlatego, by poznać tajniki szkolenia, nikt nie wybiera się na Słowację, ale prędzej do Niemiec. Od zawsze byłem zdania, że jeśli kraje nie otworzą się na wiedzę z zagranicy, to się nigdy nie zmienią. W Polsce ten proces zaczął się niedawno, przebiega powoli.

Ale trenerów młodszego pokolenia jest w ekstraklasie coraz więcej, choćby Piotr Stokowiec z Zagłębia.

- Ale wciąż jest niewielu. Ci ze starszego pokolenia odchodzą, ale zaraz wracają. Przykładem jest Legia, która miała Henninga Berga - progresywnie myślącego szkoleniowca. Zdecydowała się go zmienić i zatrudniła kolejnego o zupełnie innej charakterystyce. Ogląda pan mecze ekstraklasa i na pewno widzi, że jest to liga bardzo fizyczna. Dlaczego taka jest?

Bo wszyscy się na tym skupiają?

- Dokładnie! A ja ważam, że gdyby wybrać inną drogę rozwoju, to prędzej czy później, wygrywałoby się częściej i więcej niż reszta. Jako trener postępowałbym teraz w 100 proc. inaczej niż wszyscy. W tej lidze większość nie chce tak postępować, boi się, że zwycięstwa nie przyjadą z czasem.

Zagłębie też gra w sposób bardzo fizyczny. Wcale nie wyróżnia się stylem na tle innych drużyn w ekstraklasie.

- Zmiany przychodzą, ale w wolniejszym tempie niż myślałem. To efekt ściągania piłkarzy za wielkie pieniądze w poprzednich latach. Niektórzy wciąż są na kontraktach, np. Michal Papadopulos czy Norne Eotra. Pamiętam, że jak mówiliśmy, by oprzeć się wyłącznie na akdemii, to trenerzy byli przerażeni. A jednak teraz, z kilkunastoma wychowankami Zagłębie jest na piątym miejscu w tabeli. Krzysztof Piątek i Jarosław Kubicki byli bohaterami niedawnych derbów Dolnego Śląska [Zagłębie wygrało ze Śląskiem Wrocław 2:0 - przyp.red.]. Jednak nawet w Lubinie obawiali się, że jest tych wychowanków zbyt wielu. A ja zachęcałem i zachęcałbym, by brali ich jeszcze więcej, i zmienili styl gry.

Ale Zagłębie i tak wciąż wyprzedza pod względem szkolenia większość klubów w Polsce. Niektóre, nawet tak duże jak Legia, dopiero podpisują umowy na budowę własnych ośrodków dla akademii.

- Wyprzedza i to zdecydowanie! Wszystko zależy od tego, czy w Lubinie będą na tyle świadomi, by nie zmieniać kursu, który obrali. Może nie przynieść Zagłębiu mistrzostwa kraju w następnych kilku latach, ale powinno dać przynajmniej jednego zawodnika, który sprzedany zostanie za kilka milionów euro. Może na takiego będzie trzeba czekać sześć, siedem lat, ale się opłaci. W takich klubach, jak Benfica Lizbona, FC Porto, Ajax Amsterdam czy Manchester United, gdzie skupiają się na szkoleniu, twierdzą że wychowanie pierwszego pokolenia zajmuje od 10 do 12 lat. Teraz Zagłębie ma 18 latków na dobrym poziomie, ale za kilka lat, może mieć jeszcze lepszych. Tych, którzy teraz są o pięć, sześć lat młodsi i dopiero przejdą przez całość nowego systemu szkolenia Zagłębia. W porządku - ktoś może w to wątpić. Ale to moja wizja poparta wiedzą, ale też wiarą, bo jestem przekonany, że pracując codziennie, w każdej sekundzie, nad ich rozwojem można osiągnąć dużo więcej. Trenerzy muszą pracować dwa razy ciężej, choćby wypełniając raporty. Do tej pory głównie grali mecze, skupiali się na nich. A ja patrzę na treningi - trzy czwarte pracy dotyczy wyłącznie zajęć w tygodniu, nie rozgrywek ligowych i turniejów. Ale tak jak ciągle powtarzam: najważniejsza jest konsekwencja w działaniu. Czy to Barcelona, czy Zagłębie trzeba podążać jedną ścieżką. Inaczej mówiąc, niech trenerzy są proaktywni, ale nie można im pozwolić, by każdy robił swoje.

Z natury, jako naród, znacznie częściej bywamy jednak reaktywni.

- Zauważyłem to. Miałem problemy ze znalezieniem odpowiednich osób. Nie tylko trenerów, ale też ludzi zarządzających, czyli sztabu medycznego, rehabilitantów, masażystów itd. Ale jest też drugi problem: pieniądze, zarządzanie nimi. W skrócie: takie proaktywne zachowania muszą być w klubie dostrzegane i nagradzane. Trenerzy muszą za nie dostawać podwyżki, premie i dłuższe kontrakty. Tak, by inni dostrzegali, że warto pracować, rozwijać się, bo to przynosi korzyści.

Naprawdę wierzy pan, że Zagłębie będzie trzymało się tej wizji szkolenia?

- Głęboko w to wierzę! Mają te zasady spisane. Filozofia została w klubie, nie zabrałem jej ze sobą. Wiadomo, że zawsze pojawia się problem udoskonalania, utrzymania intensywności i skupienia nad każdym elementem w szkoleniu. Jednak wierzę, że w w Lubinie są ludzie, którzy doprowadzą Zagłębie poziom wyżej, jak Krzysztof Paluszek, który przejął rolę dyrektora akademii. Wierzę, że są to osoby świadome, że budowa odpowiedniej akademii i jej systemu szkolenia trwa dziesięć lat, a sprowadzenie tego do poziomu zerowego nawet dwa, trzy tygodnie. Inaczej mówiąc, nigdy nie można poczuć się usatysfakcjonowanym.

Pan jest usatysfakcjonowany swoją pracą w Zagłębiu?

- Tak - w 80 proc. Może nie zawsze wygrywamy, ale proszę mi wierzyć, że teraz w zdecydowanej większości wypadków gramy lepiej i mamy lepszych piłkarzy niż dwa lata temu.

Kogo wyślemy na Euro 2016? Oceniamy szanse piłkarzy w kadrze Nawałki






Czy wierzysz, że Zagłębie w ciągu czterech lat zdobędzie mistrzostwo?