Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa w Sport.pl. Dno Śląska Wrocław - w tabeli i na boisku

1 : 0
Informacje
Ekstraklasa 2015/16 - 19. kolejka
Niedziela 06.12.2015 godzina 15:30
Wyniki szczegółowe
Wynik
Lechia Gdańsk
1
Śląsk Wrocław
0
Coraz trudniej rozstrzygnąć, co w obecnym sezonie Śląska jest gorsze - wyniki czy styl? W ostatnich tygodniach we wrocławskim klubie zmieniono trenera, ale przede wszystkim pomysł na to, jak zespół ma grać. Bezskutecznie, porażka z Lechią w Gdańsku (0:1) przytwierdziła drużynę do ostatniego miejsca w ligowej tabeli.
Ostatnie dwa lata we wrocławskim klubie to ciągłe szukanie oszczędności. Na przepłaconych piłkarzach w zbyt szerokiej kadrze, na zbędnych wydatkach w działach marketingu, przez zamknięcie jednej trybuny ograniczono wydatki na ochronę, a okalające boisko LED-owe bandy reklamowe zastąpiono tekturowymi bannerami w kilku miejscach.

Ostatnio cięcia w Śląsku najbardziej widać na boisku - piłkarze nie tracą już czasu na rozgrywanie piłki od własnej bramki, wymieniają zdecydowanie mniej podań. Są oszczędni w środkach. Zmianę dało się zauważyć już w meczu w Warszawie dwa tygodnie temu. W poprzednich spotkaniach z Legią to Śląsk starał się prowadzić grę, dominować. Jednak w 16. kolejce ustawił drużynę bardzo defensywnie, z piątką obrońców oraz agresywnym, choć niskim pressingiem. Śląsk przegrał (0:1), a Tadeusz Pawłowski po spotkaniu przyznał, że priorytetem było zatrzymanie rywali. W całym meczu jego zespół miał ledwie cztery strzały, jeden celny.

- Zdobyliśmy ładne bramki i graliśmy kombinacyjnie, długo utrzymywaliśmy się przy piłce. Nasza gra i nasza filozofia powtarza się w kolejnym meczu i jesteśmy na dobrej drodze - mówił Pawłowski po meczu z Lechią. Nie, nie w ostatnią niedzielę, ale ponad rok temu, gdy Śląsk w Gdańsku potrafił wysoko wygrać (4:1) i zaprezentować przyjemny dla oka futbol. Kompletne przeciwieństwo tego, co wrocławianie zaprezentowali w tej kolejce. Znów zagrali w Gdańsku, ale swój pierwszy strzał oddali po godzinie gry, przed przerwą nie potrafili wymienić trzech celnych podań, dopiero w końcówce potrafili przeprowadzić składną akcję. Ale tego zza linii bocznej Tadeusz Pawłowski już nie oglądał. Kilka dni temu z powodów rodzinnych poprosił o urlop i wyjechał z Wrocławia. Taka jest oficjalna wersja.

Powody mogą być inne. W trakcie ostatniej, listopadowej przerwy na mecze reprezentacji w Śląsku dokonano wymiany kilku członków sztabu szkoleniowego. Będących w klubie od kilku lat asystentów, Łukasza Czajkę i Pawła Barylskiego zastąpiono byłym zawodnikiem, Dariuszem Sztylką oraz dotychczas prowadzącym trzecioligową Ślęzę Grzegorzem Kowalskim. Chociaż w klubie zarzekano się, że trener ma pełne zaufanie, to podważono jego dotychczasową pracę oraz pomysł na zespół.

Nowi asystenci mieli pomóc Pawłowskiemu wydobyć zespół z coraz większego kryzysu. Przejęli większość jego obowiązków na treningach, żądali bardziej agresywnej gry, a Kowalski często przerywał ćwiczenia i zwracał uwagę na błędy piłkarzy. Różnicę w jego podejściu było widać już na pierwszej konferencji, gdy zastąpił Pawłowskiego - poprzedni szkoleniowiec otwarcie mówił, że ma piłkarzy o ograniczonej jakości, gdy Kowalski odmówił tak jednoznacznej oceny drużyny. - Jak wyglądałbym w ich oczach po takich słowach? - pytał.

Także kompletnie odmienny od wizji Pawłowskiego styl Śląska wskazuje, że do prawdziwej zmiany w tym, kto decyduje o taktyce drużyny doszło wcześniej. Poprzednika urlopowano po meczu w Niecieczy, gdzie Śląsk zremisował wygrane spotkanie (prowadził 1-0, w samej końcówce doskonałą okazję zmarnowali Flavio Paixao i Jacek Kiełb), ale tak naprawdę zaprezentował się fatalnie. Od kilku lat nie miał tak niskiej celności podań (64 proc.), po szybko strzelonym golu zrezygnował z posiadania piłki, ograniczał się tylko do jej wykopywania. Porównując do meczu z pierwszej rundy, gdy Śląsk pokonał Termalikę (2:0) wrocławianie wymienili dwa razy mniej celnych podań, trzy razy rzadziej celnie strzelali. W skrócie - o ile w sierpniu potrafili pokazać wyższość nad beniaminkiem, o tyle pod koniec listopada role kompletnie się odwróciły.

Udowadniają to statystyki. Gdy dwa sezony temu Tadeusz Pawłowski wprowadzał swoją filozofię gry, Śląsk wymieniał nawet o sto podań więcej niż w czterech meczach po zmianach w sztabie. Dokładność zagrywanych piłek spadła o dziesięć procent (z 80 do 71 proc.), podobnie średnie posiadanie piłki (do 42 proc.). Ta drastyczna odmiana w podejściu widoczna jest też w faulach - od początku listopada popełniają ich najwięcej w sezonie (zawsze powyżej 19, średnia w sezonie to 14). - Bijemy się o punkty i styl nas mniej interesuje - mówił po porażce z Lechią Kowalski. - Ostatnie mecze dają nadzieję, że zespół wie, jak ma grać - to jego wypowiedź z piątku. Priorytetem jest więc walka, nie operowanie piłką. Gdy wciąż tymczasowy trener mówił przed wyjazdem do Gdańska o potrzebie odpowiedzialności na boisku, to nie chodziło mu o utrzymanie się przy piłce - bardziej o to, by w swoich sektorach jego piłkarze nie pozwalali rywalowi na zbyt wiele.

Śląsk Wrocław piłkarsko się uwstecznia. Może być to zamierzony zabieg, bo trenerzy, gdy ich zespoły są w poważnych tarapatach, zwykle nie szukają bardziej ofensywnej gry, ale odbudowują pewność siebie zawodników od solidności w obronie. Tak zrobił w 2010 roku Orest Lenczyk, gdy zastąpił w pierwszej rundzie sezonu Ryszarda Tarasiewicza - na wyjazdowy mecz z Wisłą w Krakowie wystawił tylko trzech ofensywnych piłkarzy, w wybitnie defensywnym stylu udało się bezbramkowo zremisować. Śląsk stał się zespołem niezwykle trudnym do pokonania, samemu wygrywał mecze dzięki stałym fragmentom, na koniec sezonu zajął zaskakująco wysokie drugie miejsce.

Kowalski ma znacznie trudniej - w drużynie są zdecydowanie słabsi piłkarze, kryzys znacznie poważniejszy a inne przegrywające drużyny (Lechia, Górnik Zabrze) odbiły się od dna. Tymczasowy szkoleniowiec sam nie wie, co czeka go zimą. W klubie twierdzą, że każdy scenariusz jest możliwy, łącznie z powrotem Tadeusza Pawłowskiego. Nie wiadomo nawet, czy zimą będą fundusze na konieczne wzmocnienia. Kowalski mówił, że każdy mecz do końca rundy przyjmuje jak finał, ale emocje czy reakcje związane ze stawką spotkania po piłkarzach było widać dopiero po ostatnim gwizdku. Kamil Dankowski miał łzy w oczach, gdy szedł podziękować za doping kibicom.



Najlepsze sportowe zdjęcia 2015 roku! [REUTERS]




Czy Śląsk Wrocław spadnie z Ekstraklasy?