Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa w Sport.pl. Patryk Lipski: Chciałbym zaskakiwać kibiców

0 : 3
Informacje
Ekstraklasa 2015/16 - 16. kolejka
Sobota 21.11.2015 godzina 18:00
Wyniki szczegółowe
Wynik
Górnik Łęczna
0
Ruch Chorzów
3
- My, pomocnicy, mamy tak, ze nie zawsze naszą grę oddają liczby. Bramkarz jak zachowa czyste konto jest zadowolony, a napastnik jak zdobędzie bramkę. Czasem czuję, że zagrałem bardzo dobry mecz, wygrywamy, a ja nie mam ani bramki ani asyst - opowiada Patryk Lipski, rozgrywający Ruchu Chorzów.
Patryk Lipski, rozgrywający Ruchu Chorzów:

Jestem dziesiątką, ale nie poruszam się tylko za napastnikiem. Zawsze grałem w środku pola. Kiedyś nie było tam trzech zawodników, grałem jako środkowy pomocnik w ustawieniu 4-4-2, teraz większość drużyn gra 4-3-3, więc jestem albo dziesiątką albo ósemką. Cofam się po piłkę, lubię mieć dużo kontaktów. Dwie bramki, cztery asysty i do tego mam bodaj osiem asyst drugiego stopnia. To też pokazuje, że często jak rozgrywam, to do kogoś, kto dopiero zagrywa do strzelca, najczęściej Mariusza Stępińskiego.

Najbardziej lubię prostopadłe podania. Chciałbym grać tak, żebym mógł zaskakiwać kibiców podaniami, żeby mogli mówić, że czegoś takiego nie widzieli w ekstraklasie, że niewielu gra takie otwierające drogę do bramki piłki. Czyli chciałbym mieć dużo asyst. Jak byłem mały, to mnie najbardziej zaskakiwał Ronaldinho, on miał takie powiedzenie - oczekuj nieoczekiwanego. Mimo, że kibicuję Realowi Madryt, to on był wzorem do naśladowania. Nigdy nie można było wiedzieć, co zrobi za chwilę. Powtarzałem za nim te wszystkie triki, które widać było na filmikach, ale on to robił w meczu, to zawsze najtrudniejsze.

Czasem przesadzałem z kiwaniem i trenerzy w juniorach powtarzali, żebym grał dla drużyny. Teraz w ekstraklasie nie mam miejsca na to, żeby grać pod siebie, wszystko trzeba robić dla dobra drużyny. Ale kiedy drybling się uda, to jest też przewaga zawodnika, robi się więcej miejsca. Kiedy byłem młodszy, to dużo graliśmy na hali. Tam mogłem więcej się kiwać, byłem doceniany, przywoziłem statuetki. Ale odkąd jestem w Ruchu, to nie mieliśmy żadnego turnieju czy nawet treningu piłkarskiego w hali. Szkoda, to był fajny czas. Co tydzień jeździło się na turnieje, były nagrody. Halówka jest emocjonująca, wszystko szybko się zmienia.

Gdy trafiłem do Ruchu, to nie wyglądałem za dobrze. Zacząłem treningi indywidualne w wiacie, która u nas zastępuje siłownię. Tam po zajęciach spędzałem dużo czasu. Nie można powiedzieć, że tylko tam chodziłem, bo masa musi iść w parze z piłką nożną. Ale dzięki temu jest o wiele łatwiej na boisku.

Dwa ostatnie lata spędziłem w trzecioligowych rezerwach, tam poziom jest niższy, ale miałem mniej miejsca na boisku - rywale się cofali, ciężko było się przebić. Myślałem, że wcześniej dostanę szansę gry w ekstraklasie. Tutaj ciężej się gra w obronie, bo przeciwnicy są po prostu lepiej wyszkoleni. W Pucharze Polski w meczu z Lechem Poznań ciężko mi się grało przeciwko Abdulowi Azizowi Tettehowi. Trochę mnie pokopał, gra ostro, bardzo nieprzyjemny rywal. Ale równie nieprzyjemni są ci, którym trudno odebrać piłkę. Gdy graliśmy z Wisłą Kraków to tak miałem z Krzysztofem Mączyńskim, z Pogoni Szczecin jest też Rafał Murawski. Dobrze wyszkoleni technicznie, niewygodni dla przeciwnika.

My, pomocnicy, mamy tak, ze nie zawsze naszą grę oddają liczby. Bramkarz jak zachowa czyste konto jest zadowolony, a napastnik jak zdobędzie bramkę. Czasem czuję, że zagrałem bardzo dobry mecz, wygrywamy, a ja nie mam ani bramki ani asysty.

Trener nam powtarza, żeby pierwsze podanie zaraz po przechwycie było do przodu. Od razu na skrzydle rusza też Kamil Mazek, warto do niego zagrać, bo zawsze jest szybszy od obrońcy. Trzeba przyspieszyć, a nie zwolnić akcję. Nie narzuca nam jednak jak mamy zagrywać. Mamy schematy, ale to my jesteśmy na boisku i musimy wybierać. Staram się trzymać wysoko głowę i dostrzegać kolegów, zwłaszcza Mariusza Stępińskiego. Wiemy, że dobrze gra tyłem do bramki, można do niego zagrać, on przytrzyma piłkę, zgra i ucieknie w pole karne. Podania do niego to często impuls, nie ma za bardzo czas na myślenie. Wtedy bardziej liczy się doświadczenie, a nie umiejętności.

Dużo się ruszam po boisku, bo gdybym wciąż stał w jednej strefie, to nie dostawałbym podań. Mamy się zmieniać - jeśli ja schodzę do tyłu, to ktoś wchodzi na moje miejsce. Kiedyś oglądałem filmiki i czytałem o tym, jak ustawia się Sergio Busquets - tak, żeby zawsze miał jak najwięcej miejsca, czyli jak najdalej od każdego rywala. Wtedy jak dostanie piłkę, to ma więcej czasu na dokładniejsze zagranie. Lubię też oglądać Lukę Modricia, chyba nikt nie wychodzi spod pressingu jak on, zawsze podaje do przodu.

Bardzo dobrze rozumiem się z Łukaszem Surmą. Ściąga na siebie rywali, przeciwnik nie wie dokładnie co ma robić. On dobrze czuje się w małej grze, zawsze wyjdzie z tłoku, obojętnie jak mu podam. To nasz najważniejszy zawodnik. Jeszcze jak tylko trenowałem z pierwszą drużyną, to dużo mi podpowiadał. Od razu zauważyłem, że on nigdy nie przyjmuje piłki w miejscu, zawsze w kierunku bramki. Powtarza, żebym robił tak samo. Wiedziałem, że tak trzeba, ale nie miałem tego we krwi. Kiedyś przyjmowałem w miejscu, wiedziałem, że nikt mi nie odbierze piłki. Łukasz wszystko robi szybko. Nauczył mnie też, że jeśli boczny obrońca ma piłkę, to muszę ustawić się twarzą do bramki przeciwnika, a nie tyłem, bo tylko wtedy można mu odegrać na wolne pole.

W ogóle najlepiej jest grać piłkę między strefy, żeby rywal musiał się odwrócić. Wtedy mamy miniętą linię czterech piłkarzy. Gdybyśmy grali tylko do boków, tylko do nogi, to nigdy nie będzie przewagi, wciąż obrońcy by się ustawiali za linią piłki. W czołowych drużynach jest tak, że trzeba jak najszybciej mijać rywali czy to podaniem czy dryblingiem, żeby ci ofensywni mieli mniej przeciwników do pokonania. Robi się przewaga, można coś stworzyć.

W stałych fragmentach gry pomaga mi Marek Zieńczuk. Nawet oglądałem filmiki z jego najlepszego sezonu w Wiśle. Rzuty rożne i wolne ćwiczę codziennie, bo gdy jest mecz, to muszę mieć pewność siebie. Miałem sporo niezłych dośrodkowań, ale ludzie pamiętają tylko te, po których padły bramki, a to już często nie zależy tylko ode mnie. To, że właśnie zagrałem dobrą wrzutkę wiem już zaraz po kontakcie z piłką. Czuję to. Podobnie mam ze strzałami z dystansu czy uderzeniach z wolnego. Kiedyś nie miałem tyle siły w nogach, żeby trafiać z daleka.

Poza piłką studiuję, ale to chyba nie ma wpływu na moją grę. Wychowanie fizyczne to bardziej teoretyczne zajęcia. Więcej dowiedziałem się o odżywianiu. W szkole ze wszystkiego byłem dobry. Na maturze z matematyki miałem 96 proc., z angielskiego tyle samo, z ustnych maksymalny wynik. Pisałem też rozszerzoną matematykę i miałem 66 proc. Czy piłka nożna to nauka ścisła? Na pewno trzeba w ułamku sekundy podejmować decyzje, szczególnie na mojej pozycji, ale znam zawodników bez matury, którzy bardzo dobrze grają.

Dla kogo oni grają. Nastoletnia miss i objawienie ekstraklasy [ZDJĘCIA]