Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Lech po hejcie

Załamani w ostatnich tygodniach piłkarze Jana Urbana w końcu wygrali dwa prestiżowe mecze. Najważniejsza zmiana nastąpiła w głowach - krytyka zamiast ich dołować, zaczęła pobudzać.
Nowy Sport.pl wkrótce! [SPRAWDŹ]


Bramkarz Jasmin Burić, wspominając zmagania w Lidze Europy sprzed pięciu lat, opowiadał, że najchętniej wspomina wyjazd do Dniepropetrowska, gdzie Lech kurczowo bronił się na własnej połowie. Były momenty trwogi, ale zespół pokazał, że potrafi przetrwać. I wygrać z faworytem 1:0. Gdy Lech staczał się w tabeli, a nie miał jeszcze pewności, że wystąpi w fazie grupowej LE, w Poznaniu przypominano, że przed pięcioma laty było podobnie - zespół w ekstraklasie grał miernie, za to w pucharach zachwycał. I wspominano mecze z Dnipro.

Z czasem ta analogia zaczęła się rozjeżdżać - Lech grał fatalnie wszędzie. Po zmianie trenera Macieja Skorży na Jana Urbana zremisował z Ruchem Chorzów 2:2, a na horyzoncie był mecz z liderem Serie A Fiorentiną i hit z Legią Warszawa. I oba te spotkania wygrał. We Włoszech 2:1, w stolicy 1:0.

Taktycznie Lech obrócił się o 180 stopni. Zamiast grać otwarty, ofensywny futbol, wrócił do podstaw. Urban przećwiczył z zawodnikami asekurację w defensywie. Boczni obrońcy, zamiast w każdej akcji gnać do przodu, na połowę rywala zapuszczają się tylko okazjonalnie. Piłkarze mówią, że grają mądrzej, nie dają się łapać na wykroku.

- Takich czterech dni i dwóch meczów, jakie zagrałem teraz, nie miałem jeszcze w karierze - mówił w niedzielę Bośniak. Dwa wybiegane i wybronione zwycięstwa prześcignęły więc to, co Lech osiągnął w Dniepropetrowsku. A Burić był postacią kluczową. W Warszawie wybronił choćby sytuację sam na sam z Nemanją Nikoliciem, snajperem niemal nieomylnym. Urban przyznał, że tuż po jego przyjeździe do Poznania Burić podszedł do niego i powiedział: "Trenerze, ostatnio co mecz wyciągam piłkę z siatki".

Szkoleniowiec trafił do szatni kompletnie rozbitej. Mówił, że każda krytyka i hejt skierowane w stronę piłkarzy zostają w ich głowach. Rezonują też na boisku, gdzie zawodnicy chowają się za plecami rywali.

Widać to było po piłkarzu, który grę miał odmienić - Macieju Gajosie. Były zawodnik Jagiellonii przyszedł pod koniec okresu transferowego. I był mentalnie poukładany zupełnie inaczej. Nie miał w głowie kilku porażek z rzędu, krytyki. Ale kilka dni w Poznaniu wystarczyło, by przesiąknął nieustanną presją i stał się cieniem ciężko pracującego rozgrywającego z Białegostoku. Później opowiadał, że w trakcie meczów starał się o tym zapomnieć, ale się nie dawało. Mówił w imieniu całego zespołu. On też został bohaterem - z Fiorentiną bramkę zdobył, a z Legią asystował przy trafieniu Kaspera Hämäläinena. Teraz mówi, że odżył, że te dwa zwycięstwa dały mu kopa.

Urban przed obydwoma meczami mówił piłkarzom, żeby na boisku "byli sobą". Od początku sprawiał wrażenie trenera, który umie rozmawiać z nimi w ich języku. W przeciwieństwie do Skorży, którego drogi z piłkarzami coraz bardziej się rozjeżdżały. Urban nie mógł zapobiec krytyce, która spadała na zespół z każdej strony. Mógł natomiast zmienić jej odbiór.

Po wygranej we Florencji Dariusz Dudka zamieścił na Instagramie zdjęcie uradowanej drużyny z podpisem: "Pozdrowienia z wycieczki", bo w gazetach pisano, że Lech do Florencji leci turystycznie. - Dotarło to do nas, że ludzie mówią, że my po nic innego tam nie jedziemy - mówi Kamiński i choć twierdzi, że gierki medialne drużyny nie interesują, to przypomina atmosferę przed Superpucharem Polski, gdy legioniści grozili, że zrewanżują się za stracone mistrzostwo, które Lech zdobył tylko dlatego, że im zdarzyły się chwile słabości.

Przed niedzielą Nikolić powiedział, że dla niego Lech może spaść z ligi, że chce mu dokopać. Urban na przedmeczowej konferencji nie czekał na pytanie o zaczepki, lecz sam przypomniał, że Węgier nie strzelił bramki żadnemu poważnemu rywalowi. I nie musiał już nikogo specjalnie motywować.

Burić ostatnie wygrane nazywa "wielkim tygodniem", ale Lechowi wciąż daleko do wniebowstąpienia. - Musimy zostać na ziemi - dodaje Bośniak.

Czy to koszulki piłkarskie z przyszłości? [ZOBACZ]