Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Legia zagra z Lechem. Hit skarłowaciały

Wiosną mecze Lecha z Legią rozstrzygały sprawę mistrzostwa. Dziś obrońca tytułu marzy o odbiciu się od dna tabeli, warszawianie mają aż 8 pkt straty do lidera. W niedzielę piąte starcie w tym roku. Początek meczu o godzinie 18. Relacja na żywo w Sport.pl i aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.
- Słyszałem, że w Lechu stwierdzili, iż nie pasuję do koncepcji - Nemanja Nikolić, snajper Legii, który w ekstraklasie wbił już 15 goli w 12 meczach, został wczoraj zapytany o słowa Piotra Rutkowskiego. Wiceprezes Lecha na początku rozgrywek wypalił: "Znaliśmy go i długo obserwowaliśmy w lidze węgierskiej, ale za każdym razem ktoś był od niego lepszy". Dziś Lech jest obiektem drwin ze względu na przeoczenie takiego napastnika. Sam ma w ataku chorobliwe problemy.

- Mogę jedynie podziękować Lechowi za to, że ze mnie zrezygnował. Dzięki temu gram teraz w najlepszej drużynie w Polsce - powiedział wczoraj Nikolić, rewanżując się poznaniakom. I dorzucił: - Chcemy dać Lechowi jeszcze jednego kopniaka, by został na dole tabeli.

Na odpowiedź z Poznania nie trzeba było czekać. Nowego trenera Lecha Jana Urbana nie zachęcano, sam chciał odpowiedzieć piłkarzowi Legii. - Nikolić nas straszy? Niech najpierw strzeli gola w Lidze Europy, a potem się wypowiada na temat spadku Lecha z ekstraklasy. Na razie strzela tylko w lidze. Gdyby poszedł do Lecha, to teraz podobne rzeczy opowiadałby o Legii - mówił zdenerwowany Urban.

Zastał drużynę na dnie tabeli, w jego debiucie poznaniacy przegrywali z Ruchem u siebie 0:2, by doprowadzić do remisu. W czwartek pojechali do Florencji jak skazańcy, w meczu Ligi Europy czekał na nich lider Serie A i choć trener Paulo Sousa posłał do gry rezerwowy skład, mistrz Polski długo tylko się bronił. Dwie piorunujące kontry dały Lechowi zwycięstwo 2:1. Niewiarygodne, bo nigdy w historii żadna polska drużyna w rozgrywkach europejskich nie wygrała we Włoszech. Urban mógł odetchnąć pełną piersią. Na jak długo?

Legia i Lech były ostatnio skupione na swoich wewnętrznych problemach. Jedni i drudzy grali znacznie poniżej oczekiwań, na tyle że zmienili trenerów. A wydawało się, że Maciej Skorża w Lechu i Henning Berg w Legii to przywódcy na lata. Zły start sezonu doprowadził do dużych wstrząsów szybciej, niż ktokolwiek mógł przewidzieć.

Dwa najbogatsze kluby w Polsce w ostatnich trzech sezonach zajmowały miejsca na szczycie, a więc ich rywalizacji towarzyszą duże emocje. Zaciekle ze sobą walczą, ale i nie mogą bez siebie żyć. Niedawno prezes Legii Bogusław Leśnodorski wyraził nawet opinię, że chciałby, aby Lech wrócił do czołówki, bo bez niego wyścig o tytuł traci na prestiżu.

Fatalna passa Lecha w obecnym sezonie ekstraklasy sprawiła jednak, że nie w głowie mu był wyścig z Legią. Poznaniacy walczą z własną słabością. Hit ligowy skarlał, w niedzielę zmierzą się w nim trzecia drużyna z 16. Ale to poznaniacy prowadzą w tegorocznych pojedynkach z Legią. W marcu przerwali wieloletnią passę dominacji warszawian, ograli ich 2:1 na swoim stadionie, potem polegli co prawda w finale Pucharu Polski 1:2, ale w kluczowym momencie sezonu znów pokazali wyższość. W meczu grupy mistrzowskiej było 2:1 dla Lecha w Warszawie. Tamten pojedynek zdecydował o tym, że tytuł mistrzowski zmienił właściciela. Co więcej, na starcie tego sezonu poznaniacy potwierdzili swoją przewagę, gdy nie dali szans Legii w rywalizacji o Superpuchar Polski (3:1).

- Lech był wtedy bardzo mocny - wspomina Nikolić, który w Superpucharze debiutował na polskich boiskach. - Zagrał na wielkiej intensywności. Tym bardziej dziwi mnie, że dziś jest na ostatniej pozycji w tabeli. Na szczęście my po tamtej porażce zareagowaliśmy właściwie. Dostaliśmy się do Ligi Europy, wygraliśmy kilka meczów w lidze. A Lech ma słaby okres, jego piłkarze stracili pewność siebie.

Nikolić wypowiadał te słowa już po czwartkowym triumfie Lecha we Włoszech. Legia tylko zremisowała 1:1 w Warszawie z belgijskim Club Brugge, po trzech kolejkach ma zaledwie punkt i marne widoki na awans z grupy. Może zwycięstwo we Florencji okaże się dla Lecha Urbana tym, czym triumf kadry Adama Nawałki nad Niemcami. I w niedzielę na boisko w Warszawie wyjdzie drużyna, która w tabeli jest ostatnia, ale mentalnie fruwa już znacznie wyżej.

Ten mecz będzie zapewne inny niż starcia Legii z Lechem, gdy trenerami byli Skorża i Berg. Tamte zespoły grały w bardziej bezpieczny sposób. Obaj szkoleniowcy wpajali piłkarzom, aby idąc do przodu, asekurowali tyły.

Stanisław Czerczesow przedstawia się polskim kibicom jako zwolennik futbolu polegającego na wymianie ciosów. W DNA Urbana też jest atak, choć w obecnej sytuacji Lecha przestawianie go na nowy, bardziej otwarty futbol musi potrwać. Nowy trener chce najpierw wzmacniać obronę, aby potem odbudowywać ofensywę. Tak było we Florencji. - Uzyskaliśmy tam bardzo dobry wynik, ale nie zagraliśmy tak samo dobrego meczu - mówił wczoraj Urban. - W Polsce nie ma jednak drużyny tak silnej jak Fiorentina, nikt nie gra tak świetnie w ataku pozycyjnym, więc to normalne, że w niedzielę w Warszawie nie będziemy aż tak wycofani - dodał nowy trener Lecha. Przy Łazienkowskiej ostatnia drużyna w tabeli powinna walczyć o zwycięstwo, aby gonić rywali i już wkrótce wygrzebać się ze strefy spadkowej.

Świetlne show podczas karnych? Poznaj dziwne piłkarskie nowinki [ZOBACZ]