Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Środowisko piłkarskie o lidze: "Moje pokolenie tego nie dożyje!"

1 : 0
Informacje
T-Mobile Ekstraklasa 2014/15 - 20. kolejka
Piątek 13.02.2015 godzina 20:30
Wyniki szczegółowe
Wynik
Lechia Gdańsk
1
Wisła Kraków
0
Start ekstraklasowej wiosny to idealny moment, by polską ligę rozliczyć. Z emocji, ciekawych tematów, poziomu, jakości szkolenia oraz problemów, których klubom nie brakuje. Głos oddajemy samym zainteresowanym z piłkarskiego środowiska.


Trener: Moje pokolenie tego nie dożyje

Wystarczy jedna słabsza kolejka ligowa, mniej goli lub więcej spektakularnych kiksów, by o Ekstraklasie wypowiadano się jak najgorzej. Może to jednak przesada, może wszyscy mamy zwidy, a tak naprawdę wszystko idzie w dobrym kierunku? Stąd proste pytanie - czy poziom polskiej ligi się podnosi?

Michał Probierz, szkoleniowiec Jagiellonii Białystok: - Z poziomem różnie bywa. Bardzo często wynika to z tego, że zespoły są uzupełniane, a nie wzmacniane, bo wynika to z finansów wielu klubów. Jednak z drugiej strony jest to furtka dla młodzieży, pewnie wielu z młodych chłopców by nie zaistniało, gdyby nie to, że już nie ściąga się tak wielu obcokrajowców. To jest bardzo duży plus tego.

Pan w Jagiellonii ma teraz bardzo młody skład, także kosztem obcokrajowców.

Akurat w Jagiellonii, czy poprzednich klubach, w których pracowałem nie zawsze miałem możliwość sprowadzania zawodników. Tak samo było w Gdańsku, gdy jeszcze nie było obecnego inwestora i stawialiśmy na młodzież, a kilku chłopców wypłynęło. Jednak pod względem poziomu piłkarskiego to wciąż nie jest to. Nawet, jak gramy sparingi z zespołami z Azerbejdżanu czy Kazachstanu, to w Polsce się śmieją, co to za rywale. A oni, naprawdę, inwestują od wielu lat, są w Turcji nawet po trzy miesiące, by trenować tylko na zielonych murawach, zatrudniają doświadczonych piłkarzy. Tymczasem u nas rzeczywistość jest taka, że gdy brakuje prawego obrońcy to kogoś trzeba postawić na tę pozycję, a na Zachodzie po prostu takiego się kupuje za miliony. Dla nas, trenerów to niewdzięczna rola, ale jednocześnie to okazja dla tych młodszych zawodników.

Czy pieniądze to jedyny determinujący poziom ligi czynnik?

W polskich ligach żużla, piłki ręcznej czy siatkówki grają najlepsi na świecie, bo u nas też najlepiej się płaci. No to zróbmy to samo w piłce nożnej, za miliony ściągajmy Messiego, Ronaldo i innych, to poziom od razu się podniesie. Natomiast, żeby liga była coraz lepsza, trzeba przede wszystkim czasu, szansy dla kolejnego pokolenia, które ma inną mentalność. Nie chcę się powtarzać, ale to także kwestia posiadanej bazy szkoleniowej. Ile dzisiaj drużyn, po powrocie z zagranicznych obozów, znów trenuje na zielonej murawie? Może Ruch, bo trenuje na głównej płycie, ale więcej ich nie ma, prawda? Środki finansowe są potrzebne do tego, by kupować lepszych piłkarzy, ale i mieć lepsze warunki treningowe. My naprawdę nie zrobimy lepszych zawodników z ludzi, którzy wcześniej byli odsuwani przez dziesięciu trenerów. I to jedyna droga, by w takim momencie, gdy po prostu trzeba wymienić piłkarza, postawić na młodych, bo oni chcą się rozwijać, uczyć, a my im możemy pomagać. Miarą talentu jest postęp, a ci młodzi zawsze go będą robili szybciej.

Czy w kontekście nowej umowy telewizyjnej takim priorytetem dla klubów powinna być budowa bazy, czy po prostu wymienianie piłkarzy na lepszych?

Kilkanaście lat temu debatowaliśmy w Canal+ z Tomaszem Smokowskim o licencjach i wymogu przeznaczania dziesięciu procent na infrastrukturę, później na podgrzewane murawy, na oświetlenie i wtedy wszyscy mówili, że kluby tego nie wytrzymają i padną. A dzisiaj dyskusja jest podobna. Moje pokolenie trenerów może jeszcze tego nie dożyje, ale żeby następne miało możliwość spokojnego prowadzenia treningów, spędzania czasu na ośrodku treningowym, zapraszania osób i dyskusji w normalnych warunkach. Ludzie porównują nas do topowych klubów zachodnich, a powiem panu, że my bardzo często znacznie odbiegamy od klubów ze Wschodu.

Może to więc szkolenie, przy podniesieniu jakości bazy, jest gwarantem podniesienia poziomu ligi?

W Polsce nie jesteśmy oligarchami, nie zawojujemy mocniejszych klubów. Czytam, że ktoś się dziwi czy śmieje, ile Jagiellonia grała sparingów i z kim. Tylko my cały czas trenujemy ponad trzydziestką zawodników, których mieliśmy podzielonych na trzy zespoły. U nas praktycznie każdy zawodnik, nawet z rocznika 1998, grał regularnie, nikogo nie oszczędzano. Mieliśmy rywala z pierwszej ligi azerskiej i wystawiliśmy dziewięciu juniorów i przez pewien moment nie byliśmy w stanie piłki dotknąć. Ale oni zobaczyli, jaka jest różnica, a i tak wygrali ten mecz. Fajnie zareagowali, mieli sytuacje, które wykorzystali, ale po meczu mówili, że to nieprawdopodobne, jak rywale szybko grali. Droga jest bardzo daleka i to samo szkolenie jest najważniejsze.

Piłkarze: Liga bardziej ofensywna

Jak do startu ekstraklasy podchodzą jej piłkarze? W poprzedniej rundzie słychać było głosy, że liga robi się coraz bardziej ofensywna i staje się po prostu lepsza. Tak mówił Marek Saganowski, a jego słowa potwierdzał później Rafał Boguski: - Coraz więcej drużyn próbuje grać w piłkę, a nie tylko murować bramkę i szukać kontrataków. Przez to przyjemniej się gra.

Adam Danch, Górnik Zabrze: - W ekstraklasie pada coraz więcej bramek. Przez to z roku na rok liga robi się coraz lepsza, trafiają tutaj bardzo dobrzy zawodnicy. Legia ściąga znane nazwiska, inne drużyny chcą iść w jej ślady, dlatego jest coraz ciekawiej. Każdy mecz będzie bardzo trudny, bo wszyscy w tej rundzie o coś grają.

Bartosz Szeliga, Piast Gliwice: - Ekstraklasa jest bardziej ofensywna. Gra robi się otwarta, bramki padają częściej i to nie tylko z kontr. Nie jestem w stanie wyciągnąć statystyk, ile razy mecze kończyły się wynikiem 0:0, ale na pierwszy rzut oka - jest tego coraz mniej. Oby tak zostało, bo gdy obie drużyny się otwierają, to widowisko jest atrakcyjniejsze dla kibiców. To napędza frekwencję, fani chętniej przychodzą na stadion, gdy oglądają taką piłkę.

Kto będzie najtrudniejszym rywalem?

Danch: - Drużyny z dołu tabeli będą musiały punktować, zwłaszcza Zawisza Bydgoszcz, który gra z nożem na gardle - mówi. Przed nami ciężki okres, cięższy niż rok temu. Każdy teraz walczy o pierwszą ósemkę, różnice punktowe są małe i każda strata punktów bardzo oddala od celów. Trzeba dobrze grać regularnie, wygrywać kilka meczów z rzędu. Dlatego najważniejsze i najtrudniejsze będą te pierwsze mecze.

Szeliga: - Legia i Śląsk będą najmocniejsze. Od wrocławian dostaliśmy solidną nauczkę 3:0 i naprawdę grali wówczas jedną z najlepszych piłek w Ekstraklasie. A Legia? To mistrz kraju, ma w swoich szeregach wielkie nazwiska i bardzo ciężko się z nimi mierzyć.

Agenci: Większe transfery latem - Linetty i Duda odejdą?

Za kilka tygodni agenci piłkarscy będą się już inaczej nazywać. Od 1 kwietnia wchodzi nowe prawo FIFA, które znosi licencje menedżerskie i wprowadza pojęcie "pośrednika". Niebawem nie trzeba już zdawać egzaminu, wystarczy się tylko zarejestrować. Krótko mówiąc: FIFA uwalnia ten zawód. Teraz praktyczne wejście w życie tego prawa zależy od PZPN, który ustalać będzie okres ochronny dla umów, czy dla obecnych licencji.

Marcin Lewicki, ProSport Manager: - Jak zmieni się prawo dotyczące agentów? PZPN otworzy rynek tak, jak adwokaci musieli to zrobić. Czy federacja uzna, że ci, co mieli licencję i za nią płacili będą mieli czas ochronny? Tego nikt nie wie. Ale w praktyce zmieni się niewiele. Raczej nikt nie przyjdzie do Sebastiana Mili i nie powie: "pojedziesz do Chin". Ruch będzie w mniejszych ligach, ale w Polsce pieniądze są tylko w ekstraklasie.

Cezary Kucharski: - Teraz będzie inna retoryka, ale w praktyce zmieni się niewiele. Walka o piłkarzy jest cały czas. Przybędzie chętnych do bycia pośrednikami, może dziennikarze będą to robić bardziej oficjalnie niż teraz, bo chwilowo muszą się kryć. Ludzie bez licencji będą mieli lepiej. Może to spowodować, że piłkarze będą mieli więcej telefonów z propozycjami, ale to tylko lekko zamiesza. Nie wpłynie to na kwoty transferowe. Nikt nie założy infolinii i nie będzie pozyskiwał piłkarzy.

Dla których piłkarzy ta runda będzie ostatnią w ekstraklasie?

Lewicki: - W zimie nie robi się wielu transferów. To nie jest na to dobry moment. Wtedy nikt nie buduje składu, tylko go uzupełnia. W lecie spodziewam się wielu transferów. Z prostego powodu - kluby mają wtedy więcej pieniędzy. Sprzedaż Krystiana Bielika jest wyjątkiem. Legia go wypromowała, gdyby nie Tomasz Pasieczny, skaut Arsenalu, to tego transferu by nie było. To przypadek, ale one się zdarzają. Systemowo na dziesięciu piłkarzy, którzy wyjadą, ośmiu wróci z podkulonym ogonem. Kto może odejść w lecie? Gwiazdy ligi: Michał Żyro, Ondrej Duda, Semir Stilić, Karol Linetty. Może Jakub Kosecki, jeśli będzie chciał i ktoś go zechce.

Kucharski: - Każda runda przynosi takich piłkarzy, którzy dostają propozycje. Linetty czy Duda są cały czas obserwowani przez poważne kluby. Do tego może ktoś wypłynąć w Wiśle Kraków, Jagiellonii Białystok, Lechii Gdańsk czy Śląsku Wrocław.

Zmiana na rynku agentów to nie tylko kwestia zmieniającego się prawa. To także coraz większy ruch na rynku marketingowym. Lewicki niedawno powołał nową spółkę - Pro Sport Manager Commercials, która zajmuje się łączeniem zawodników agenta z firmami pozapiłkarskimi. Niedawno Michał Efir, napastnik Ruchu Chorzów, podpisał kontrakt z jednym z producentów obuwia sportowego.

Kucharski: - Rynek agentów jest coraz mocniejszy, pojawiają się coraz lepsze propozycje. Będą pomyłki, bo to jest coś normalnego, ale jest lepsza skuteczność w działaniu. Marka polskiego piłkarza jest coraz lepsza. Zawodnicy są bardziej świadomi i oprócz grania w piłkę wiedzą, że trzeba budować wizerunek na przyszłość. Widzą też pewnie Roberta Lewandowskiego i czerpią od niego wzorce. Wiedzą, czego chcą i mają mniej kompleksów. To poprawa w kwestii marketingowej. To będzie długotrwały proces, ale on już się zaczął.

Eksperci. Mistrz tylko jeden?

W ostatnich miesiącach wiele mówiło się o tym, jak Legia zdominowała Ekstraklasę - nawet wystawiając rezerwy, nawet przegrywając w Gliwicach czy Bielsku-Białej, ma przewagę w tabeli. Czy jednak Ekstraklasa skorzystałaby na innym mistrzu Polski niż najbogatszy jej klub?

Remigiusz Jezierski, ekspert nc+: - Podtekstem jest zawsze atrakcyjność ligi i napięcie związane z tym, by zawsze było interesująco, a przecież tak też było przy wprowadzaniu reformy rozgrywek. Ja się z nią nie zgadzałem i dalej się nie zgadzam. Niech Legia po prostu rośnie w siłę - niech każdy polski klub gra coraz lepiej, bo to dla mnie oznacza realne podniesienie poziomu i jeśli to ma być na ten moment Legia, to niech tak będzie, niech gra w europejskich pucharach, a najlepiej w Lidze Mistrzów. Ja jestem takim kibicem, że idąc na mecz nie chcę się zastanawiać, kto ile ma punktów i czy przyjmie taktykę pod miejsce w tabeli, ale bardziej interesuje mnie to z perspektywy tego, jak sam byłem piłkarzem - mecz był świętem, tak się to traktowało, by grać jak najlepiej. Chciałbym z przyjemnością patrzeć na Ekstraklasę, także na Legię. Dla mnie kolejnym takim dowodem na ich siłę jest ściągnięcie Michała Masłowskiego i także dlatego im kibicuję.

Tomasz Łapiński, Polsat Sport: - Dla całej ligi, jeśli bierzemy to jako ogólnik, to nie ma żadnego znaczenia. Przykładowo Podbeskidzie nie obchodzi, czy mistrzostwo zdobędzie Legia czy Lech. Jeśli chodzi o atrakcyjność ligi, to najważniejsze będzie, jeśli w czołówce będą małe różnice punktowe i będzie kilku uczestników tej batalii o tytuł. To jest ważniejsze dla całej ligi, a nie, kto ostatecznie wygra. Dla Legii to również wyjdzie bardzo dobrze, jeśli będzie równy poziom i ostra rywalizacja, jak zresztą dla każdej innej drużyny. To idealne warunki do rozwoju, podnoszenia jakości, lepszej gry, bez względu na to, kto ostatecznie zwycięży. Czy ktoś już teraz ma ten potencjał? No właśnie, dobre pytanie... Teraz na to nic nie wskazuje, zresztą wystarczy spojrzeć, że pomimo tylu porażek Legia ma wciąż przewagę w tabeli.

Czy jednak jest potencjał w innych drużynach, czy ktokolwiek może zagrozić Legii i to nie tylko w kontekście tego sezonu? A jeśli już - to jak utrzymać rywalizację na dłuższą metę, zwłaszcza przy nierównych budżetach?

Jezierski: - Na szczęście widzę też potencjał na grę w Europie w innych zespołach - na szczęście dla atrakcyjności Ekstraklasy. Widzę to przede wszystkim po pracy przy pierwszych zespołach, że wzorce zachodnie coraz częściej do nas przychodzą, a trenerzy coraz lepiej się kształcą. Jeśli patrzeć na całość, przygotowanie fizyczne, psychologów i działanie oraz panowanie nad tym, to obserwuję podniesienie standardów. Samą tą pracą, samymi niewykorzystanymi zasobami to potencjał na pewno jest, by gonić Legię.

Tylko kto? - Lech, który jest rozsądnie budowany, który szuka gwiazd na miarę ligi polskiej, by pociągnęły zespół do sukcesów - mistrzostwa czy pucharu. Bo może w Poznaniu potrzeba wyraźnego sukcesu, by dostrzeżono, że nie jest to dziełem przypadku... Ten zespół Lecha jest też ciekawy - z Hamalainenem, fajnymi, polskimi zawodnikami, jak Kownacki czy Linetty, którzy są produktami tamtejszej akademii. Śląsk Wrocław jest również bardzo rozsądnie prowadzonym zespołem, z odpowiednim szkieletem, braćmi Paixao... Jak najbardziej - na ten moment też należą do faworytów, choć trudno odnieść to do przyszłości, bo są w skomplikowanej fazie redukcji kosztów i to może się odbić - dodaje Jezierski.

Łapiński: - Ciężko jest komukolwiek się zbliżyć do nich, ale to wynik braku stabilizacji w tych klubach. Jeśli nawet mają jedną rundę dobrą, to to nie gwarantuje, że następna będzie taka sama. Cały urok tej ligi polega na jej nieprzewidywalności. Wiosna dopiero udowodni nam, czy te drużyny mają jakość, by dotrzymać kroku Legii. Jednak jesienią nie było zbyt wiele takich momentów, które by argumentowały taką tezę. Tak naprawdę mistrzostwo to jest jedna rzecz, natomiast, jeśli chcemy patrzeć przez pryzmat dłuższej perspektywy, to to jest kwestia pieniędzy.

Czy ktokolwiek może sobie na to pozwolić? - Kto ma te możliwości większe, to może sobie pozwolić na transfery, rotację. To świetnie robi Legia, ale to jest efekt dobrej gry w europejskich pucharach, bo to stamtąd płyną największe pieniądze, a nie z samego mistrzostwa. To pierwszy krok, jaki pozwala myśleć o budowaniu jakiegokolwiek bezpieczeństwa finansowego. Jeżeli Lech zdobyłby mistrzostwo i powalczył w pucharach, to na pewno ta szansa na dogonienie Legii by była. Natomiast ostatnio widzieliśmy, że te porażki w europejskich pucharach zdarzały się w bardzo wczesnej fazie i to od razu przekładało się na transfery i sytuację klubu - kończy Łapiński.



Działacze: Czy czas na reformę reformy?

Od półtora roku piłkarze ekstraklasy grają 37 meczów w sezonie. Najpierw rozgrywają 30 spotkań sezonu zasadniczego, a później dodatkowe starcia o mistrzostwo bądź utrzymanie. Decyzję podjęła Ekstraklasa S.A., a zatwierdził ją zarząd PZPN. Jak obydwie strony oceniają ten ruch?

Łukasz Wachowski, dyrektor departamentu krajowych rozgrywek PZPN: - Żeby do końca ocenić reformę, trzeba od trzech do pięciu sezonów. Na razie przyglądam się i nie narzekam. Nie jest to jednak format idealny z punktu widzenia administrowania rozgrywkami. Podział na grupy nie jest popularny w Europie. Kiedyś był w Szwajcarii, teraz tam gra dziesięć zespołów. Mieliśmy niedawno wizytę z tego kraju, opowiadaliśmy o formacie rozgrywek i reakcja nie była entuzjastyczna. Mam też obawy, czy ktokolwiek pokusił się o ocenę dotyczącą poziomu gry, widowiskowości - np. czy pada więcej bramek. Aby mieć pełny obraz należałoby zweryfikować również frekwencję czy faktycznie wzrosła.

Marcin Animucki, wiceprezes Ekstraklasy S.A. : - Dla pełnej oceny obowiązującego systemu potrzeba trzech-czterech pełnych sezonów. Mamy za sobą natomiast dopiero półtora roku w nowym formacie. Już można powiedzieć, że wiele celów zostało zrealizowanych. Polscy piłkarze rozgrywają wreszcie liczbę meczów zbliżoną do średniej europejskiej, a co ważniejsze są to mecze o odczuwalną dla wszystkich stawkę. Na przykład teraz większość ligi myśli o tym co zrobić, by wejść do pierwszej ósemki. Jestem przekonany, że będziemy mieli powtórkę sprzed roku, kiedy losy kilku klubów ważyły się do ostatniego gwizdka.

Wachowski dostrzega kilka problemów związanych z liczbą meczów, które muszą rozegrać piłkarze. - Terminarz może być przeładowany i często nie zwracamy na to uwagi. W kwietniu i maju gramy dziesięć kolejek Ekstraklasy, do tego mecze dwa mecze półfinałowe Pucharu Polski, jest jeszcze kadra na koniec marca. To dużo. Nie ma miejsca na normalny cykl, w którym musi znaleźć się miejsce na mecz, trening i regenerację - mówi.

Prowadzi do też do kłopotów dla kibiców. - Zauważyłem też pewien drobiazg. Pod koniec rozgrywek może dojść do sytuacji, że te same kluby zagrają ze sobą czterokrotnie w krótkim czasie - raz w rundzie zasadniczej, dwa razy w półfinale PP i znowu w rundzie finałowej. Zakup biletów dla np. czteroosobowej rodziny to duży wydatek - zwraca uwagę Wachowski.

- A tak naprawdę to ciasno w terminarzu zrobi się za rok, bo mamy Euro 2016. Żeby skończyć rozgrywki w połowie maja, trzeba będzie wykorzystać każdą lukę na ligę, a więc wszystkie te problemy uderzą ze wzmożoną siłą - kończy.

Bardziej optymistyczny pozostaje Animucki, który zwraca uwagę na pozytywne strony walki o grupę mistrzowską. - Motywację wzmoże kształt tabeli. Kilka punktów różnicy pomiędzy 8. a 3. zespołem w tabeli wpływa mobilizująco na piłkarzy i jest magnesem dla kibiców. Np. Lechia w zeszłym sezonie w każdym domowym meczu osiągnęła lepszą frekwencję niż jej średnia w rundzie zasadniczej - mówi wiceprezes.

To oznacza, że kluby nie grają tylko o większe pieniądze z praw transmisyjnych czy możliwość gry w pucharach. W grę wchodzi też zaproszenie do siebie kibica, który może wrócić w przyszłym sezonie.

Czy Ekstraklasa będzie wspierała kluby w przyciąganiu fanów? - Od kilku lat budujemy markę Ekstraklasy, co przekłada się przede wszystkim na wartość kontraktów mediowych i marketingowych. Cała praca związana, np. z biletami jest po stronie klubów. My ze swojej strony staramy się doprowadzać do systemowych ułatwień, np. aktywnie pracujemy przy nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych - mówi Animucki.

Prezes: Nie ma na to pieniędzy

W najbliższych miesiącach Ekstraklasa podpisze nową umowę o transmisje z meczów ligowych - prawdopodobnie największą w swojej historii. Czy to cokolwiek może zmienić w szarej rzeczywistości funkcjonowania większości polskich klubów?

Cezary Kulesza, prezes Jagiellonii Białystok: - Nie wiadomo na sto procent, czy będą większe pieniądze z transmisji. Gdy się pojawią, to będziemy się zastanawiać, jak je wykorzystać. Liga się rozwija i dobrze, ale moje spostrzeżenie jest takie, że oglądamy za dużo meczów. Ekstraklasa trwa od piątku do poniedziałku, potem jest Liga Mistrzów, Puchar Polski, Liga Europy i od nowa liga. Fajnie, że ekstraklasa jest pokazywana, ale poniedziałki nie są chyba dobrym pomysłem. To za dużo dni. Można ten mecz poniedziałkowy przesunąć na sobotę lub niedzielę. Na pewno znajdzie się termin, a nawet jeśli nie byłoby transmisji, to wyszłoby to na plus, bo więcej osób przychodziłoby na mecze. Frekwencja jednak uzależniona jest od wyników drużyny. Jeśli ta gra dobrze, to przychodzi coraz więcej ludzi.

Młodzież jest szkolona w każdym klubie, bo takie są wymogli licencyjne. Czy brakuje infrastruktury? 

- Nie ma na to pieniędzy, trzeba kupić teren i to obszerny, kilka hektarów, a potem muszą na nim powstać boiska. Bardziej atrakcyjny teren w centrum Białegostoku jest drogi. Nikt nie sprzeda za złotówkę. Trenerzy są też słabo opłacani, zarabiają 10-15 razy mniej niż szkoleniowcy pierwszego zespołu, ale to wszystko wiąże się z oszczędnościami klubów - kończy Kulesza.

Kibice: Będzie nerwowo

Nikt nie podchodzi bardziej emocjonalnie do startu rozgrywek od kibiców. Ostatnie chwile przed pierwszym gwizdkiem to mieszanka nadziei, niepewności, nerwów i niewiedzy. Jak do rozpoczęcia rundy podchodzą znani kibice?

Bogdan Kalus, aktor, kibic Ruchu Chorzów: - Chciałbym, żeby chorzowianie wydostali się ze strefy spadkowej. Nerwowo zawsze jest, dopóki nie ma pewności i bezpieczeństwa. Wyniki na jesień nie były pozytywne, może pod koniec coś ruszyło. Szkoda tych zremisowanych meczów, w których bramki Ruch tracił pod koniec. Byłaby lepsza sytuacja. Wierzę w fachowość Waldka Fornalika. Po wyczyszczeniu spraw transferowych powinno to ruszyć do przodu. W kadrze było kilku dziwnych piłkarzy, teraz przyszli tacy, którzy, mam nadzieję, będą wzmocnieniami, a nie tylko uzupełnieniami.

Pablopavo, wokalista, kibic Legii Warszawa: - Rundę zaczynam w czwartek meczem ze Śląskiem Wrocław w Pucharze Polski. Liczę, że o mistrzostwo będzie trudniej niż w zeszłym roku. Czy zdobędziemy też puchar? Nie jestem pewien zależy jak długo będziemy w Lidze Europy. Chciałbym, żebyśmy byli jak najdłużej, ale to wpłynie na ligę. Będzie wtedy klasyczna bergowa rotacja, chwilami bardzo duża, co rozumiem. Nie jestem hurraoptymistą, a czytam na legijnych forach, że mamy mistrzostwo w kieszeni, a Ajax jest słaby. Może jest w skali klubów typu Manchester City, a takim ciągle nie jesteśmy. Legia zrobiła dobre transfery, wszystko po to, żeby mieć dwie zbliżone jedenastki. Przyszedł Arkadiusz Malarz, żeby drugim bramkarzem nie był jakiś niepewny junior. To powinno pomóc w takich meczach, które w poprzedniej rundzie Legia przegrywała i to bezapelacyjnie, choć na papierze była znacznie lepsza.

Na kogo warto zwrócić uwagę?

Kalus: - Głównym faworytem do zwycięstwa jest Legia. Bardzo życzę też mojemu koledze Michałowi Probierzowi, żeby Jagiellonię Białystok z tym pięknym stadionem doprowadził na podium. Może będzie też coś z Lechii Gdańsk, byłaby to drużyna, która zagrozi rywalom. Liczę na większą frekwencję na stadionach. To odchodzenie od kart kibica to dobry pomysł, powinno pojawić się więcej ludzi, którzy akurat na weekend gdzieś się znaleźli.

Pablopavo: - W lidze, oprócz Legii, będzie się liczyć Śląsk Wrocław, Lech Poznań, może nawet Wisła Kraków. Będę zwracał uwagę na wrocławian, mają świetnego trenera. Był wyśmiewany na początku, a wyszło na jego. Wyciąga co najlepsze z tych piłkarzy. Lech ma świetny skład. Popatrzę na GKS Bełchatów i Górnika Łęczną, bo podoba mi się, jak się tam pracuje. Bardzo dużym sentymentem darzę Kamila Kieresia, liczę na to, że bracia Mak będą zdrowi i udowodnią, że mają talent. Postaram się oglądać jak najwięcej, bo mam taką przypadłość, że oglądam polską piłkę.

Dziennikarze: Nie będzie tylko o Legii

Czy Ekstraklasa naprawdę musi dotyczyć tylko i wyłącznie tego, co dzieje się w Warszawie? Spytaliśmy dziennikarzy, którzy starają się nie tyle patrzeć na to, co przykuwa uwagę wszystkich, ale również innych - jakie będą najciekawsze historie w Ekstraklasie?

Piotr Żelazny, Rzeczpospolita: - Przede wszystkim będę obserwował, jak radzi sobie Michał Masłowski w Legii, a szczególnie jak już do zdrowia wróci Ondrej Duda. Jak Legia sobie poradzi z tym nadmiarem bogactwa? Jak Henning Berg to poukłada między Radoviciem, Dudą i Masłowskim? Tego jestem bardzo ciekawy, bo to może być totalny rozjazd ligi - może nie taki, że Legia wygra tytuł jeszcze przed podziałem punktów, ale gdyby nie ono, to byłoby pozamiatane. Oczywiście może to być kompletny niewypał i może Henning Berg tego nie udźwignie? Zobaczymy. Natomiast druga historia, którą obserwuję od początku sezonu i która ciągle mnie intryguje to Lechia Gdańsk. Ciekaw jestem, czy to co wydarzyło się zimą, takie zbastowanie z transferami, z pójściem na ilość i bardziej przemyślane sprowadzanie piłkarzy to objaw czegoś lepszego w Gdańsku. A może to była taka potrzeba chwili i zaraz znowu się okaże, że nikt nie panuje nad tym, co tam się dzieje? Czy Lechia dalej będzie czymś na wzór agencji menedżerskiej?

Paweł Wilkowicz, Sport.pl: - Będę się przyglądał Jagiellonii, bo po jesieni zostało mi wrażenie, że nikogo w ekstraklasie tak bardzo nie cieszy gra w piłkę jak piłkarzy Jagi i nigdzie młodzi nie wchodzili do ligi tak ładnie jak tam. Będę śledził GKS Bełchatów, bo jesień się zaczęła pod znakiem braci Maków, a potem to się nagle urwało i już mi ich brakuje. Będę patrzył na Sebastiana Milę w Lechii i czekał na moment, gdy się w Gdańsku skończą żarty. Na Jakuba Świerczoka i Zawiszę, jak razem udźwigną rundę, która może na długo zdecydować o ich przyszłości. Czekam też jak będą wyglądały po przerwie zimowej drużyny trzech trenerów, którzy jesienią brali drużyny w locie: Jana Kociana, Macieja Skorży i Waldemara Fornalika. Patrzę na Henninga Berga, jak będzie żonglować swoimi piłkarzami między ligą i pucharami, bo rzadko to w ekstraklasie widywaliśmy w aż takiej skali. A Śląsk niedaleko.

Sportowcy, których fryzury wyglądają jak jedzenie! [ZDJĘCIA]


Zdjęcie ADIDAS Piłka Nożna Brazuca Glider G73628 roz.5 Zdjęcie ADIDAS Piłka Nożna Brazuca Top Replica G73622 roz.4 Zdjęcie Spokey Piłka nożna Polska
ADIDAS Piłka Nożna Brazuca ... ADIDAS Piłka Nożna Brazuca ... Spokey Piłka nożna Polska
Sprawdź ceny ? Sprawdź ceny ? Sprawdź ceny ?
źródło: Okazje.info


Czy będziesz oglądał mecze rundy wiosennej?