Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Szef polskich sędziów: "My nie gramy w ruletkę"

- Dla mnie Sławek Stempniewski to już tylko showman - mówi w obszernej rozmowie ze Sport.pl przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN Zbigniew Przesmycki. Opowiada również o krytyce i analizach telewizyjnych ekspertów oraz poziomie polskich sędziów.
Przesmycki od grudnia 2011 roku jest przewodniczącym KS PZPN. W grudniu trzy szóstki polskich sędziów prowadziły mecze w Lidze Mistrzów oraz w Lidze Europy, a jednym z ostatnich sukcesów było znalezienie arbitrom Ekstraklasy sponsora. Na niecały miesiąc przed startem rundy wiosennej ligi oraz tuż przed wyjazdem sędziów na zgrupowanie do Turcji, Przesmycki opowiada o charakterystyce trudności oraz standardach pracy krajowych arbitrów.

O standardzie polskich sędziów:

- Kto dziś powie, że moi chłopcy nie pozwalają grać, odgwizdują jakieś drobiazgi? Chyba tylko ktoś negatywnie nastawiony. Dzisiaj pozwalają grać, tyle tylko, że obaj przeciwnicy muszą walczyć o piłkę. Kiedyś Marcina Borskiego oskarżano o to, że w jednym meczu dał się nabrać, odgwizdując faul na napastniku, który chociaż był pociągany za koszulkę z tyłu, to trochę teatralnie upadł. Ale dlaczego my mamy szukać usprawiedliwienia dla zawodników, którzy przegrali walkę o pozycję i będąc za kontrolującym piłkę przeciwnikiem rozmyślnie łapią go za koszulkę?

O opiniach ekspertów:

- No cóż, czynni członkowie organizacji sędziowskiej nie mają prawa występować jako eksperci. Kolega Sławek co prawda występuje jako ekspert, ale tak naprawdę, teraz gdy zdecydował się komentować decyzje sędziów, jest już tylko showmanem. Dlatego uśmiecham się tylko, gdy mówi o sytuacji, gdy jeden piłkarz wbiega przed drugiego i jest podcinany, że to twarda, męska walka, to trudno to komentować inaczej jak "show must go on". Nie ma czegoś takiego. W takich zdarzeniach ten, który znajdzie się za plecami drugiego i biegnąc za nim powoduje, nawet przypadkowo, jego upadek, zawsze, bez względu na okoliczności, fauluje.

O niewiedzy ekspertów:

- Ile ocen wynika z niewiedzy? Jeśli słyszę eksperta, który mówi, że jeden zawodnik podciął drugiego przypadkowo, to co mam na taki absurd powiedzieć. I to się podnosi do rangi błędu? Mam wrażenie, że czasami na siłę wyszukuje się sytuacje w celu analizy decyzji sędziowskich, bo nie ma ewidentnych błędów. Ja po każdej kolejce sam robię analizy, które są umieszczane na stronie, a te telewizyjne oglądam, jak mam czas.

- Oglądałem kontrowersje w Lidze+ Extra, jak gośćmi byli Zbigniew Boniek czy Szymon Marciniak. Ale tak, to nie jest mi to potrzebne. To mnie nie rozwinie. Czołówka moich sędziów też nie ogląda, po co? To jest show "made by sponsor" i mają prawo robić to, co uważają za stosowne, to przecież profesjonaliści. Jak jeszcze Sławek był w zarządzie, to trochę irytowało, że miał swoich faworytów i sędzia X, co by nie zrobił, to było dobrze, a ten Y to źle.

O tym, czy analizowanie błędów w telewizji wpływa na wizerunek sędziów:

- Nie sądzę, oni mają się dobrze. Jak cofniemy się parę lat, to w zasadzie nikt ich nie chwalił. Ci, którzy wiedzą, na czym to polega, mówią, że postęp jest bardzo duży. Nasi sędziowie nie mają problemów z zarządzaniem grą, z puszczaniem korzyści. Takie błędy, które kosztują sędziów jeden czy dwa mecze odpoczynku będą, ale chodzi o to, by było ich coraz mniej i o coraz mniejszym ciężarze gatunkowym. I tak właśnie jest. Na przykład, jeśli chodzi o rozmyślność kontaktów piłki ręką, to w rundzie jesiennej nie było żadnego błędu.



O pretensjach do sędziów:

- Niektórzy mówią, że Jarosław Przybył, w ostatniej jesiennej kolejce, w meczu Śląsk-GKS Bełchatów, nie powinien podyktować karnego dla gospodarzy, bo Hołota był za delikatnie pociągany za ramię. To jest dość śmieszne i oznacza, że nie wiedzą, o co chodzi w tej zabawie. Gdyby chodziło o pociąganie w walce o piłkę, nieomal bark w bark, to zgoda. Ale jeżeli pociąga się przeciwnika mającego możliwość zagrania piłki, będąc za nim i nie mając takiej możliwości, to takie pociąganie musi być ukarane rzutem karnym.

O tym, czy piłkarze ekstraklasy wymuszają faule:

- Wielu zawodników stara się wymusić faule. Ale co to jest symulacja? W jednym z ostatnich kolejek była sytuacja, w której sędzia Jakubik pokazał napastnikowi żółtą kartkę za symulację, choć ten był kopnięty - ale to nie znaczy, że nie symulował. Kopnięcie musi być nieostrożne, nierozważne, z użyciem nieproporcjonalnej siły, co oznacza, że nie zawsze musi być przewinieniem - jeden z pięciu przypadków symulacji to wyolbrzymianie skutków kontaktu.

- Ja nie będę za wszelką cenę bronił Jakubika, gdy ktoś będzie upierał się, że to jest rzut karny. Nie, ja podam argumenty, dlaczego sądzę, że to symulacja karana żółtą kartką. To była trudna sytuacja, w której musiał podjąć decyzję. "Fifty-fifty" - jest sporo takich sytuacji, a przecież sędzia nie może podjąć połowicznej decyzji. Ktoś powie "popełnił błąd", inny stwierdzi "bardzo dobra decyzja" Czy zatem można definitywnie stwierdzić, że sędzia popełnił błąd?

O przygotowaniach sędziów:

- Jak może być sędzia nieprzygotowany, przecież właściwe przygotowanie fizyczne to warunek konieczny do bardzo dobrego sędziowania. Jeśli cofniemy się cztery lata do tyłu i popatrzymy na nie tak przecież stare klipy z meczów, to nasi sędziowie wyglądali jak normalni obywatele. A teraz? Jak spotka się ich na ekstraklasie, na lotnisku przed wylotem na mecz, to ciężko powiedzieć, czy to piłkarze, czy sędziowie. Te dziesięć, ba!, pięć kilo "noszonych" więcej robi ogromną różnicę. Jak mieliśmy pierwsze zgrupowanie w Antalyi, to dla niektórych na testach biegowych była walka o życie z niepewnością co do zaliczenia.

- A teraz na zgrupowaniach w Turcji nie robimy egzaminów. Po co? Jedziemy tam na dziesięć dni po to, aby trenować i sędziować mecze. A testy biegowe teraz to po prostu formalność, nie ma możliwości, aby ktoś miał choćby najmniejsze problemy z zaliczeniem. Na ostatnią kolejkę Ligi Mistrzów i Ligi Europy UEA wyznaczyła trzy zespoły sędziowskie, razem osiemnastu polskich sędziów - czy nie jest to dowód, na podniesienie się poziomu sędziowania.

O goal-line technology:

- Rozmawialiśmy ostatnio na ten temat z prezesem Zbigniewem Bońkiem. W ostatnich trzech latach, jeśli chodzi o takie decyzje stykowe, to praktycznie wszystkie były dobre. Po co wydawać tyle pieniędzy na goal-line technology, jak można je, na przykład, zainwestować w szkolenie? Pomocne w podejmowaniu decyzji są praktyczne wskazówki dla sędziów - np. jeśli w momencie oceny widać prześwit między piłką a linią bramkową, to prawie zawsze jest gol. I chłopaki sobie radzą.

O karaniu arbitrów:

- Czy powinno się mieć pretensje do swojego arbitra, że nie dostrzegł wysuniętego buta czy kolana u piłkarza? Że nie dostrzegł spalonego na dziesięć, trzydzieści centymetrów? I każdy nas pyta, co dalej, jakie wnioski. Jest jeden - wprowadzić "challenge", na przykład dwa w meczu dla każdej z drużyn. W sytuacji z meczu Cracovia - Korona przy golu na 2-1 w ostatniej minucie drużyna Korony bierze challenge i na powtórkach widać, że ten "czwarty", który strzelił gola, był na pozycji spalonej. Teraz jedyne, co możemy zrobić, to konsekwentnie wdrażać zasadę: jeżeli nie jesteś pewny "be positive". Bo kibice przychodzą, żeby oglądać bramki. Teraz często mówimy, że sędzia popełnił błąd w trudnej sytuacji, a tym samym nie powinien ponosić żadnych konsekwencji.

O procesie analizowania występów sędziów:

- Mamy system "triple checking", na który składają się samooceny sędziów i sporządzane przez nich tak zwane mecze w pigułce - klipy z kluczowych sytuacji, raporty obserwatorów i raporty obserwatorów telewizyjnych. "Mecze w pigułce" to nie są tylko decyzje, ale też poruszanie się, zarządzanie... Jak ma się warsztat na wysokim poziomie, to i decyzje są w zdecydowanej większości prawidłowe. Noty sędziom, na podstawie tych wszystkich sprawozdań wspartych klipami, wystawia czterech członków zarządu KS PZPN.

- Teraz obserwator nie może swoją ułomną obserwacją skrzywdzić sędziego, a może jedynie ponieść konsekwencje tej ułomności. Przecież gdy zderzamy jego spojrzenie na mecz z naszym wypracowanym w systemie "triple checking", to nie może okazać się, że to były dwa różne mecze. W pierwszej lidze i w drugiej też wszystkie mecze są filmowane i umieszczane na specjalnym serwerze. W przypadku tych dwóch lig obserwatorami telewizyjnymi są sędziowie i asystenci zawodowi, razem siedemnastu.

- Nie będę ukrywał, że "podkręcamy" arbitrów zawodowych, żeby byli ostrzy jako obserwatorzy TV, tak aby inicjować dyskusję z sędzią danego meczu, to rozwija jednych i drugich. Co trzy kolejki sędziowie i asystenci zawodowi mają zgrupowania w Spale, gdzie wspólnie trenują i analizują ostatnio prowadzone mecze.

O trudności interpretacji błędów:

- Sytuacja z jednej z pierwszych kolejek z meczu Cracovii z Koroną Kielce. Przy decydującym golu dla gospodarzy pięciu zawodników było na pozycji spalonej. Pytają mnie, czy odstawię sędziego asystenta na kilka kolejek. A niby za co? Zgoda, jest pięciu napastników na pozycji spalonej, stopklatka to pokazuje. Spalony może być z tytułu brania udziału w grze lub przeszkadzania w grze przez zawodników na pozycji spalonej. Obrońcy zostają w tyle. Nie ma więc mowy o przeszkadzaniu. Tak więc sędzia asystent musi wiedzieć, czy strzelający gola był na pozycji spalonej. Dwóch pierwszych napastników na pozycji spalonej musi widzieć, piąty jest najbardziej wysunięty też widoczny, ale trzeci i czwarty już nie. Strzela ten czwarty, a my mówimy naszym asystentom - jeśli macie wątpliwości, nie podnoście.

- Najgorsze co może być, to gdy podniesie, a padnie bramka - wtedy wyciągamy konsekwencje, tak się stało z tymi, którzy w dwóch innych meczach tak właśnie zrobili. Ale zgodnie z instrukcjami sędzia asystent musi trzymać chorągiewkę przy nodze jak nie ma pewności. W kategoriach "kreski" - błąd, ale warsztatowo nie, bo to są tylko ludzie. Nie był w stanie ocenić, zachował się zgodnie z instrukcjami. My nie gramy w ruletkę.