Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Stec: Legia, siostra reprezentacji Polski

Im bliżej było do nieuchronnego, czyli utraty przez warszawiaków resztek szans, tym bardziej stawała mi przed oczami reprezentacja Polski, ta spod ręki Waldemara Fornalika. Obie nasze drużyny eksportowe to dla mnie ostatnio siostry bliźniaczki w tym sensie, że ?rozwijają się? w podobnym tempie i że przy obu nie potrafiłem się zmusić, by udawać przed samym sobą, że wierzę w cokolwiek - pisze Rafał Stec.
Czytaj wpis na blogu autora ?

W kwalifikacjach Ligi Mistrzów warszawscy piłkarze tuptali od remisu do remisu, a publika wzdychała, jak niewiele im zabrakło, w Lidze Europejskiej zrobiło się już całkiem bezstresowo - tupta sobie Legia od nieznacznej porażki do nieznacznej porażki, a komentatorzy co pewien czas - najpierw w Rzymie, potem w Trabzonie - konstatują, że właśnie obejrzeli jej najlepszy mecz w sezonie. Mogą konstatować, bo przeciwnicy drużyny Jana Urbana wkładają w te rozgrywki energię w ilościach homeopatycznych. Nawet gdy się jednak napraszają, żeby im strzelić, to nie tracą, a gdy tylko wyciągną nogę, to sami strzelają. I mamy 0:1 albo 0:2, nie przeżywamy pozytywnych uniesień, ale nie trzeba też znosić traumatycznych klęsk - nikomu w grupie nie chciało się schylić, by lidera tzw. ekstraklasy ostro wychłostać. Legia to w Europie takie ni to, ni owo.

Taktyczną naiwność wybełtaj z pustką na pozycji środkowego napastnika, dosyp chaos Koseckiego... Właściwie aż mi się nie chce wymieniać składników tego zakalca. Wyglądali już rozmaici mistrzowie Polski w pucharach lepiej albo wyglądali gorzej, chyba żaden tak mnie nie wynudził. Im dłużej tę nijakość oglądałem, tym głębiej wzdychałem do piłkarza, o którym można powiedzieć wiele, ale nikomu nie przeszłoby przez gardło "ni to, ni owo". Szkoda, że Bogusław Leśnodorski - chyba najdynamiczniejszy prezes w naszej lidze, jakiego pamiętam - postanowił wykopać z klubu Danijela Ljuboję. Piłkarza z jego błyskotliwością nie widziałem ani w Trabzonsporze, ani w Apollonie, a prześladuje mnie podejrzenie, że z nim w składzie Legia wcale by z Turkami i Cypryjczykami nie zagrała. Po prostu wcześniej awansowałaby do Ligi Mistrzów. A nawet jeśli nie, to nie umiem sobie wyobrazić, by dzisiaj statystowała w Lidze Europejskiej jako jedyny jej uczestnik bez punktu ani gola.

Trwa najintensywniejszy rok nowożytnej Legii. Gęsty od wydarzeń i na boisku, i w szatni, i wokół szatni. Wiosną piłkarze wzięli mistrzostwo oraz puchar kraju, czego klub nie przeżył od połowy lat 90., latem i jesienią rozegrali już 26 meczów. Poza bułgarskim Ludogorecem Razgrad bardziej zapracowanej drużyny nie znajdziemy ani w Lidze Mistrzów, ani w Lidze Europejskiej. A Bogusław Leśnodorski bez wytchnienia wymienia ludzi - piłkarzy, dyrektorów, nawet lekarzy. To wszystko okoliczności dla warszawiaków łagodzące. I rozumiem, że musiały zaistnieć - prezes wbrew pozorom jest zarobiony nie tylko dlatego, że lansuje się w mediach, on podejmuje mnóstwo istotnych decyzji, zmiany o tej skali klub musi odczuć. Jego pomysł, by zgasić najjaśniejszą gwiazdę klubu od wielu lat, uważam jednak za okoliczność mocno obciążającą. Obciążającą właśnie z perspektywy europejskich pucharów. Nie sądzę, by na zaoszczędzonych pieniądzach Legia zyskała tyle, ile straciła na pozbyciu się Ljuboi.

Sezon pucharowy się skończył. Legia pobić zdołała tylko półamatorów z Walii, Ligę Europejską zakończy bez gola - teraz, gdy nic już nie zostało do wygrania, może co najwyżej ustrzelić statystyczny fakt bez znaczenia. Zwłaszcza że rywale, jak przypuszczam, są zdolni obrazić ją wystawieniem w następnych kolejkach najbardziej ofermowatych rezerwowych.

Im bliżej było do nieuchronnego, czyli utraty przez warszawiaków resztek szans, tym bardziej stawała mi przed oczami reprezentacja Polski, ta spod ręki Waldemara Fornalika. Obie nasze drużyny eksportowe to dla mnie ostatnio siostry bliźniaczki w tym sensie, że "rozwijają się" w podobnym tempie i że przy obu nie potrafiłem się zmusić, by udawać przed samym sobą, że wierzę w cokolwiek. Dziwi mnie jedno - skoro kadra i Legia wyglądają na tle Europy tak samo niewyraźnie, to dlaczego za przypadek beznadziejny uchodzi tylko były już trener tej pierwszej?