Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Legia Warszawa zamierza przeprowadzać transfery wbrew przepisom?

Prezes Legii Warszawa, Bogusław Leśnodorski zapowiedział, że jego klub chce nawiązać współprace z funduszem, który wsparłby Legię finansowo przy transferach piłkarzy. Taki schemat jest dość powszechny na świecie, w tej sposób działa m.in. portugalskie FC Porto. Kłopot w tym, że niektóre federacje piłkarskie, w tym polska, zakazują takich działań
- Wszystko wskazuje na to, że od zimy będziemy mieli fundusz, który będzie z nami finansował transfery zawodników. W skrócie: jeśli piłkarz będzie kosztował 2 miliony, to my zapłacimy milion, a fundusz dołoży drugi. Ryzyko zostanie rozłożone. Może dzięki temu będziemy poważniejszym graczem na rynku - powiedział Leśnodorski w wywiadzie udzielonym dla "Przeglądu Sportowego". Takie praktyki w futbolowym świecie są coraz częstsze, a znane są pod nazwą "Third-Party Ownership" (TPO).

Jak to działa?

Najkrócej i najtrafniej działanie tego systemu opisał prezes Leśnodorski. Jeśli klub X (w tym wypadku Legia) chce kupić zawodnika z zespołu Y, a nie stać go na zapłacenie pełnej kwoty, może dogadać się z prywatnym inwestorem bądź funduszem inwestycyjnym, by ten dołożył brakujące pieniądze do transferu. Jeśli kwota ma wynieść 2 mln euro, to Legia zapłaci część kwoty, a resztę dołoży fundusz bądź prywatny inwestor. Wtedy oba podmioty będą miały tyle procent praw do danego piłkarza, ile procent włożyły w transfer. Jeśli po jakimś czasie zawodnik zostanie sprzedany, to obie strony dostaną odpowiedni procent z kwoty transferowej. 

Takie rozwiązanie jest szczególnie popularne w Portugalii, Turcji oraz Ameryce Południowej. Jeśli kiedykolwiek ktoś zastanawiał się nad sukcesem FC Porto, sprzedającego piłkarzy za olbrzymie kwoty, to TPO wyjaśnia tę sprawę. "Smoki" kupują wielu piłkarzy z Ameryki Południowej, lecz płacą jedynie część kwoty za te transfery, bo resztę pokrywają fundusze inwestycyjne. Kiedy w 2007 roku Porto sprzedawało Brazylijczyka Andersona do Manchesteru United za 31,5 mln euro, cześć tej kwoty otrzymał agent piłkarski Jorge Mendes (dba m.in. o interesy Crtistiano Ronaldo i Jose Mourinho). Wszystko dlatego, że miał część praw do piłkarza, bowiem dołożył się do transferu piłkarza do Porto z brazylijskiego Gremio. Przeróżne spółki i fundusze w Amerryce Południowej mają część praw m.in. do Neymara, Elano, Maicona czy Hernanesa. Najsłynniejszą osobą działającą w tym biznesie jest jednak urodzony w Iranie Kiavash "Kia" Joorabchian. Kiedy w 2007 roku West Ham United sprowadziło dwójkę Argentyńczyków Carlosa Teveza i Javiera Mascherano, spółki reprezentowane przez Joorabchiana miały częśc praw do obu piłkarzy. Szacuje się, że anonimowi inwestorzy, których reprezentuje Irańczyk, mają procentowe prawa do kilkudziesięciu piłkarzy na całym świecie.

Czy to legalne?

Co na to UEFA?. Z jednej strony takie postępowanie jest potępiane, z drugiej za słowami na razie nie poszły jak do tej pory żadne czyny. Za regulację ws. TPO odpowiadają krajowe federacje. Trzy - Anglia, Francja i Polska - zakazały tego typu działań. Reguluje to "Uchwała w sprawie statusu zawodników występujących w polskich klubach oraz zasad zmian przynależności klubowej", a dokładniej paragraf 33, punkt 4. 

"Kluby piłkarskie nie mogą zobowiązywać się wobec jakichkolwiek osób trzecich, albo zawierać z nimi umów w przedmiocie transferów definitywnych lub czasowych."

Zakaz łatwy do obejścia

Dlaczego więc Bogusław Leśnodorski mówi o takiej możliwości, mimo iż jest to sprzeczne z przepisami PZPN-u? Według prawnika, z którym się skontaktowaliśmy, Legia Warszawa nie powinna mieć problemów, by osiągnąć swój cel. - Prezes Bogusław Leśnodorski nie powiedział dokładnie, w jaki sposób miałby funkcjonować taki fundusz. Zarówno przepisy PZPN jak i FIFA są w tym wypadku łatwe do obejścia. Fundusz nie widniałby na umowie transferowej - zapewne udzielałby klubowi pożyczki i w jakiś sposób partycypował w zyskach z inwestycji. Jeśli umowa zostanie dobrze sporządzona, to nie powinno być żadnych problemów - twierdzi prawnik.

Podobne zdanie ma znany agent piłkarski, Jarosław Kołakowski. - Jest to możliwe, oczywiście zawsze istotna jest kwestia zabezpieczenia, jak będą wyglądały wzajemne rozliczenia pomiędzy klubem, a takim funduszem. Umowy muszą być tak zbudowane, żeby były zgodne z przepisami. Pytanie brzmi, w jaki sposób fundusz odzyskuje pieniądze? Prawdopodobnie będzie chciał się w jakikolwiek sposób zabezpieczyć. Fundusz nie chce ponosić ryzyka straty na danej inwestycji, czyli będzie ona widniała po stronie klubu. Każde finansowanie zawsze jest dobre, lecz co się dzieje w sytuacji, gdy wydano większe pieniądze za zawodnika, a np. nie można ich potem odzyskać? To są szczegóły, które prezes Leśnodorski na pewno ma przemyślane - mówi Kołakowski.

Szereg kontrowersji

- Nie rozumiem, dlaczego piłkarze w Brazylii czy Argentynie nie należą do swojego klubu, tylko do innych ludzi. Oznacza to, iż pieniądze nie wędrują w całej piłce nożnej, tylko między ludźmi. To nie jest logiczne ani ludzkie, że człowiek jest sprzedawany przez innego człowieka - mówił w maju prezydent UEFA, Michel Platini.

W grudniu ma poprosić FIFA, by ta zakazała tego procederu na całym świecie. Jeśli tak się nie stanie, to europejska federacja podejmie odpowiednie kroki na własną rękę. W jednym z oświadczeń UEFA zwracała również uwagę na inne aspekty, chociażby integralność futbolu jako dyscypliny. Zadała pytanie, co się stanie, gdy jeden fundusz czy inwestor będzie posiadał prawa ekonomiczne do wielu piłkarzy w różnych drużynach? Nastąpić może wtedy oczywisty konflikt interesów, który jest nie na rękę wszystkim stronom.

W dodatku model biznesowy TPO zakłada częste zmienianie klubów przez piłkarzy, by można było odzyskać zainwestowane pieniądze. Im więcej przeprowadzek, tym więcej pieniędzy dla inwestorów. Proceder ten stoi w opozycji do zasad finansowego Fair-Play, którego celem jest sprawienie, by kluby funkcjonowały na odpowiednim poziomie do swoich możliwości. Zdaniem UEFA zespoły nie powinny polegać na pieniądzach osób trzecich, by pozyskiwać piłkarzy będących poza finansowym zasięgiem. Według europejskiej federacji są to wyjątkowo krótkoterminowe rozwiązania, nie pomagające na dłuższą metę.

Zwolennikiem TPO jest Kia Joorabchian, jeden z czołowych agentów na świecie. Tak w 2011 roku tłumaczył dla BBC pozytywy wynikające z tego procederu. - Everton przyznał, że nie ma pieniędzy, by zainwestować w piłkarzy. Jeśli banki nie są skłonne pożyczyć im pieniędzy, musi istnieć inny sposób, by pozyskali środki pozwalające im na wzmocnienie się i podjęcie rywalizacji. W innym wypadku, w Anglii zawsze będzie czołowa czwórka walcząca o tytuł - powiedział Joorabchian.

Jeśli Legia Warszawa zdecyduje się na finansowanie transferów z udziałem funduszu inwestycyjnego, otworzy to nowy, ważny rozdział w historii transferów w polskiej Ekstraklasie.

Popieracie takie rozwiązanie czy jesteście przeciwni? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach.