Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

T-Mobile Ekstraklasa. Aleksandar Wielki już nie zagra

Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść - napisał na Twitterze Aleksandar Vuković i ogłosił koniec kariery. 34-letni Serb wystąpił w 242 meczach ekstraklasy. 166 razy zagrał w Legii, z którą zdobywał mistrzostwo w 2002 i 2006 r.
- Ze znajomymi żartuję, że jestem jak król Kazimierz Wielki. Polską ligę zastałem drewnianą, a zostawię murowaną. Nie z mojej przyczyny, ale widziałem, jak wszystko się zmieniało i piękniało - opowiadał rok temu w "Gazecie" Serb. W 2001 r. Legia wypożyczyła go na rok z Partizana Belgrad. - Cieszyłem, że w Warszawie czeka mnie fajna przygoda. Byłem święcie przekonany, że najpóźniej w czerwcu 2002 r. wrócę do Belgradu. Życie zweryfikowało plany. Zdobyliśmy tytuł i zostałem - wspominał Vuković.

Uczucie do Legii przetrwało próbę czasu, choć parę razy było wystawione na ciężką próbę. W 2004 r. odszedł do greckiego Ergotelisu, bo "na pozostanie w Legii nie pozwalała mi ambicja. Nie dogadaliśmy się w kwestii pieniędzy. Niestety, oferty z Hiszpanii czy Niemiec nie wypaliły. Do Ergotelisu nie chciałem jechać, to była ostateczna ostateczność. Decyzja była błędna, ale nie wypadało mi prosić się w Legii o pozostanie".

Po pół roku wrócił do stolicy, zdobył mistrzostwo, puchar i Superpuchar, by jesienią 2008 r. znowu - tym razem bezpowrotnie - opuścić Legię. Znowu pojechał do Grecji. Wtedy Vuković też uniósł się honorem - z ówczesnym dyrektorem sportowym Mirosławem Trzeciakiem nie doszedł do porozumienia w kwestii nowej umowy (poszło o około 20 tysięcy euro w skali roku) i na kilka miesięcy pojechał do Iraklisu Saloniki. - Chciałem zostać i zrobiłem wszystko, żeby podpisać kontrakt, ale się nie dogadaliśmy, więc postanowiłem odejść bez względu na wszystko. Rozstaliśmy się po ludzku, w zgodzie. Pozwolono mi odejść za darmo pół roku przed końcem umowy. Postąpiłem bardzo honorowo, jestem dumny z tych siedmiu lat w Legii - opowiadał po drugim rozstaniu z Legią, w której rozegrał 238 meczów (166 w lidze) i strzelił 19 goli (11).

Z Grecji wrócił do Korony Kielce, spędził w niej ostatnie cztery sezony. W obecnym więcej się leczył, niż grał. Wiosną wystąpił tylko w jednym meczu, ale mimo wszystko zaskoczył poniedziałkową decyzją o końcu kariery. - Jeszcze miesiąc temu czy nawet dwa tygodnie temu nie miałem takiego zamiaru, sądziłem, że wypełnię kontrakt, który obowiązywał do końca sezonu - powiedział nam piłkarz. - Decyzja zapadła właściwie z dnia na dzień, ale została przemyślana. Uznałem, że mam niewielkie szanse wrócić do optymalnej formy i grać na sto procent możliwości. U mnie nie ma półśrodków, nie potrafię funkcjonować na boisku, jeśli nie mogę grać najlepiej, jak potrafię. Na razie nie mam żadnych planów. Muszę ochłonąć, ale jestem przekonany, że sobie poradzę. Przez te wszystkie lata zapracowałem sobie chyba na szacunek. Wiem, że chciałbym zostać przy piłce, polskiej piłce. Tu jest moje miejsce. Życie pokaże, co ze mną będzie, nie wykluczam żadnej opcji. Grając w piłkę, nie zapisywałem się do szkoły trenerskiej - może teraz to zrobię? W moim życiu są cztery miejsca, w których zakotwiczyłem na dłużej: Banja Luka, Belgrad, Warszawa i Kielce. Tam nie zginę.

- Vuković? Nie znam człowieka, nigdy z nim nie rozmawiałem. Ale na pewno znajdę czas, by się spotkać - powiedział nam wczoraj prezes Legii Bogusław Leśnodorski.

Nie ma obcokrajowca, który rozegrałby więcej meczów w polskiej lidze od Vukovicia. Drugi po nim, Ukrainiec Andrzej Michalczuk, wystąpił w 223 meczach Widzewa.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS i na Androida