Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Transfery. Maora Meliksona droga od gwiazdy do przeciętniaka

Wisła liczyła, że sprzeda izraelskiego rozgrywającego za miliony, francuskie Valenciennes zapłaci za niego tylko 900 tys. euro.
Melikson zawsze był wyobcowany. Dziennikarzy unikał jak ognia, w zespole miał niewielu kolegów. Przede wszystkim jednak był podatny na wpływy menedżera. Dudu Dahan reprezentuje prawie stu zawodników, niemal wszyscy są Izraelczykami. - Jest najlepszy w kraju, każdy piłkarz chce z nim pracować - mówi izraelski dziennikarz.

42-letniego agenta zdecydowanie mniej lubią w klubach, bo jeśli wyczuje możliwość zarobku, od razu robi zamieszanie. Melikson był jego perełką, więc interesował się nim szczególnie. Dahan torował mu drogę do kadry Franciszka Smudy, bo wiedział, że występ na Euro 2012 podniesie jego cenę. O przyjęciu polskiego obywatelstwa (jego matka urodziła się pod Legnicą) miał poinformować sam Melikson, ale na spotkanie z dziennikarzami przyszedł... Robert Maaskant, ówczesny trener Wisły. W tym czasie piłkarz zaszył się w klubie i bił z myślami. Na izraelskich forach czytał m.in.: "Zdrajco! Jeśli zagrasz dla Polski, to nie wracaj do kraju".

W końcu Melikson zmienił zdanie i obywatelstwa nie przyjął, ale po zamieszaniu z kadrą nie wrócił do formy. Wcześniej potrafił uciekać rywalom przez blisko 90 metrów i wywalczyć rzut karny, przykleić do stopy piłkę wykopaną w powietrze na kilkanaście metrów czy minąć czterech rywali w jednej akcji. Wówczas wyceniano go na co najmniej 3 mln euro.

Później było gorzej, a czara przelała się, gdy latem krakowianie nie puścili Meliksona do Celticu Glasgow. Izraelczyk już nie zamierzał za Wisłę umierać, chciał zmienić otoczenie i jeszcze bardziej zamknął się w sobie. I choć dalej wyróżniał się na tle słabych kolegów, to zjawiskowym piłkarzem już nie był.

Dahan już przed rozpoczęciem okna transferowego rozgłaszał informacje o klubach zainteresowanych Meliksonem, a gdy ofertę złożyło Valenciennes (10. zespół francuskiej ekstraklasy), krakowianie natychmiast ją przyjęli. Mimo że było to tylko 900 tys. Za trzy razy więcej z Polski odchodził Maciej Rybus, a za pięć - Adrian Mierzejewski. Pogrążona w kryzysie Wisła obawiała się jednak, że wkrótce cena za Meliksona może być jeszcze niższa.

Zresztą na Reymonta 28-letni pomocnik też przychodził w dziwnych okolicznościach. Pieniądze krakowian (zapłacili za niego 650 tys. euro) nie przekonały prezes Hapoelu Beer Szewa, ale zawodnik tak często odwiedzał jej gabinet, aż w końcu wyprosił zgodę na transfer.

O miejsce Meliksona w Wiśle będą walczyli 36-letni Kamil Kosowski (podpisał półroczny kontrakt) i Patryk Małecki, który dopina szczegóły skrócenia wypożyczenia do Eski ehirsporu i wczoraj poleciał z krakowianami na zgrupowanie do Turcji.