Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

T-Mobile Ekstraklasa. Liga młodzieńcza i beztroska

Niewiele trzeba, by zostać mistrzem Polski. Faworytami stają się ci, którzy latem doznali najmniejszych strat i drastycznie nie ścięli budżetu - ale to i tak nasze najbardziej oczekiwane rozgrywki ligowe
Nie będzie łatwo z rozmachem rozpocząć sezon 2012/2013 T-Mobile Ekstraklasy. Poprzedziło go Euro, sportowa porażka przeplatana z zachwytem nad piękną, niespotykaną na co dzień scenerią prawdziwych piłkarskich widowisk, następnie telewizyjny powiew wielkiego świata igrzysk, wreszcie huczna klęska w europejskich pucharach, w których po trzech rundach notorycznego wyciągania piłki ze swojej bramki ostały się tylko Legia i Śląsk.

Przez ostatnie miesiące, kiedy przyznano medale za poprzedni sezon, polski futbol został zepchnięty na peryferie. Skopała go nie tylko reprezentacja nawet nie półtoramilionowej Estonii, ale także nasz złoty medalista z Londynu Tomasz Majewski, który - w esencji swojej wypowiedzi - bierze naszych piłkarzy za półgłówków. W podobny ton wpisali się zresztą siatkarze, którzy po wygraniu Ligi Światowej, a jeszcze przed nieudanymi dla nich igrzyskami, napoleońsko koronowali się na królów polskiego sportu, podważając sens istnienia futbolowego światka.

Argumentów mieli dość, bo na marne notowania piłki w naszym kraju wpływają wszyscy z nią związani. Od przywiązanych do stołków działaczy-cwaniaczków po samych piłkarzy, z których wielu rzeczywiście nie umie sklecić zdania, a ich jedyną pasją związaną ze sportem są pieniądze, które całkiem szerokim strumieniem - nieadekwatnie do wkładu pracy - leją się co miesiąc na ich konta.

Ale nie dlatego pieniądze, a właściwie ich deficyt, stały się tego lata tematem numer jeden. Właściciele klubów, których recesja dotknęła i tak dość późno, zaczęli interesy zwijać, zamiast - jak bywało to w ostatnich latach - coraz hojniej je dotować. Z Lecha odeszło aż sześciu kluczowych piłkarzy, w tym dwie autentyczne ligowe gwiazdy - Artjom Rudniew (HSV Hamburg za dwa miliony euro) i Semir Stilić (Karpaty Lwów za darmo). Wiśle Kraków, która po nieudanym poprzednim sezonie miała odkuć się już jesienią, nie udało się wykupić z Belgii najlepszego strzelca Dudu Bitona, bez żalu oddano również czterech innych obcokrajowców, którzy byli filarami drużyny. Zdemolowany kadrowo, mimo perspektywy walki o Ligę Mistrzów, został nawet Śląsk, w którym trener Orest Lenczyk obronę musiał budować od nowa.

Pomijając drużyny środka tabeli, o losie których w dużej mierze zdecyduje boiskowa determinacja i przypadek, kilka zespołów zdołało jednak utrzymać podstawowych piłkarzy. I to właśnie one stają się kandydatami do mistrzostwa.

Faworytem numer jeden jest Legia Warszawa, która frajersko straciła tytuł na finiszu poprzedniego sezonu. W letniej przerwie na tle konkurentów stała się prawdziwą awangardą, nie oddając żadnego z podstawowych graczy poprzedniego sezonu, dołączając do nich wartościowego weterana - 34-letniego Marka Saganowskiego - oraz debiutantów - Daniela Łukasika czy Dominika Furmana. Pozbyła się za to obciążającego budżet zaciągu trenera Macieja Skorży. Jan Urban, w przeciwieństwie do poprzednika-asekuranta, dostrzega w zespole potencjał godny mistrza.

Dość pewnie brzmi także prowadzący Jagiellonię Tomasz Hajto, którego najmłodsza obok Widzewa drużyna ligi (nawet licząc 38-letniego Tomasza Frankowskiego, średnia wieku wynosi 23,7) powinna przynajmniej bić się o puchary. Śmiałe prognozy klub poparł transferami wyróżniających się obrońców - Filipa Modelskiego, Michała Pazdana i Ugochukwu Ukaha.

Mimo osłabień drużynie z Białegostoku dorównać powinni obrońcy tytułu z Wrocławia, Wisła, Lech i Ruch, który w transferowym bilansie też wyszedł na plus (przyszli m.in. Maciej Sadlok, Pavel Sultes oraz Marcin Kikut, odeszli Rafał Grodzicki i kończący karierę Wojciech Grzyb).

Kandydatów do spadku wskazać trudno, bo nawet trener przetrzebionego Widzewa (sześciu nowych graczy w jedenastce) zawsze wynajdzie w niższych ligach nastolatków zdolnych podołać wymaganiom ekstraklasy.

Pod tym względem to przełom, bo tylu młodych graczy ekstraklasa nie miała już dawno. Zaniżyli oni niespotykaną w XXI w. średnią wieku ligowców do 25,4 lat, a w kadrach wszystkich drużyn jest zaledwie siedemnastu 35- i więcej latków.

Cezurą dla rozgrywek ligowych jest też nowy selekcjoner, który dość odważnie chce w każdej kolejce wyłapywać po dwa-trzy nazwiska piłkarzy, którym należy dać szansę w kadrze. Jeśli nie na boisku, to przynajmniej do otrzaskania się na zgrupowaniu wśród bardziej doświadczonych kolegów, o czym Waldemar Fornalik zapewnił mnie jeszcze przed wczorajszym meczem Pogoń - Zagłębie.

Sezon ten będzie więc tyleż walką o mistrzostwo, co szansą dla młodych, którym z konieczności, bądź jak w przypadku Legii wytyczonej przez trenera koncepcji, drzwi do ekstraklasy otwierają się coraz szerzej. Właśnie na to liczy Tomasz Łapiński, wicemistrz olimpijski z Barcelony, który sam debiutował w ekstraklasie przed 18. urodzinami.

- Mam nadzieję, że w tym sezonie będzie bardziej młodzieńczo, beztrosko, mniej kunktatorsko. Młodych w ostatnim sezonie nie było zbyt wielu, ale ci, co do swoich zespołów weszli, tryskali chęciami. Sporo można spodziewać się po beniaminkach, ruszą z impetem, niesione jeszcze awansem - przewiduje Łapiński.

Takich jak on jest jednak niewielu, bo w lawinie mankamentów ekspertom coraz trudniej wyłowić powody, dla których do naszej ekstraklasy warto co weekend zasiąść.

Ale kibice albo nie są tak krytyczni, albo liga ich naprawdę kręci. To ich liczne jak na polskie warunki audytorium zachęca aż trzy polskie telewizje (Canal+, Polsat, TVP) i nadawców internetowych (Sport.pl), by sięgać po prawa do ekstraklasy, oprawiając ją transmisjami, magazynami i analizami w stylu zachodnich lig europejskich. To ich niezła jak na nasze warunki frekwencja, która po wybudowaniu kilku porządnych stadionów znacząco wzrosła, powoduje, że dość bogaci sponsorzy wciąż na polską piłkę chcą dawać, a poza Józefem Wojciechowskim żaden z właścicieli z futbolu się nie wycofał.

Fundamentalnych przeciwników naszej Ekstraklasy nic pewnie do niej nie zachęci, ale są i tacy, których nic nie zniechęci, Ci czekają co roku pierwszego gwizdka z wielkimi nadziejami. "Jaka jest, taka jest, ale ważne, że dziś startuje. Oj, liga, nasza liga"... - napisał na Facebooku Radosław Gajda, były rzecznik wojewody łódzkiego, który w latach 90. zjeździł za GKS Bełchatów tysiące kilometrów po całej Polsce.

Takich jak on znalazłem w piątek w sieci kilkunastu. W całej Polsce są ich setki tysięcy.