Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

T-Mobile Ekstraklasa. Wojciech Kowalczyk: Słaba liga, słaby mistrz

Drugi sezon z rzędu lider zdobywa średnio 1,91 punktu na mecz. To najsłabszy wynik, odkąd za zwycięstwo przyznaje się trzy punkty (od 1996 r.). Wojciech Kowalczyk, były napastnik Legii i reprezentacji Polski, a teraz ekspert Polsatu, uważa, że tendencja ta będzie się pogłębiać.
Rozmowa z Wojciechem Kowalczykiem, byłym napastnikiem Legii i reprezentacji

Przemysław Iwańczyk: Oglądałeś mecze ostatniej kolejki T-Mobile Ekstraklasy?

Wojciech Kowalczyk: Niestety, tak. Już w poprzednim sezonie właściciel Polonii Józef Wojciechowski mówił, że mamy najsłabszego mistrza w historii. Teraz pewnie powtórzy to samo, kiedy z walki o tytuł znów odpadnie jego drużyna.


Kliknij w obrazek, aby powiększyć

Legia, która jest liderem, ma po 23 meczach 44 pkt.

- Zespoły z czołówki rzadko są w stanie wygrać dwa mecze z rzędu. Zwłaszcza na finiszu, kiedy większość zagranicznych gwiazd i gwiazdeczek już wie, że nie zostaną z nimi przedłużone kontrakty. Dotyczy to przede wszystkim Legii, Wisły i Lecha, w niewielkim stopniu Śląsk. Myślą sobie: "co ja tu będę się wysilał, skoro nikt nie proponuje przedłużenia umowy". A właśnie ci ludzie, zarabiając najwięcej, powinni ciągnąć swoje drużyny.

Na tytuł ma szansę aż pięć drużyn?

- Mnie już nic nie zaskakuje, przecież to nie pierwszyzna, że niczego nie można przewidzieć. W ubiegłym sezonie Jagiellonia miała zdobyć mistrzostwo, a Wisła dogoniła ją bez problemu. Wystarczy, że czołowe, nawet najbardziej stabilne finansowo kluby nie trafią z transferami bądź ich liderzy zaczynają zawodzić, sypie się wszystko. A innym, nawet biednym, wystarczy dobrze pobiegać 90 minut, trochę przy tym zagrać w piłkę i już są w czubie. Jak teraz Ruch i Korona, które pokazują, że wystarczy chcieć i nie obrażać się na opóźnienia w wypłatach.

Nie zdziwiłbyś się, gdyby któraś z tych drużyn zdobyła mistrza?

- W ogóle. Nie rozpaczałbym również, jak inni, że z tego powodu mielibyśmy mniejsze szanse na Ligę Mistrzów. Prawda jest taka, że nie mamy na nią żadnych szans, bez względu na to, kogo wystawimy. Nie przyjmuję więc argumentów, że dla dobra polskiej piłki mistrzem powinna być Legia, bo tylko ona dawałaby nadzieję. Jesteś pewien, że z taką grą jak ostatnio, byłaby w stanie przejść kwalifikacje? Ja nie. Taki mamy poziom ekstraklasy, pogódźmy się.

Przecież Wisła była o krok od Ligi Mistrzów, a i Legia biła się z dużymi firmami w Lidze Europejskiej.

- Zaznaczmy, że jeśli wiedzie nam się w pucharach, to z reguły z wielkimi - Spartakiem Moskwa, Sportingiem Lizbona, Manchesterem City. Ale przecież nie te drużyny, a średniacy są naszym rywalem w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. I z nimi spiąć się nie potrafimy, czego zupełnie nie rozumiem. Więc znów zostaniemy ograni jak przez te wszystkie lata.

Wróćmy do ekstraklasy. Jaki jest problem liderującej Legii?

- Jeśli słyszę, że Ljuboja nie zostanie na kolejny sezon i widzę, że nie daje drużynie tego, co jesienią, to jakoś mi się to łączy. Dwa, trzy dobre zagrania w meczu mogą zachwycać, ale pożytku drużynie nie przynoszą. Radović jest kompletnie bez formy, a Rybusa nie da rady zastąpić. Ta trójka ciągnęła Legię, teraz siła ofensywna jest słabiutka, w ostatnich meczach trzy gole zdobył Wolski, jednego Kucharczyk. Przeciwnicy wiedzą, że wystarczy dobrze zaopiekować się Ljuboją i Radoviciem. Sprowadzono co prawda Hiszpana Novo i Argentyńczyka Blanco, ale nie dowiemy się, ile umieją, póki nie zagrają trzech meczów z rzędu. Trudno mówić, że się nie nadają, jeśli nie dostają szansy na dłużej niż na kwadrans. Trener Skorża dogra sztywną jedenastką do końca, bo pewnie liczy, że ktoś się przebudzi.

Szkoleniowiec po każdym meczu ma pretensje do piłkarzy, przeprasza kibiców, ale nie robi niczego, czego kibice oczekują - np. nie wystawia jedenastki naprawdę najlepszej, nie ryzykuje nawet z osłabioną Polonią, bądź średnim na wyjazdach GKS,.

Na szczęście dla Legii wygląda na to, że nikt nie chce tytułu. Lider nie wygrywa dwóch meczów z rzędu, męczy się, a i tak powiększa przewagę.

Zastrzeżeń do Śląska masz pewnie jeszcze więcej.

- Nie wykorzystali szansy na początku rundy, kiedy mieli cztery na pięć spotkań u siebie. Zawalili, ale mają dwa punkty straty do lidera i wciąż mogą być mistrzem. Taka ta liga.

A może widzisz Polonię jako mistrza?

- Czasem się zastanawiam, kogo jeszcze musiałby sprowadzić Wojciechowski, żeby nie przegrywać tylu meczów i tytuł w końcu zdobyć. Grają słabiej niż wskazuje ich miejsce w tabeli, ale też są w grze. Pięć drużyn ma szansę. Wystarczy wygrać dwa, trzy mecze i triumf będzie na wyciągnięcie ręki. Do tego potrzeba odpowiedniego podejścia. Np. Zieńczuk z Ruchu mówi otwarcie, że idzie po tytuł. Nic nie ryzykuje, ale ważne, że chce.

W końcu trzeba będzie wyłonić zwycięzcę, ale ktokolwiek nim zostanie, kibice nie będą zadowoleni, bo to będzie bardzo słaby mistrz. Powiedzieć teraz, kto, to szaleństwo.

Może to lepiej, bo są emocje?

- Lepiej to byłoby śledzić walkę dwóch równych drużyn, przynajmniej jakieś perspektywy na przyszłość by były. Obecna sytuacja jest szkodliwa i zupełnie niezrozumiała. Jak można świetnie grać w pucharach, a w lidze zawodzić. Nie można i tu, i tu? Przecież ligowi przeciwnicy nie są mocniejsi niż ci ze Sportingu czy Spartaka.

Nic się u nas nie zmieni. Latem odejdzie pewnie Ljuboja, Novo, Blanco i któryś z młodych, np. Wolski. Przyjdą nowi, tak samo jak w Wiśle, w której kontrakty kończą się dziewięciu graczom. W Lechu już zapowiedzieli rewolucję. Co roku potentaci są coraz słabsi, drużyny środka mają coraz wyższe ambicje i nic już za darmo nie dają. Liga będzie taka sama - jeszcze bardziej wyrównana i zupełnie nie przywidywalna.

A gdybyś musiał postawić 50 zł na tegorocznego mistrza?

- Wybrałbym Legię, choć jej piłkarze wciąż śpią, więc taki zakład jest bardzo ryzykowny. Już w święta, po meczach z Widzewem i Legią właśnie, na czele może stanąć Ruch. Najładniej grają, choć nie sądzę, by to wystarczyło. Jeśli jednak tak się stanie, wcale zdziwiony nie będę. Ale typuję Legię.

Polonia ? dalej od tytułu