Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Tomasz Hajto: Selekcjoner? Taki mam plan

Mam coś do zaoferowania. Bagaż 22 lat boiskowych doświadczeń to niemało, spotkałem 37 szkoleniowców i ta praca była moim celem - mówi nowy trener piłkarzy Jagiellonii Białystok Tomasz Hajto.
Przemysław Iwańczyk: W ekstraklasie szkoleniowcy zmieniają się na potęgę, ale nikomu nie przyszło do głowy, że pan może przejąć którąś z drużyn.

Tomasz Hajto, 62-krotny reprezentant Polski, który wiosną ma zadebiutować jako trener: Oficjalnie Jagiellonii jeszcze nie objąłem, bo dopiero 4 stycznia komisja przy PZPN zdecyduje, czy mogę prowadzić drużynę warunkowo. Porozumiałem się już z właścicielami klubu i może jest to niespodziewana nominacja, ale uważam, że jakaś równowaga musi być. W Polsce byli piłkarze rzadko prowadzą zespoły. Gwarancji na sukces nie ma nikt - dobrym trenerem może być i ten, kto tylko kształcił się w tym kierunku, a piłki nigdy nie kopnął, jak i ten, kto był kiedyś dobrym piłkarzem. Mam coś do zaoferowania - na pewno wizję opartą na niemieckim futbolu, bo tam najdłużej grałem, ale nie tylko. Rozwijam się i w innych kierunkach. Z Bundesligi chcę przejąć mentalność i przygotowanie fizyczne. Gołym okiem widać, że tamtejsi ligowcy odjechali nam jak pociąg pośpieszny.

Skąd pomysł białostockich działaczy, by sięgnąć akurat po pana?

- A skąd ja mam to wiedzieć? Widziałem się z nimi tylko raz - przypadkowo, na weselu Kamila Grosickiego. Nie dzwoniłem i nie prosiłem o pracę. A jak już się odezwali, zastrzegłem, że siądziemy do rozmów, dopiero kiedy rozwiążą umowę z moim kolegą Cześkiem Michniewiczem. Bardzo go lubię, spędziłem z nim miesiąc na poprzednich mistrzostwach Europy, grywaliśmy razem w tenisa.

Mam styl, który opiera się na kulturze wobec kolegów. Nie chcę też, by oceniano mnie przez pryzmat mojej kariery piłkarskiej, ani błędów, jakie popełniłem. Zresztą popełniłem je jak każdy. W życiu prywatnym zdarzyły mi się dwa karygodne - afera w Niemczech [przemyt papierosów] i tragiczny wypadek samochodowy. Dziś nie chcę już za to pokutować.

Długo przygotowywał się pan do roli trenera?

- Jestem na kursie trenerskim, inwestowałem w siebie, jeżdżąc po zagranicznych klubach, podglądając ich treningi. Zresztą bagaż 22 lat boiskowych doświadczeń to też niemało. Nie dotknąłem jeszcze żadnej drużyny jako szkoleniowiec, ale spotkałem 37 trenerów takich jak: Antoni Piechniczek, Janusz Wójcik, Hubert Kostka, Friedhelm Funkel, Huub Stevens, Jupp Heynckes, Harry Redknapp. Czy to są ludzie, od których nie można się niczego nauczyć?

Trenerka była moim celem, dostałem szansę, tak jak wcześniej dostawało ją wielu innych początkujących, także obcokrajowców. Nie jestem człowiekiem znikąd, przez 12 lat zostawiłem trochę zdrowia reprezentacji. Widziałem dużą piłkę nie tylko przez okno, dlatego chcę spróbować, co potrafię.

Michał Listkiewicz napisał, że dać panu zgodę na prowadzenie drużyny to tak, jakby "wysłać dzieci na ferie autobusem z kierowcą bez prawa jazdy".

- Trochę przesadził, emocje go poniosły, nie wiem, co nim kierowało. Jestem na kursie trenerskim UEFA, mam już licencję A, więc umówmy się, że prawo jazdy mam, ale na razie na osobówki, bo na ciężarówki dopiero robię.

Będzie pan pracował z kumplami z kadry - Piotrem Świerczewskim i innymi?

- To plotka. Nie wiem, kto i po co je rozsiewa. Może ci, którzy nie mogą ścierpieć, że coś osiągnąłem, a teraz nie boję się mówić prawdy.

Chcę współpracować z Marcinem Broniszewskim i dr. Marcinem Popieluchem z warszawskiej AWF, jednym z najmądrzejszych ludzi w sprawach anatomii. Jest chodzącą encyklopedią, imponuje mi.

Jak będzie grał pana zespół?

- Szablon na sukces? Nikt nie ma takiego poza Guardiolą i Mourinho, bo ich stać na każdego piłkarza, a ja muszę zobaczyć, kogo mam do dyspozycji. Chcę, by mój zespół był wybiegany i agresywny. Żeby na boisku zostawiał serce, nawet jeśli zejdzie z niego pokonany. Nie będę patrzył ani na nazwiska, ani na wiek, każdy rozpocznie od zera.

Nie obawia się pan, że kiedy będzie pan egzekwował dyscyplinę, zawodnicy przypomną panu występki?

- Kiedy Tomek Hajto poważnie grał w piłkę, nikt nie widział go pijanego czy niewyspanego przed meczem. Żaden z trenerów nie miał mi nic do zarzucenia, nie wydaje mi się, by moi zawodnicy robili mi teraz wyrzuty. Boli mnie, że w Polsce otoczka wokół mnie jest mało przychylna. Zresztą nie tylko mnie, ale i Andrzeja Juskowiaka, Piotrka Świerczewskiego, Jacka Krzynówka, Maćka Żurawskiego bardziej cenią na Zachodzie niż u nas.

To prawda, że Jagiellonia to tylko przystanek w pana drodze do kadry?

- Taką mam wizję. Jestem chłonny wiedzy, chcę się uczyć, ale nie wiem jeszcze, czy będę dobrym trenerem.

Więcej o: