Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

T-Mobile Ekstraklasa. Sędzia Małek niewinny, choć telewizyjnej powtórki uznać nie chciał

Robert Małek nie uznał prawidłowo strzelonego gola, który dawał ŁKS remis z mistrzem Polski, ale zdaniem szefa polskich sędziów nie popełnił rażącego błędu.
Pomyłka Małka pozbawiła łódzkiego beniaminka przynajmniej jednego punktu. W 79. min Marcin Kaczmarek otrzymał podanie od Marka Saganowskiego, znalazł się sam na sam z bramkarzem i przelobował go. Cieszył się jednak bardzo krótko, zobaczył bowiem, że Krzysztof Myrmus, asystent sędziego głównego, podniósł do góry chorągiewkę, sygnalizując pozycję spaloną. Małek gola nie uznał.

W powtórkach telewizyjnych dokładnie widać, że Kaczmarek przyjmując piłkę, miał przed sobą obrońcę. Można też zauważyć, że arbiter zasygnalizował spalonego dopiero, gdy piłka przeleciała nad bramkarzem i zmierzała do pustej bramki. Piłkarze ŁKS opowiadają, że Myrmus zorientował się, że nie miał racji, i zawołał do siebie Małka.

Dlaczego zmienił zdanie? Sekundy wcześniej arbiter techniczny Sebastian Jarzębak zobaczył na monitorze Canal+, że gol został strzelony prawidłowo. Przekazał informację liniowemu, który poprosił Małka o zmianę decyzji. Po krótkiej naradzie arbiter główny zdecydował, że bramki nie uzna.

Oburzony jest Robert Maaskant, trener Wisły. - Byłem bardzo zaskoczony, że ludzie z Canal+ rozmawiali z sędziami i mówili, że nie było spalonego. To nie ich rola. Takie sytuacje pokazują, że nie chcą, byśmy wygrywali. Jestem za wprowadzeniem analizy wideo, ale dopóki jej nie ma, to nie powinno się z niej korzystać.

To kolejna w ostatnim czasie pomyłka arbitra z wielkimi konsekwencjami. Bohaterami poprzedniej kolejki byli Marcin Szrek i Adam Lyczmański. Pierwszy w meczu Polonii Warszawa z Górnikiem Zabrze uznał gola dla gości, choć jego strzelec Prejuce Nakoulma przyjął piłkę ręką. Kilka dni później został zdegradowany do I ligi.

Lyczmański w spotkaniu Wisły z Jagiellonią nie dopatrzył się faulu, choć Kew Jaliens, stoper krakowskiej drużyny, wepchnął bramkarza drużyny z Białegostoku z piłką do bramki. W przeciwieństwie do Szreka jego oszczędzono, choć pomyłka była równie wielka, a konsekwencją był wyrównujący gol.

Od początku października nie sędziuje już Tomasz Garbowski z Kluczborka, który w pojedynku Ruchu z Widzewem pomylił się dwa razy: przyznał chorzowianom rzut wolny (choć nie było faulu), po którym zdobyli gola, a następnie rzut karny, choć faul nastąpił półtora metra przed polem karnym.

W niedzielnym meczu Legii z Widzewem Paweł Gil z Lublina nie podyktował karnego dla łodzian (przy wyniku 1:0 dla gospodarzy), choć Michał Żewłakow zatrzymał piłkę ręką, uniemożliwiając dojście do niej Princewillowi Okachiemu. - Karny to jeszcze nie gol, ale sędzia zabrał nam szansę na wyrównanie - mówią w łódzkim klubie. Dzień wcześniej Szymon Marciniak z Płocka dwukrotnie skrzywdził w Białymstoku PGE GKS Bełchatów. Najpierw nie przyznał mu jedenastki za faul na Kamilu Kosowskim, a po przerwie uznał gola dla Jagiellonii, choć Tomasz Frankowski był na wyraźnym spalonym.

Nie wiadomo jeszcze, jaki los spotka Marciniaka i Gila. Prawdopodobnie jednak unikną kary, tak jak Małek. - Byłem na meczu w Łodzi i dokładanie widziałem całe zajście. Nie był to jego błąd, ale asystenta - mówi Janusz Eksztajn, szef kolegium sędziowskiego. Jego zdaniem Małek prowadził mecz bardzo dobrze. - Nie popełnił żadnego rażącego błędu. Niepotrzebnie zawierzył swojemu asystentowi, dlatego zostanie tylko upomniany - zapowiada.

Eksztajn broni także sędziów. - Wszystkich mam odsunąć? - pyta. - Ktoś musi prowadzić mecze - dodaje.

Jeden z byłych sędziów tłumaczy, że Lyczmański i Małek unikną kary, bowiem są arbitrami międzynarodowymi. Tych Polskie Kolegium Sędziów nie rusza. Kozłem ofiarnym spotkania ŁKS z Wisłą będzie więc sędzia boczny. Prawdopodobnie zostanie odsunięty od kilku spotkań.